Gdy został ojcem, zmienił podejście do aktorstwa. „Nie muszę już udowadniać, że potrafię grać". Tym filmem otworzył sobie drzwi do wielkiej kariery
Choć na Festiwalu w Gdyni przeszła niemal bez echa, „Wielka Warszawska” to jeden z tych filmów, które zyskują dopiero na dużym ekranie. Sensacyjna historia osadzona w barwnych realiach lat 90. i Tomasz Ziętek w jednej z najlepszych ról ostatnich lat – ten tytuł wchodzi do polskich kin już w tym tygodniu.

Niekiedy filmy najciekawsze to te, które nie krzyczą z plakatu, nie dominują w festiwalowych podsumowaniach, a mimo to zostają z widzem na dłużej. „Wielka Warszawska” to właśnie taki tytuł, który opowiada o marzeniach, pokusach i dojrzewaniu w świecie pełnym kontrastów. Osadzona w latach 90. historia młodego dżokeja, który staje na zakręcie życia już w tym tygodniu trafi na ekrany kin. Ten film warto zobaczyć choćby dla Tomasza Ziętka, który gra tu jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze.
Kulisy filmu „Wielka Warszawska”
Bartłomiej Ignaciuk, reżyser filmu „Wielka Warszawska”, sięgnął po zapomniany scenariusz Jana Purzyckiego, legendarnego autora „Wielkiego Szu” i „Piłkarskiego pokera”. I dał nowe życie projektowi, który przez dekady pozostawał w szufladzie. Osadzona we wczesnych latach 90. akcja, której osią są prestiżowe wyścigi konne, dobrze pokazuje realia okresu transformacji, tego specyficznego okresu wielkiego ryzyka i wielkich szans.

To właśnie te lata – tuż po przemianie ustrojowej – tworzą wyjątkowy klimat filmu: pstrokate garnitury, zachodnie wpływy, dziki kapitalizm, a jednocześnie ogromna niepewność i społeczny chaos. Ignaciuk nie sili się na wielką metaforę, nie moralizuje, zamiast tego proponuje widzowi dobrze skonstruowaną, dynamiczną i emocjonalnie angażującą opowieść. Tę autentyczność i bezpretensjonalność można uznać za największy atut filmu, to kino rozrywkowe w najlepszym wydaniu, idealne dla tych, którzy chcą poczuć dreszcz tamtych czasów.
Tomasz Ziętek – aktor, który nie idzie na skróty
W centrum tej historii znajduje się Krzysiek, młody, ambitny dżokej, który dopiero uczy się, czym są ambicje, kompromisy i pokusy. W tę rolę z wyczuciem wciela się Tomasz Ziętek, aktor kojarzony z wyrazistymi, choć nieoczywistymi postaciami. Jak sam przyznał w rozmowie w „Zwierciadle”, rola Krzyśka była mu szczególnie bliska, nie tylko ze względu na fizyczne wyzwania, ale i emocjonalny przekaz. „Lubię grać ludzi, którzy próbują być dobrzy, choć świat im to utrudnia” – mówił. Jego bohater to nie heros, lecz chłopak próbujący odnaleźć się w świecie, który rządzi się regułami, których jeszcze nie zna.

Ziętek, prywatnie świeżo upieczony ojciec, podkreślał też, że od kiedy został tatą, jego podejście do aktorstwa się zmieniło. Dziś ważniejsza od braw jest dla niego szczerość i głębia. „Nie muszę już udowadniać, że potrafię grać. Chcę grać to, co mnie porusza” – wyznał. W „Wielkiej Warszawskiej” widać tę dojrzałość, bo Krzysiek jest postacią pełną ciepła, ale też niepokoju, zniuansowaną i przekonującą. To jedna z najmocniejszych ról Ziętka w ostatnich latach, pozbawiona efekciarstwa, za to pełna prawdy.
„Wielka Warszawska” – rozrywka na wysokim poziomie
Drugoplanowe role, w które wcielają się Ireneusz Czop jako ojciec Krzyśka, Mary Pawłowska jako obiekt westchnień, Mariusz Saniternik jako stary wyjadacz torów, tworzą barwną galerię postaci, z kolei antagoniści bywają przerysowani, lecz mieści się to w konwencji gatunku. Na szczególną uwagę w tym kalejdoskopie gwiazd, zasługuje Pawłowska, dla której kreacja Ewy jest pełnometrażowym debiutem. Niewielu wie, że wschodząca gwiazda pochodzi z rodziny aktorskiej, a jej kuzynami są Józef Pawłowski, który zachwycił w „Mieście 44” oraz Stefan Pawłowski, znany m.in. z „Jacka Stronga”.

„Wielka Warszawska” nie aspiruje do miana filmu artystycznego. To świadoma, pełna wdzięku rozrywka, która nie udaje niczego, czym nie jest. I właśnie dzięki temu działa, jako dobre kino środka, które nie musi epatować formalnymi trikami, by przyciągnąć widza. Scenariusz bez przestojów, dynamiczna reżyseria, żywe postaci, to wszystko składa się na film, który z powodzeniem mógłby domknąć nieformalną trylogię „szulerską”. Najważniejsze jednak, że film ma tempo, rytm i zakończenie, które zostawia satysfakcję. „Wielka Warszawska” to hołd dla dawnych czasów i jednocześnie propozycja dla tych, którzy chcą zobaczyć coś, co po prostu dobrze się ogląda. Film wchodzi do kin w najbliższy piątek, 23-ego stycznia.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.