atoms.adSlot.adLabel

Niektóre historie nie domagają się kolejnej opowieści, a nowego spojrzenia. Gdy kamera wraca na ulice Liverpoolu, a znajome sylwetki zyskują nowe twarze, rodzi się pytanie nie o podobieństwo, lecz o prawdę emocji. Pierwsze zdjęcia z planu filmowego projektu o Beatlesach sugerują, że tym razem nie chodzi o rekonstrukcję legendy, ale o próbę ponownego jej przeżycia.

Pierwsze zdjęcia z planu

Pierwsze oficjalne zdjęcia z planu kinowej epopei o The Beatles wzbudziły globalną ekscytację, oto Paul Mescal, Harris Dickinson, Barry Keoghan i Joseph Quinn przebrani za czterech muzycznych architektów kultury XX wieku. Mescal, znany z ról w „Normalnych ludziach” i „Gladiatorze II”, wciela się w Paula McCartneya, Dickinson staje się Johnem Lennonem, Keoghan zamienia się w Ringo Starra, a Quinn w George’a Harrisona. Te fotografie, ujawnione m.in. w formie limitowanych pocztówek w Liverpool Institute for Performing Arts, oferują pierwszy rzut oka na charakteryzację i kostiumy inspirowane kolejnymi epokami kariery zespołu.

Ujęcia aktorów w kostiumach, Mescal w retro elegancji Cavern Club, Dickinson w charakterystycznych okrągłych okularach Lennona, Keoghan w pirackiej brodzie Ringo, czy Quinn z dłuższymi włosami Harrsona, to wizualny hołd złożony estetyce Beatlesów. Ta pierwsza migawka z planu pobudza wyobraźnię i prowokuje do pytania: czy kamera Sama Mendesa uchwyci więcej niż tylko dźwięk i ruch, czy uda jej się przeniknąć do duszy epoki?

Zobacz też: Luksusowa moda, zapierające dech w piersi krajobrazy i uwielbiane gwiazdy. Zwiastun jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów roku zachwycił fanów

Sam Mendes – reżyser, który zamienia legendę w kino

Reżyserem monumentalnej serii jest Sam Mendes, laureat Oscara za „American Beauty” i nominowany do złotej statuetki za głośnego „Hamneta”, podjął się niezwykłego zadania opowiedzenia historii Beatlesów nie jednym, lecz czterema filmami, po jednym z perspektywy każdego członka zespołu. Mendes konsekwentnie podkreśla, że projekt ma być „epickim doświadczeniem kinowym”, które przeniesie widzów w różne punkty życia i twórczości fantastycznej czwórki.

"The Beatles - A Four-Film Cinematic Event" - pierwsze zdjęcia
Sam Mendes, Paul Mescal, Joseph Quinn, Barry Keoghan i Harris Dickinson. 31 marca 2025 r., Las Vegas/USA Eric Charbonneau/Sony Pictures via Getty Images

Co istotne, Beatlesi i Apple Corps Ltd. udzielili pełnych praw do życia i muzyki grupy, co czyni ten filmowy cykl pierwszym tak oficjalnym i kompletnym od strony materiału źródłowego. Cztery filmy mają zostać równocześnie wypuszczone w kinach w kwietniu 2028 roku, co samo w sobie jest bezprecedensowym przedsięwzięciem w historii biograficznych produkcji muzycznych.

Oczekiwania, emocje i mit, który wraca

Ujawnione fotografie z planu nie są jedynie marketingową zajawką, działają jak kapsuła czasu, która natychmiast uruchamia zbiorową pamięć kulturową. Guardian zauważa, że to „obrazy, które wyglądają jak wspomnienia, a nie rekonstrukcje” i właśnie w tym tkwi ich siła: nie próbują na siłę odtworzyć ikon, lecz przywołują ducha epoki. Liverpool, kostiumy i gesty aktorów tworzą wrażenie, jakby historia Beatlesów znów działa się tu i teraz.

Projekt Mendesa już na tym etapie jawi się jako coś więcej niż klasyczna biografia muzyczna. To próba opowiedzenia mitu Beatlesów językiem współczesnego kina, intymnego, wieloperspektywicznego, skupionego na jednostkach, a nie tylko na legendzie zespołu. Jeśli pierwsze zdjęcia rzeczywiście są obietnicą tonu całości, widzów czeka filmowe doświadczenie, które nie tyle odpowie na pytanie, kim byli Beatlesi, ile pozwoli poczuć, dlaczego do dziś pozostają jednym z najważniejszych zjawisk w historii kultury popularnej.

Zobacz też: Olivia Wilde znów staje za kamerą. O prawa do jej kolejnego filmu walczył m.in. Netflix i Warner Bros. Odkrywamy szczegóły produkcji!

atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel