Reklama

Nie epatował skandalem, nie budował medialnej persony większej niż ekran. Zamiast tego konsekwentnie tworzył bohaterów z krwi i kości – pełnych sprzeczności, ciszy, napięcia. To właśnie ta powściągliwość stała się jego znakiem rozpoznawczym i sprawiła, że kultowe role Roberta Duvalla do dziś uchodzą za lekcję aktorskiego rzemiosła.

Początek legendy Duvalla. Pierwsze role, które zwiastowały ikonę

Zanim Robert Duvall stał się ikoną amerykańskiego kina, był młodym aktorem po nowojorskim Neighborhood Playhouse School of the Theatre. Urodził się 5 stycznia 1931 roku w San Diego w Kalifornii, w rodzinie o wojskowych tradycjach – jego ojciec był admirałem w marynarce wojennej USA. Ta dyscyplina i wewnętrzna surowość, które wyniósł z domu, wybrzmiewały później w wielu jego rolach.

W 1962 roku zadebiutował w filmie "Zabić drozda". Jako Boo Radley niemal nie wypowiadał kwestii, a jednak to właśnie jego milcząca obecność przyciągała uwagę. Już wtedy było jasne, że Robert Duvall nie będzie aktorem pierwszego planu w tradycyjnym rozumieniu. On miał być tym, który w cieniu buduje napięcie.

Lata 70., które uczyniły Roberta Duvalla ikoną kina

To dekada, w której kultowe role Roberta Duvalla zaczęły definiować amerykańskie kino. Współpracował z najwybitniejszymi reżyserami i wchodził w obsady, które dziś określamy mianem legendarnych.

W 1972 roku wcielił się w Toma Hagena w "Ojcu chrzestnym" Francisa Forda Coppoli. Ta rola przyniosła mu nominację do Oscara i na zawsze związała jego nazwisko z jednym z najważniejszych filmów w historii kina.

Kilka lat później ponownie spotkał się z Coppolą na planie "Czasu apokalipsy". Jako podpułkownik Bill Kilgore stworzył postać przerażającą w swojej nonszalancji. Słynna kwestia o zapachu napalmu o poranku stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych cytatów filmowych wszech czasów.

To była rola epizodyczna, ale magnetyczna. Duvall udowodnił, że nawet w ograniczonym czasie ekranowym potrafi zdominować narrację.

Rola w jednym filmie dała mu Oscara

Choć kultowe role Roberta Duvalla mnożyły się przez dekady, statuetkę Akademii przyniosła mu dopiero rola w filmie "Pod czułą kontrolą" z 1983 roku. Wcielił się w Maca Sledge’a – upadłego muzyka country zmagającego się z alkoholizmem i poczuciem winy.

Duvall zagrał człowieka złamanego, który próbuje odbudować swoje życie kawałek po kawałku. Akademia nagrodziła go Oscarem za najlepszą rolę pierwszoplanową – zasłużenie, choć wielu uważało, że na tę statuetkę pracował już od lat.

ROBERT DUVALL I TESS HARPER, "Pod czułą kontrolą" (1983).
ROBERT DUVALL I TESS HARPER, "Pod czułą kontrolą" (1983). fot. Album Online/East News

Wielkie kreacje bez statuetki. Role Roberta Duvalla, które przeszły do legendy

Lista nominacji do Oscara pokazuje, jak konsekwentnie utrzymywał najwyższy poziom. "Wielki Santini", "Apostoł" czy późniejsza rola w "Sędzi" to tylko niektóre z dowodów jego niezwykłej wszechstronności.

W "Wielkim Santinim" stworzył poruszający portret surowego ojca i żołnierza, rozdartego między miłością do rodziny a wojskową dyscypliną. Prywatnie był czterokrotnie żonaty, nie miał biologicznych dzieci, ale w wywiadach często podkreślał znaczenie relacji rodzinnych i odpowiedzialności.

W "Apostole" nie tylko zagrał główną rolę, ale też wyreżyserował film i współtworzył scenariusz. To był projekt osobisty, duchowy, pokazujący jego głębokie zainteresowanie tematami wiary i odkupienia.

Robert Duvall.
Robert Duvall. fot. Brian Snyder / Reuters / Forum
Reklama
Reklama
Reklama