Arcydzieło czy porażka? Nowe "Wichrowe wzgórza" rozgrzały krytyków do czerwoności
Nowe „Wichrowe wzgórza” w reżyserii Emerald Fennell wchodzą do kin z impetem, jakiego dawno nie widzieliśmy przy adaptacji literackiej klasyki. Film już na etapie zapowiedzi wywołał burzę — od decyzji obsadowych po odważne interpretacje powieści Emily Brontë. Jedni mówią o świeżym spojrzeniu na mroczną historię miłości i obsesji, inni o niepotrzebnej prowokacji. Dlaczego ekranizacja budzi tak silne emocje?

Nowa adaptacja "Wichrowych wzgórz" nie jest jedynie kolejną próbą przeniesienia XIX-wiecznej powieści na ekran. To projekt, który od początku był zapowiadany jako autorska wizja — bardziej interpretacja niż wierne odtworzenie literackiego oryginału. Reżyserka Emerald Fennell, znana z wyrazistego stylu i bezkompromisowego podejścia do tematów tabu, postawiła na emocjonalną intensywność i współczesną wrażliwość. I właśnie to stało się zarzewiem najgorętszej dyskusji.
Nowe "Wichrowe wzgórza" pod lupą. Od klasyki Brontë do autorskiej wizji Fennell
Ekranizacje powieści Emily Brontë zawsze balansowały między romantyzmem a mrokiem. Tym razem jednak twórczyni postanowiła przesunąć akcenty. W nowej wersji „Wichrowych wzgórz” większy nacisk położono na destrukcyjny wymiar relacji Catherine i Heathcliffa, podkreślając obsesję, przemoc emocjonalną i klasowe napięcia.
Część krytyków zarzuca filmowi zbyt dalekie odejście od literackiego pierwowzoru. Wskazują, że zmieniono nie tylko ton opowieści, ale i sposób prowadzenia bohaterów. Z kolei zwolennicy produkcji podkreślają, że każda epoka ma prawo do własnej interpretacji klasyki — a kino nie musi być muzeum literatury.
Nie bez znaczenia jest także estetyka filmu. Surowe pejzaże, kontrastowe zdjęcia i intensywna muzyka budują atmosferę niepokoju. To nie jest romantyczna pocztówka z wrzosowisk, lecz opowieść o namiętności, która niszczy wszystko wokół.

Kontrowersje wokół obsady, fabuły i tonu opowieści
Jednym z pierwszych punktów zapalnych była decyzja obsadowa. Nowe „Wichrowe wzgórza” już na etapie ogłoszeń castingowych wywołały falę komentarzy w mediach społecznościowych. Część widzów kwestionowała wybór aktorów, argumentując, że nie odpowiadają oni literackim opisom postaci. 35-letnia Margot Robbie została uznana na "ze starą", aby wcielić się w rolę Catherine Earnshaw.
Nowe „Wichrowe wzgórza” nie szczędzą emocji w żadnej minucie filmu. Widzowie przyzwyczajeni do bardziej klasycznych, romantycznych interpretacji mogą poczuć się zaskoczeni ilością sugestywnych scen.

Krytycy wskazują, że film momentami ociera się o estetyzację cierpienia, podczas gdy inni chwalą go za bezkompromisowość i psychologiczną głębię. Reżyserka zdaje się świadomie rezygnować z sentymentalizmu na rzecz chłodnej analizy obsesji i społecznych barier.
"Już od pierwszych chwil filmu należy nadać mu ton i pokazać czym jest opowieść. A jest to głęboko poruszająca historia miłosna. Chciałam też, aby ludzie zrozumieli, że będzie ona zaskakująca, mrocznie zabawna i może nieco dziwniejsza, niż mogliby się spodziewać. Ważne było, aby już na samym początku uświadomić, że podniecenie i niebezpieczeństwo są ze sobą powiązanie. To właśnie jest gotyk" — tłumaczy reżyserka. (cyt. za naekranie.pl)

Rekordy oglądalności mimo burzy w mediach
Paradoksalnie to właśnie kontrowersje napędzają zainteresowanie. Nowe "Wichrowe wzgórza" przyciągają do kin tłumy, a wyniki frekwencyjne pokazują, że publiczność chce wyrobić sobie własne zdanie.
Media rozpisują się o ostrych recenzjach i internetowych sporach, ale liczby mówią same za siebie — film stał się jednym z najgłośniejszych tytułów sezonu. Dla jednych to dowód, że skandal sprzedaje bilety, dla innych — że klasyka literatury wciąż potrafi elektryzować kolejne pokolenia.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.