Reklama

To nie jest jednak klasyczna opowieść grozy. „Zniknięcie” nie straszy gwałtownymi zwrotami akcji ani dosłownością. Jego siła tkwi w czymś znacznie subtelniejszym – w ciszy, w napięciu, w świadomości, że najgorsze może czaić się pod powierzchnią codzienności.

Film "Zniknięcie". Historia, która zaczyna się zwyczajnie, a kończy w mroku

Fabuła "Zniknięcia" jest z pozoru prosta. Młoda para – Rex i Saskia – zatrzymuje się na stacji benzynowej podczas wakacyjnej podróży przez Francję. Saskia wchodzi do sklepu i… znika. Bez śladu. Bez świadków. Bez odpowiedzi.

Rex przez kolejne lata nie potrafi pogodzić się z jej zniknięciem. Żyje między nadzieją a obsesją, podporządkowując swoje życie jednemu celowi: dowiedzieć się, co naprawdę się wydarzyło. Reżyser George Sluizer, adaptując powieść Tima Krabbé’a "Złote jajko", buduje historię nie tyle o zaginięciu, ile o potrzebie poznania prawdy – nawet jeśli ta prawda może zniszczyć.

"Zniknięcie" (1988)
"Zniknięcie" (1988) mat. prasowe

Dlaczego "Zniknięcie" stało się legendą thrillera psychologicznego?

"Zniknięcie" bardzo szybko zyskało status filmu kultowego. Krytycy doceniali jego chłód, konsekwencję narracyjną i odwagę w prowadzeniu historii tam, gdzie wielu twórców bałoby się pójść. To kino, które nie daje widzowi komfortu. Nie oferuje łatwych emocji ani jednoznacznych katharsis.

Stanley Kubrick – perfekcjonista i wizjoner – rzadko publicznie zachwycał się cudzymi filmami. Tym większe znaczenie ma fakt, że "Zniknięcie" określił jako jeden z najbardziej przerażających obrazów, jakie widział. Mówi się, że był pod ogromnym wrażeniem konstrukcji finału oraz chłodnej konsekwencji reżyserskiej.

Dla twórcy „Lśnienia” groza nie polegała na nagłych efektach, lecz na psychologicznym napięciu i poczuciu nieuchronności. Właśnie te elementy odnalazł w filmie Sluizera. Ta rekomendacja sprawiła, że produkcja zyskała jeszcze większy rozgłos i stała się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń reżyserów.

"Zniknięcie" (1988)
"Zniknięcie" (1988) mat. prasowe

"Zniknięcie" po raz pierwszy w polskich kinach

Choć "Zniknięcie" od lat było dostępne w obiegu festiwalowym i na nośnikach, dopiero teraz – w dniu dzisiejszym – wchodzi oficjalnie do polskich kin. To wyjątkowa okazja, by zobaczyć ten film na dużym ekranie, w skupieniu i w atmosferze, której nie da się odtworzyć w domowym zaciszu.

Dla miłośników ambitnego kina to wydarzenie niemal historyczne. Dla młodszych widzów – szansa na odkrycie thrillera, który nie krzyczy, lecz hipnotyzuje. A dla tych, którzy znają go od lat – powrót do historii, która wciąż potrafi wywołać dreszcz.

"Zniknięcie" nie jest filmem łatwym. Ale właśnie dlatego warto zobaczyć go dziś w kinie – w momencie, gdy po dekadach milczenia wreszcie wybrzmiewa w Polsce tak, jak na to zasługuje.

Reklama
Reklama
Reklama