Reklama

Nowa adaptacja "Wichrowych wzgórz" nie jest jedynie kolejną próbą przeniesienia XIX-wiecznej powieści na ekran. To projekt, który od początku był zapowiadany jako autorska wizja — bardziej interpretacja niż wierne odtworzenie literackiego oryginału. Reżyserka Emerald Fennell, znana z wyrazistego stylu i bezkompromisowego podejścia do tematów tabu, postawiła na emocjonalną intensywność i współczesną wrażliwość. I właśnie to stało się zarzewiem najgorętszej dyskusji.

Nowe "Wichrowe wzgórza" pod lupą. Od klasyki Brontë do autorskiej wizji Fennell

Ekranizacje powieści Emily Brontë zawsze balansowały między romantyzmem a mrokiem. Tym razem jednak twórczyni postanowiła przesunąć akcenty. W nowej wersji „Wichrowych wzgórz” większy nacisk położono na destrukcyjny wymiar relacji Catherine i Heathcliffa, podkreślając obsesję, przemoc emocjonalną i klasowe napięcia.

Część krytyków zarzuca filmowi zbyt dalekie odejście od literackiego pierwowzoru. Wskazują, że zmieniono nie tylko ton opowieści, ale i sposób prowadzenia bohaterów. Z kolei zwolennicy produkcji podkreślają, że każda epoka ma prawo do własnej interpretacji klasyki — a kino nie musi być muzeum literatury.

Nie bez znaczenia jest także estetyka filmu. Surowe pejzaże, kontrastowe zdjęcia i intensywna muzyka budują atmosferę niepokoju. To nie jest romantyczna pocztówka z wrzosowisk, lecz opowieść o namiętności, która niszczy wszystko wokół.

Margot Robbie i Jacob Elordi, "Wichrowe Wzgórza" (2026)
Margot Robbie i Jacob Elordi, "Wichrowe Wzgórza" (2026) mat. prasowe

Kontrowersje wokół obsady, fabuły i tonu opowieści

Jednym z pierwszych punktów zapalnych była decyzja obsadowa. Nowe „Wichrowe wzgórza” już na etapie ogłoszeń castingowych wywołały falę komentarzy w mediach społecznościowych. Część widzów kwestionowała wybór aktorów, argumentując, że nie odpowiadają oni literackim opisom postaci. 35-letnia Margot Robbie została uznana na "ze starą", aby wcielić się w rolę Catherine Earnshaw.

Nowe „Wichrowe wzgórza” nie szczędzą emocji w żadnej minucie filmu. Widzowie przyzwyczajeni do bardziej klasycznych, romantycznych interpretacji mogą poczuć się zaskoczeni ilością sugestywnych scen.

Margot Robbie i Jacob Elordi, "Wichrowe Wzgórza" (2026)
Margot Robbie i Jacob Elordi, "Wichrowe Wzgórza" (2026) mat. prasowe

Krytycy wskazują, że film momentami ociera się o estetyzację cierpienia, podczas gdy inni chwalą go za bezkompromisowość i psychologiczną głębię. Reżyserka zdaje się świadomie rezygnować z sentymentalizmu na rzecz chłodnej analizy obsesji i społecznych barier.

"Już od pierwszych chwil filmu należy nadać mu ton i pokazać czym jest opowieść. A jest to głęboko poruszająca historia miłosna. Chciałam też, aby ludzie zrozumieli, że będzie ona zaskakująca, mrocznie zabawna i może nieco dziwniejsza, niż mogliby się spodziewać. Ważne było, aby już na samym początku uświadomić, że podniecenie i niebezpieczeństwo są ze sobą powiązanie. To właśnie jest gotyk" — tłumaczy reżyserka. (cyt. za naekranie.pl)

Margot Robbie i Jacob Elordi, "Wichrowe Wzgórza" (2026)
Margot Robbie i Jacob Elordi, "Wichrowe Wzgórza" (2026) mat. prasowe

Rekordy oglądalności mimo burzy w mediach

Paradoksalnie to właśnie kontrowersje napędzają zainteresowanie. Nowe "Wichrowe wzgórza" przyciągają do kin tłumy, a wyniki frekwencyjne pokazują, że publiczność chce wyrobić sobie własne zdanie.

Media rozpisują się o ostrych recenzjach i internetowych sporach, ale liczby mówią same za siebie — film stał się jednym z najgłośniejszych tytułów sezonu. Dla jednych to dowód, że skandal sprzedaje bilety, dla innych — że klasyka literatury wciąż potrafi elektryzować kolejne pokolenia.

Reklama
Reklama
Reklama