Walentynki w stylu lat 90. TOP 5 komedii romantycznych, do których wciąż wracam. Numer 1 łamie serce, by poskładać je na nowo
W Walentynki zamiast nowości wybieram sprawdzoną klasykę. Komedie romantyczne lat 90. mają w sobie magię, do której wracam co roku — dla emocji, nostalgii i historii, które wciąż działają tak samo mocno. Oto moje top 5 retro filmów o miłości.

Były czasy, kiedy miłość w kinie pachniała kasetą VHS, miała soundtrack z listy Billboardu i bohaterów, którzy zakochiwali się bez aplikacji randkowych i filtrów na Instagramie. Lata 90. dały nam komedie romantyczne, które do dziś ogląda się z tym samym wzruszeniem – pod kocem, z kubkiem herbaty i lekkim niedowierzaniem, że kiedyś wszystko wydawało się prostsze.
Oto moja osobista piątka filmów, do których wracam w każde Walentynki. Dla klimatu. Dla emocji. Dla tej magii, której współczesnym rom-comom często brakuje.
5. „Mój chłopak się żeni” (1997)
Zaczynamy od filmu, który udowadnia, że nie każda historia miłosna kończy się happy endem. Julianne (Julia Roberts) orientuje się, że kocha swojego najlepszego przyjaciela… dokładnie wtedy, gdy on bierze ślub z kimś innym. Próbuje walczyć, manipuluje, knuje — i przegrywa.
To jedna z najbardziej przewrotnych komedii romantycznych lat 90. Bo zamiast bajki dostajemy lekcję o ego, czasie i konsekwencjach. A scena z „I Say a Little Prayer”? Kultowa do dziś.
Zobacz też: Samotne Walentynki? Oto 5 filmów na Netflix, które zrobią Ci wieczór lepiej niż randka
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
4. „Uciekająca panna młoda” (1999)
Julia Roberts i Richard Gere znów razem – i znów w historii o miłości, która potrzebuje czasu, by dojrzeć. Maggie ucieka sprzed ołtarza. Nie raz, nie dwa, ale kilka razy. Ike, dziennikarz z dużego miasta, chce napisać o niej reportaż – i oczywiście wplątuje się w coś znacznie bardziej osobistego.
To jedna z tych historii, które przypominają, że zanim powiemy „tak” komuś innemu, warto powiedzieć je samej sobie. Maggie musi odkryć, kim naprawdę jest i… jakie jajka lubi najbardziej (kto oglądał, ten wie).
Lekka, urocza, z pięknymi krajobrazami i chemią między głównymi bohaterami. Idealna na walentynkowy wieczór, kiedy chcemy się uśmiechnąć i uwierzyć, że do odważnych świat należy.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
3. „Cztery wesela i pogrzeb” (1994)
Brytyjski humor, nieśmiały Hugh Grant i Andie MacDowell jako kobieta, która pojawia się w życiu głównego bohatera zawsze w najmniej (i najbardziej) odpowiednim momencie.
To nie jest typowa komedia romantyczna. To film o miłości, która dojrzewa między toastami, przemówieniami i… stratą. Tytułowy pogrzeb zmienia ton historii i przypomina, że uczucia mają sens tylko wtedy, gdy potrafimy je wypowiedzieć, zanim będzie za późno.
Dialogi są błyskotliwe, bohaterowie – autentyczni, a scena deszczu stała się ikoną popkultury. To kino, które nie epatuje wielkimi gestami. Wystarczy jedno nieporadne „Is it still raining? I hadn’t noticed”.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
2. „Nic nie mów” (1989)
Kultowa scena z boomboxem pod oknem przeszła do historii kina. Lloyd Dobler (John Cusack) nie jest typowym filmowym amantem — i właśnie dlatego tak łatwo mu kibicować. Zakochuje się w Diane, prymusce z wielkimi planami na przyszłość, i próbuje udowodnić, że miłość nie musi być rozsądna, by była prawdziwa.
„Nic nie mów” ma w sobie niepowtarzalną szczerość. To film o pierwszej, poważnej miłości — tej, która jest trochę niezręczna, trochę naiwna, ale całkowicie autentyczna. I choć powstał w 1989 roku, jego emocjonalny vibe idealnie wpisuje się w złotą erę romantycznego kina lat 90.

1. „Zakochana złośnica” (1999)
Szekspir w wersji licealnej, Heath Ledger na stadionie i Julia Stiles z wierszem, który przeszedł do historii kina romantycznego.
To film, który idealnie oddaje klimat końcówki lat 90. – od stylizacji po ścieżkę dźwiękową. Ale pod warstwą młodzieżowej komedii kryje się coś więcej: opowieść o dziewczynie, która nie chce się dopasowywać, i chłopaku, który początkowo gra rolę, by później naprawdę się zakochać.
"Zakochana złośnica", z ang. „10 Things I Hate About You”, to historia o pierwszej miłości – tej intensywnej, trochę chaotycznej, ale absolutnie szczerej. O murach, które budujemy, by nikt nas nie zranił. I o tym, że czasem ktoś ma w sobie wystarczająco cierpliwości, by je powoli rozebrać.
Scena z piosenką „Can’t Take My Eyes Off You”? Kultowa. Ostatnia scena z wierszem Kat? Łzy gwarantowane.

Dlaczego wciąż kochamy rom-comy z lat 90.?
Może dlatego, że były mniej cyniczne. Może dlatego, że bohaterowie nie byli idealni, a mimo to zasługiwali na miłość. A może po prostu dlatego, że te historie dorastały razem z nami.
Walentynki to dobry moment, by pozwolić sobie na odrobinę nostalgii. Włączyć jeden z tych filmów. Uśmiechnąć się. Wzruszyć. Przypomnieć sobie, że miłość – nawet jeśli bywa nieporadna, spóźniona albo nieodwzajemniona – zawsze jest warta przeżycia.
A wy? Do którego rom-comu z lat 90. wracacie najczęściej?