Barokowy spektakl i kobieca siła. The Last Dinner Party porwały Torwar
Teatralna scenografia, barokowe kostiumy, potężne wokale i energia, która nie opuszczała sceny ani na moment. Koncert The Last Dinner Party w warszawskim COS Torwar był intensywnym, emocjonalnym doświadczeniem – bardziej spektaklem niż klasycznym występem rockowym.

Pierwszy w historii solowy koncert The Last Dinner Party nad Wisłą odbył się 20 lutego w warszawskim COS Torwar i promował album From The Pyre. Występ potwierdził, że sukces zespołu nie jest przypadkiem – ich siła tkwi nie tylko w świetnych piosenkach, ale przede wszystkim w scenicznej charyzmie i umiejętności budowania bliskiej relacji z publicznością.
Kim są The Last Dinner Party i skąd wziął się ich fenomen?
The Last Dinner Party to jeden z najgłośniejszych zespołów młodej brytyjskiej sceny. Pięć artystek z Londynu – Abigail Morris, Lizzie Mayland, Emily Roberts, Georgia Davies i Aurora Nishevci – w zaledwie kilka lat przeszło drogę od studenckich koncertów w małych klubach do wyprzedanych tras i pozycji jednego z największych muzycznych odkryć ostatnich sezonów.
Ich muzyka łączy rockową energię z teatralną dramaturgią, barokowym rozmachem i wyraźnym, kobiecym głosem. Przełomem okazał się singiel „Nothing Matters”, który otworzył zespołowi drzwi do szerokiej publiczności i zapewnił debiutanckiemu albumowi Prelude to Ecstasy pierwsze miejsce na brytyjskich listach. Wydany jesienią 2025 roku From The Pyre tylko potwierdził, że nie mamy do czynienia z chwilową modą, lecz z zespołem o bardzo wyrazistej tożsamości.
Koncert w warszawskim COS Torwar był częścią trasy promującej ten właśnie album – i szybko okazało się, że to nie będzie zwykły występ.
Teatr, mrok i romantyczna groza
Od pierwszych dźwięków „Agnus Dei” scena zamieniła się w teatralną przestrzeń. Jasne konstrukcje, architektoniczne łuki i podwyższenia tworzyły wrażenie spektaklu z pogranicza koncertu i dramatu. Całość miała w sobie coś mrocznego, romantycznego i lekko gotyckiego – momentami ten klimat przywodził mi na myśl gośne ostatnio „Wichrowe Wzgórza”.
Ogromną rolę odegrały kostiumy: pełne koronek, wstążek i bufek. Każda z dziewczyn miała swój własny styl, ale razem tworzyły spójną, niemal barokową całość. Dzięki temu każda piosenka wyglądała jak osobny, mały spektakl, a nie tylko kolejny punkt setlisty.
Scenografia była rozplanowana w taki sposób, by artystki mogły wchodzić na podwyższenia, co na moment skupiało uwagę na konkretnej osobie lub dwóch. Ten prosty zabieg świetnie budował dynamikę i sprawiał, że na scenie cały czas coś się działo.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Abigail Morris – wulkan energii
Abigail Morris była absolutnym centrum tego koncertu. Od pierwszych minut biła od niej czysta radość z bycia na scenie – była w nieustannym ruchu, zarażała energią, prowokowała reakcje publiczności, ale bez cienia przesady czy teatralnej maniery. To raczej naturalna charyzma i swoboda sprawiały, że trudno było oderwać od niej wzrok.
Wokalistka wielokrotnie zwracała się do publiczności po polsku – „dziękuję”, „dzięki” powtarzane raz po raz wywoływało uśmiech i pomruki "aww" na widowni. W pewnym momencie zapytała się publiki, jak życzyć komuś "happy birthday" po polsku, po tym jak jedna z fanek dała znać, że ma dziś urodziny i już po chwili wesołe "sto lat" wybrzmiało ze sceny. Morris jeszcze niejednokrotnie podczas koncertu przyjmowała prezenty, reagowała na transparenty (w tym ten, na którym została porównana do Królowej Jadwigi) i prowadziła dialogi z fanami spod sceny. Ten koncert w dużej mierze opierał się właśnie na relacji – szczerej, bezpośredniej i bardzo ciepłej.
Kobieca siła i wspólne głosy
Jednym z najbardziej poruszających momentów wieczoru był fragment, w którym wokalistki rozpoczęły wspólny chanting. Bez udziału publiczności, bez słów – tylko głosy, które stopniowo narastały, tworząc niemal hipnotyczną atmosferę. Było w tym coś rytualnego, pierwotnego, bardzo intensywnego. Ten moment szczególnie mocno podkreślił kobiecą siłę i wspólnotę, na których opiera się tożsamość zespołu.
Nie sposób było nie pomyśleć wtedy o haśle: „Jesteśmy potomkiniami czarownic, których nie udało się wam spalić”. Ten koncert wielokrotnie balansował właśnie na granicy muzyki i rytuału.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Wokale, które robią różnicę
Muzycznie wieczór był przekrojową podróżą przez oba albumy zespołu. W setliście znalazły się m.in. „The Feminine Urge”, „On Your Side”, „Nothing Matters”, a także kompletne wykonanie From The Pyre. Najmocniej wybrzmiały „Inferno”, „Rifle” oraz monumentalne „Agnus Dei”.
Ogromnym atutem zespołu są wokale – każda z artystek dysponuje mocnym, charakterystycznym głosem. Szczególnie zapadały w pamięć momenty, gdy poszczególne dziewczyny przejmowały główne partie wokalne: Aurora w „I Hold Your Anger” i albańskojęzycznym „Gjuha” czy Lizzie w „Rifle”. Ta różnorodność barw sprawiała, że koncert był dynamiczny i bardzo emocjonalny.
Bliskość zamiast dystansu
Symbolicznym zwieńczeniem wieczoru było „This Is the Killer Speaking”, podczas którego Abigail zaprosiła na scenę dwie fanki i wspólnie z nimi nauczyła publiczność prostej choreografii. Ten moment idealnie podsumował ducha całego koncertu – otwartość, radość i prawdziwą bliskość z fanami.
Szczególnie zapadły w pamięć słowa wokalistki, która przyznała, że choć praca nad drugim albumem dała zespołowi ogromną satysfakcję, to dopiero występy na żywo i kontakt z publicznością pozwoliły im poczuć się naprawdę spełnionymi. Patrząc na ich sceniczne zaangażowanie, trudno było w to nie uwierzyć.
Widowisko totalne
The Last Dinner Party dali w Warszawie koncert totalny – dopracowany wizualnie, intensywny emocjonalnie i bardzo szczery. To było połączenie teatralności, kobiecej siły i autentycznej radości z grania. Wieczór, który nie tylko się ogląda, ale przede wszystkim przeżywa.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
