O tym polskim hicie HBO będzie głośno całą zimę. To niezwykła opowieść o sekcie z Tomaszem Kotem w roli głównej
26 grudnia na HBO Max wjeżdża serial, o którym będzie głośno przez całą zimę. „Niebo. Rok w piekle” to sześcioodcinkowy dramat psychologiczny, który zagląda w mroki ludzkiej duszy. Jest inspirowany autentycznymi wydarzeniami opowiedzianymi w książce „Niebo. Pięć lat w sekcie” Sebastiana Kellera.

Produkcja zabiera nas w lata 90., kiedy Polska zmienia się, przechodzi transformację ustrojową i gospodarczą. A jeszcze bardziej dramatyczne zmiany zachodzą w ludzkich duszach, zagubionych i spragnionych poczucia sensu. Zaglądamy za kulisy tajemniczej, dziwnej wspólnoty.
Zajrzyj do „Nieba”, w mrok ludzkiej duszy
Akcja rozgrywa się na początku lat 90. Sebastian, którego gra wspaniale 29-letni Stanisław Linowski, aktor Teatru Starego w Krakowie, to młody, pełen ideałów chłopak. Kiedy go poznajemy, rezygnuje ze studiów, by dołączyć do tajemniczej wspólnoty duchowej o nazwie „Niebo”. Tej społeczności przewodzi Piotr, rolę kreuje genialnie Tomasz Kot. Jest charyzmatyczny, ojcowski i... demoniczny. Gra człowieka, który obiecuje zbawienie, a daje mrok, chaos i strach. Jego wspólnota wydaje się oazą spokoju i sensu, ale szybko okazuje się, że to miejsce przypomina piekło na ziemi – pełne manipulacji, przemocy psychicznej i destrukcyjnych zależności.
Sekta „Niebo”, prawdziwa historia o ludziach z krwi i kości
Serial oparty jest na faktach. Sekta „Niebo” powstała w Polsce w latach 90. i była jedną z najbardziej znanych, a zarazem groźnych tego rodzaju wspólnot. Oficjalnie nazywała się "Niebo-Zbór Chrześcijański Leczenia Duchem Bożym". Założyciel „Nieba”, Bogdan Kacmajor, o którym za chwilę, miał sławę uzdrowiciela, leczył przez nakładanie rąk. Każdy, kto chciał być w „Niebie”, musiał wyrzec się swojej tożsamości i spalić wszystkie rzeczy, które łączyły go ze starym światem. Członkowie sekty dostawali nowe imiona na znak, że stali się nowymi stworzeniami, gotowymi do pełnienia misji. Jak pisze dr Agnieszka Bukowska w przedmowie do wspomnień Sebastiana Kellera, nowe imiona były narzędziem budowania zależności i oddania. Kto próbował wracać do starego, ten zdradzał.
Bogdan Kacmajor, guru tej wspólnoty, nazywał się „NIE”, a jego żona, Grażyna, „BO” – razem „NIEBO”. Swoim dzieciom nadali imiona, które nakładały się w ciąg „Niebo” – Spływa (ur. 1987), Do (ur. 1988), Nas (ur. 1990), Co Dzień (ur. 1992), Nowe (ur. 1993), Świtem (ur. 1997). Dziewczynka o imieniu Mądrość urodziła się w 2000 roku. Ale były też inne imiona: „Ejty”, „I śrubokręt nie pomoże”, „Papaja Mamaja”, „AudiQuatro”. Sebastian Keller miał imię „Zawsze”. Sekta tworzyła własny, niebiański język, w którym słowa pozbawione były m.in. ą, ę, sz, cz oraz ś, ć, ż, ź, ł. W „Niebie” było kilkadziesiąt osób. Mieszkali w dużym domu w Majdanie Kozłowieckim koło Lubartowa na Lubelszczyźnie. Uprawiali ziemię, jedli wspólne posiłki. Wieś traktowała ich początkowo jako nieszkodliwych dziwaków, tym bardziej, że pozbyli się lodówki, pralki, wymieniali traktor na jajka, a samochód Volkswagen na worek ziemniaków. Bogdan Kacmajor mówił im, że świat materialny jest bez znaczenia. Nie było to do końca prawdą, bo nie raz kradli, żeby przeżyć. Mieszkańcy białego domu, jak Niebianie nazywali swoją siedzibę, mieli zawierać wewnętrzne śluby – błogosławił je Bogdan. Mieli rodzić w domu, nie wolno było posyłać dzieci do szkoły ani chodzić do lekarza. Uzdrawiał guru. Nowonarodzone dzieci nie były rejestrowane, więc prawnie właściwie nie istniały. Edukacja od najmłodszych lat zakładała naukę radzenia sobie z niedostatkiem, czyli kradzieżami. Zresztą Bogdan, jako wcielenie boga, mówił, że i tak wszystko do niego należy. W serialu HBO Max, w reżyserii Bartosza Blaschke, to życie sekty i jej obyczajowość są bardzo przejmująco, chwilami drastycznie pokazane.

