Ten film z Ryanem Goslingiem jeszcze nie trafił do kin, a już wywołał burzę. Twórcy się tłumaczą
Gdzie kończy się filmowa iluzja, a zaczyna rzeczywistość? Twórcy „Projektu Hail Mary” twierdzą, że w ich najnowszym widowisku granica ta niemal znika. Gigantyczny statek kosmiczny, tajemnicza misja i spotkanie z istotą spoza Ziemi. Wszystko powstało w zaskakująco realny sposób.

Hollywood coraz częściej polega na cyfrowych tłach i green screenie. Twórcy nadchodzącego widowiska science fiction „Projekt Hail Mary” postanowili jednak pójść zupełnie inną drogą. Jak zapewniają reżyserzy Phil Lord i Christopher Miller, na planie filmu… nie wykorzystano ani jednego ujęcia na green screenie czy blue screenie. Brzmi jak produkcyjna ekstrawagancja? Kulisy powstawania filmu pokazują, że to była świadoma decyzja, która miała nadać historii wyjątkowy realizm.
Kosmiczny rozmach bez green screena. Twórcy „Projektu Hail Mary” stawiają na realizm
Ekranizacja powieści Andy’ego Weira, autora bestsellerowego „Marsjanina”, zapowiada się na jedno z największych widowisk science fiction ostatnich lat. Film trwa aż 156 minut, a jego fabuła koncentruje się na Rylandzie Grace’ie, czyli nauczycielu i biologu molekularnym, który budzi się na pokładzie statku kosmicznego oddalonego o lata świetlne od Ziemi. Problem w tym, że nie pamięta, kim jest ani jak znalazł się w kosmosie. Z czasem zaczyna odzyskiwać wspomnienia i odkrywa prawdziwy cel misji: rozwiązanie zagadki tajemniczej substancji, która powoduje obumieranie Słońca.
Aby widzowie mogli naprawdę poczuć kosmiczną izolację bohatera, twórcy zdecydowali się na budowę pełnowymiarowej scenografii statku kosmicznego. Jak zdradził Christopher Miller w rozmowie z Comicbook.com, całe wnętrze jednostki powstało jako realna konstrukcja na planie zdjęciowym. Co więcej, zbudowano także sporą część zewnętrznej struktury statku.


Operator miał pełną swobodę
Dzięki temu aktorzy i ekipa filmowa mogli pracować w fizycznej przestrzeni, a nie w otoczeniu zielonych ekranów. Reżyser podkreśla, że takie rozwiązanie sprawia, iż wszystko na ekranie wydaje się bardziej naturalne i namacalne. Zbudowana scenografia okazała się ogromnym atutem także dla operatora zdjęć Greiga Frasera. Zamiast dopasowywać ruch kamery do ograniczeń green screena, mógł swobodnie poruszać się po planie i rejestrować sceny z różnych perspektyw.
To właśnie dzięki temu wiele ujęć ma sprawiać wrażenie, jakby kamera naprawdę znajdowała się wewnątrz statku dryfującego w kosmosie. Twórcy zadbali nawet o detale, które miały pomóc aktorom lepiej wczuć się w role.
Na planie pojawił się bowiem Rocky, pozaziemska istota, która w historii staje się partnerem głównego bohatera. Dzięki fizycznej obecności tej postaci Ryan Gosling mógł grać sceny dialogowe z realnym „partnerem”, a nie wyłącznie z wyobrażeniem przyszłych efektów komputerowych.
Christopher Miller szybko doprecyzował jednak w mediach społecznościowych jedną rzecz: brak green screena nie oznacza całkowitego braku efektów komputerowych. W filmie znajduje się ponad dwa tysiące ujęć VFX. Część z nich służyła do usuwania elementów technicznych z planu – między innymi linek i konstrukcji wspierających aktorów podczas scen w stanie nieważkości. Animację ruchów Rocky’ego przygotowało studio Framestore, które dopracowało wygląd i zachowanie kosmicznej istoty.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Głośna premiera filmu Jana Komasy już jutro. Na planie wydarzyło się coś, czego polska aktorka długo nie zapomni


„Projekt Hail Mary” niebawem w kinach
Za spektakularne ujęcia statków kosmicznych oraz przestrzeni międzygwiezdnej odpowiada z kolei legendarne studio Industrial Light & Magic. Ostatecznie więc film łączy klasyczną scenografię z nowoczesnymi technologiami, tworząc widowisko, które ma wyglądać jak najbardziej realistycznie.
Skala produkcji jest imponująca także pod względem finansowym. Realizacja filmu kosztowała Amazon MGM Studios około 248 milionów dolarów (około 200 milionów po ulgach podatkowych). To budżet porównywalny z największymi hollywoodzkimi blockbusterami. W głównej roli zobaczymy Ryana Goslinga, a na ekranie towarzyszyć mu będą m.in. Lionel Boyce, Ken Leung, Milana Vayntrub oraz Sandra Hüller.
Na efekty tej niezwykłej produkcji nie trzeba będzie długo czekać. „Projekt Hail Mary” trafi do kin 20 marca, a twórcy liczą, że połączenie spektakularnej historii, ogromnej scenografii i ograniczenia green screena sprawi, że widzowie poczują się tak, jakby naprawdę znaleźli się w samym sercu międzygwiezdnej misji.


