Reklama

Jeszcze niedawno był wydarzeniem kinowym i dzielił widzów na festiwalach, dziś można obejrzeć go w domowym zaciszu. „Eddington” – najnowszy film Ariego Astera – trafia na Prime Video jako niepokojące przypomnienie świata, który wszyscy przeżyliśmy. To kino, które nie łagodzi wspomnień, lecz je otwiera, prowokując do konfrontacji z emocjami, których wielu wolałoby już nie pamiętać.

Ari Aster i kino, które wbija się pod skórę

Ari Aster od początku kariery budował kino intensywne, cielesne i bezlitośnie emocjonalne. Jego filmy nie straszą nagłym gestem, lecz długim spojrzeniem, napięciem rozciągniętym do granic wytrzymałości widza. „Eddington” jest logiczną kontynuacją tej drogi, choć formalnie oddala się od horroru. Reżyser zamienia demony nadprzyrodzone na społeczne i psychologiczne, a źródłem grozy czyni rzeczywistość, którą wszyscy pamiętamy aż nazbyt dobrze.

"Eddington" na Prime Video
Materiały Prasowe

Aster nie rekonstruuje pandemii w sensie reporterskim. Interesuje go atmosfera: lęk unoszący się w powietrzu, samotność pogłębiona przez ekrany, poczucie oblężenia i narastającej agresji. „Eddington” działa jak filmowy esej o świecie, który stracił wspólny język i zamknął się w równoległych narracjach.

Zobacz też: Tak będą wyglądać filmowi Beatlesi. Ujawniamy pierwsze zdjęcia planu tej monumentalnej produkcji!

Obsada, która niesie ciężar epoki

Na pierwszym planie spotykają się Joaquin Phoenix i Pedro Pascal – dwie energie, dwa temperamenty, dwa sposoby istnienia w świecie. Phoenix gra postać skupioną, wewnętrznie rozedrganą, niemal duszącą się od niewypowiedzianych emocji. Pascal wnosi kontrapunkt, charyzmę, medialność, polityczny instynkt. Ich konfrontacja nie jest tylko fabularnym sporem, lecz starciem postaw wobec rzeczywistości.

"Eddington" na Prime Video
Materiały Prasowe

Emma Stone, Austin Butler, Micheal Ward i Deirdre O’Connell tworzą mozaikę społeczną miasteczka, w którym każdy nosi własny lęk i własną wersję prawdy. Aster daje im przestrzeń, gdzie spojrzenia, pauzy, niedopowiedzenia mówią więcej niż dialogi. To kino zespołowe, ale pozbawione komfortu zbiorowej harmonii.

„Eddington” jako lustro zbiorowej traumy

Akcja osadzona w niewielkiej społeczności zamienia lokalny konflikt w uniwersalną przypowieść. Spór o zasady, wolność i bezpieczeństwo szybko przeradza się w coś znacznie groźniejszego, czyli w totalny brak zaufania. Kamera Astera chłodno obserwuje, jak codzienność pęka, a drobne napięcia urastają do rangi katastrofy.

„Eddington” nie oferuje katharsis. To film, który zostawia widza z dyskomfortem i pytaniem, czy naprawdę wyszliśmy już z tamtego czasu. Dostępny na Prime Video obraz działa jak echo roku 2020, przypomina, że izolacja i podział nie znikają wraz z końcem kryzysu, lecz zostają w nas na długo.

Zobacz też: W Hollywood jest od lat, lecz popularność zyskała dopiero ostatnio. Kim jest gwiazda z filmu "Wielki Marty"?

Reklama
Reklama
Reklama