Kim był człowiek, którego gra Tomasz Kot?
Serialowy Piotr to postać inspirowana prawdziwą historią guru „Nieba” Bogdanem Kacmajorem. Człowieka, który w latach 80. i 90. miał wielką sławę jako uzdrowiciel. Uważano go za następcę legendarnego ojca Andrzeja Klimuszki, zielarza, uzdrowiciela, jasnowidza. Tyle, że Klimuszko działał w zakonie franciszkańskim, Kacmajor szybko z kościołem wziął rozbrat, nienawidził go, uważał siebie za wysłannika Boga, z czasem za wcielenie boga. Jedynego, który zna prawdę. Czy naprawdę uzdrowiał? Sebastian Keller, który trafił do sekty m.in. dlatego, że miał męczące bóle nieznanego pochodzenia, na które lekarze nie umieli mu pomóc, w sekcie czuł się fizycznie dużo lepiej. Jak wspominał, przez 5 lat pobytu w sekcie nie widział lekarza, nie wziął tabletki. Być może były to bóle psychosomatyczne. Może w tych uzdrowieniach było dużo psychomanipulacji, siły sugestii. Trzeba dodać, że Bogdan miał rozmach. Uważał, że leczy raka, padaczkę, nerki, przywraca wzrok, podnosi ludzi z wózków inwalidzkich. Trudno to rozstrzygnąć i skomentować. W każdym razie lata 80. i 90. to były czasy, kiedy przez ekran telewizora uzdrawiał nas Anatolij Kaszpirowski, podobno robił nawet naświetlania. Była na takie praktyki ogromna otwartość.
Prorok z urodzenia?
Bogdan Kacmajor urodził się w 1954 roku w Elblągu. Edukację zakończył na czwartej klasie liceum (nie zrobił matury). Czuł się artystą, malował obrazy, robił performance, pracował w teatrze lalkowym. Za odmowę służby wojskowej trafił na dwa lata do więzienia. Podobno w stanie wojennym doznał widzenia. Pojawił się przed nim jego własny sobowtór, który szedł ku niemu w kryształowo czystej wodzie. Szedł po dnie zasłanym szkieletami ryb. Gdy Kacmajor po nich stąpał, szkielety zamieniały się w ptaki i ulatywały w przestrzeń. Następnego dnia Bogdan Kacmajor porzucił pracę w teatrze, wyrzucił z domu wszystkie przedmioty oprócz Biblii i zaczął leczyć przez nakładanie rąk.
W wsi Majdan Kozłowiecki pojawił się w 1990 roku. Kupił kilka działek ziemi. Wybrał ten rejon, bo z kartotek swoich pacjentów wyczytał, że najwięcej uzdrowionych pochodzi właśnie z tamtych rejonów – Lubartowa, Łukowa, Białej Podlaskiej. Tam wraz z drugą żoną, Grażyną, stworzył sektę „Niebo”. Mówił o sobie, że jest wysłannikiem bożym, który jako jedyny ma rację i zna całą prawdę. Reszta świata miała być na prostej drodze do piekła. Podporządkował sobie ludzi, decydował o każdym ich kroku. Zastraszał, że jak odejdą od niego, zostaną wypluci przez Boga, a to będzie gorsze niż piekło. "Przerażała mnie myśl o tym, że mógłbym wrócić do ‘starego świata’”, pisze w swoich wspomnieniach Sebastian Keller. „Zresztą Kacmajor straszył nas tragediami i chorobami, jakich doświadczymy, jeśli odejdziemy. Wizja była katastroficzna i wszyscy w nią wierzyli. A najgorsza była myśl, że tam się umiera, a tu nie, tu jest bezpiecznie, tu jest guru", tłumaczy Keller w swoich wspomnieniach. Kiedyś Bogdan powiedział mu: „No i co z tego, żebyś umarł – podniósłbym cię z martwych, masz taką wiarę, że od razu byś wstał”. Jak wspomina Keller.

Ślub nastolatka z dorosłą kobietą, nadużycia w sekcie
Na początku wspólnota z białego domu była przyjmowana z zaciekawieniem. Ale kiedy we wsi zaczęły się kradzieże, sytuacja się zmieniła. Poza tym już w 1993 roku krążyły plotki o wykorzystywaniu seksualnym, orgiach, pijaństwie. Mówiło się, że małe dzieci, które umierały z powodu braku opieki lekarskiej, zakopywano w ogrodzie. W 1993 roku policja przeszukała dom, puszczono tam nawet psa do poszukiwania narkotyków, ale jedyne, co znalazł, to ciasto, makowiec. O samym Kacmajorze i jego powiązaniach ze światem przestępczym krążyły legendy. Jednak niczego mu nie udowodniono, a do więzienia trafił jedynie za kradzież drewna z lasu. Prawdą jest, że Kacmajor udzielił ślubu 25-letniej kobiecie, Ewie, z 14-letnim chłopcem. Dochodziło do takich nadużyć.
Z czasem sekta podupadała. W 2000 roku nie nadszedł przepowiadany przez guru koniec świata. Atmosfera w środku gęstniała – było coraz więcej kar – na przykład zamykania ludzi w upał w klitce, bez dostępu do toalety, zakazów, straszenia śmiercią. „Wyjdzie ze mnie zimny duch i może cię zabić”, straszył Kacmajor. Sekta rozpadła się samoistnie, a punktem kulminacyjnym było odebranie Kacmajorowi dzieci w 2002 roku. To wtedy jego 14-letni syn Medard (czyli „Do”) uciekł i sam zgłosił się na policję. Błagał, że chce trafić do domu dziecka, byle jak najdalej od „Nieba”.
Niebo rozpadło się wkrótce po ucieczce Medarda, około roku 2002/2003. Kacmajor wyjechał na Ukrainę. Gdzie mieszka dzisiaj? Niektórzy twierdzą, że w Anglii, w Sutherland, gdzie, dzisiaj 71-letni, znów podaje się za artystę. Inni, że przebywa w Polsce, w Nysie. Nieznany jest los jego żony Grażyny, być może zamknęła się w klasztorze, jeśli w ogóle żyje.
Sebastian Keller, jego marzenia zmieniły się w koszmar. Pisał: Skradziono nasze dusze
Sebastian Keller jako 20-latek przeniósł się z Mazur do domu w Majdanie Kozłowieckim. Był po maturze, uczył się w studium teatralnym. Marzył o studiach polonistycznych. W swojej książce pisze o fascynacji Kacmajorem. Keller przez długi czas wierzył w zdolności lecznicze rąk Kacmajora i w to, że prowadzi ich do królestwa Chrystusa. Przyznaje, że tęsknił do ojca, którego nie miał. I w tej roli obsadził swojego Mistrza, Bogdana Kacmajora. W sekcie ożenił się, urodziła mu się córeczka. Nie tylko miłość do rodziny sprawiła, że spójny początkowo obraz „Nieba” zaczął się chwiać pod naporem kolejnych kar, nieprawości, śmierci. Sebastian Keller wyszedł ze wspólnoty w 1995 roku. Bardzo trudno było mu odzyskać własne życie. Miał stale poczucie, że ktoś go obserwuje i wydaje mu polecenia. Z trudem wrócił do normalnego życia. Skończył studia – pedagogikę, ma dwoje dzieci, syna i córkę. Jest bardzo wierzącym i religijnym człowiekiem, jak pisze, codziennie dziękuje Bogu, że go wyzwolił od złego ducha.
W 2006 roku, 9 lat po odejściu z „Nieba”, Keller wrócił do Majdanu. W swojej książce napisał później: „Dom wygląda tak, jak my po wyjściu z sekty. Rozbici i zniszczeni. Skradziono nam nasze dusze. Niektórym zabrano życie. Siedmioro z nas przypłaciło pobyt w „Niebie” życiem: Damian, Jagoda, Przemek i Mariusz zginęli w wypadku samochodowym. Maciej nie odzyskał przytomności po własnej kraksie, a wcześniej Bogdan kazał mu przestać jeździć na dializy. Lucyna wyskoczyła z dziesiątego piętra wieżowca w Lublinie, Sławek zaś podciął sobie żyły w lesie nieopodal posesji w Majdanie”.
Aktorzy o swoich rolach
Tomasz Kot po przeczytaniu scenariusza wiedział, że zagra Piotra. Jak opowiadał, grał człowieka, który wierzy w swoją misję. Kogoś, kto prowadzi gromadkę ludzi przez ciemny las i ufa, że zna cel i drogę do niego. Pewnie między innymi dzięki temu jest tak wiarygodny, ta rola ma ogromną, sugestywną siłę. Ale stworzył niejednoznaczną postać, która długo nie daje o sobie zapomnieć. Na ekranie obok Tomasza Kota i Stanisława Limanowskiego oglądamy plejadę polskich gwiazd: Magdalenę Różczkę, Dominika Kluźniaka, Michalinę Łabacz, Annę Radwan. Stanisław Linowski mówi, że fizycznie nie jest podobny do Sebastiana Kellera. Ale także miał w swoim życiu taki moment zagubienia, „wymyślania siebie na nowo”, potrzeby akceptacji. „W odróżnieniu od Sebastiana, miałem szczęście, że nikt tego nie wykorzystał”, tłumaczył aktor.


