Reklama

„Chłopcy radarowcy” to jeden z największych hitów Andrzeja Rosiewicza – lekki, dowcipny i natychmiast wpadający w ucho. Ale za kulisami tej piosenki kryje się zaskakująca historia. Wystarczyło jedno wykonanie, by artysta wpadł w oko cenzorom PRL…

Kto stoi za przebojem „Chłopcy radarowcy”?

Autorem słów i muzyki do „Chłopców radarowców” jest niezastąpiony Andrzej Rosiewicz – showman z krwi i kości, który estradę zna jak własną kieszeń. Jego znak rozpoznawczy? Błyskotliwy humor, celne obserwacje rzeczywistości i sceniczny wdzięk, któremu trudno się oprzeć. W latach 80. Rosiewicz był jedną z najjaśniejszych gwiazd polskiej piosenki, a ten przebój tylko przypieczętował jego status. „Chłopcy radarowcy” narodzili się z lekkości i satyry, a ich premiera była jak muzyczny strzał w dziesiątkę.

Czytaj też: Jeszcze niedawno był nieznany. Dziś dołącza do Adele i Sama Fendera jako nowa nadzieja brytyjskiej muzyki

W jednym z wywiadów opowiadał o historii powstania przeboju. „Ja jestem trochę jak Stańczyk, obserwuję zjawiska, a potem na swój sposób je opisuję. Z „Chłopcami Radarowcami” było tak, że po prostu zacząłem jeździć samochodem. Patrzę tu radar, tu radar, tam radar, zacząłem obcować z tą rzeczywistością drogową. No i tak jakoś pod melodię „Krakowiaczka”, zaczęły układać mi się słowa”, mówił [cytat za bibliotekapiosenki.pl].

Co ciekawe… W tworzeniu słów do tego hitu wsparł go ktoś wyjątkowy – jego ojciec. Ten rodzinny duet twórczy zaowocował przebojem, który do dziś budzi uśmiech i nostalgię. Artysta wiedział, że właśnie powstaje kultowa piosenka z pointą. „To był bardzo wesoły człowiek, lubił takie słowne igraszki. On leżał na tapczanie, a ja zmagałem się z tekstem. I te pierwsze słowa „tam na polu stoi krowa”, to on mi podrzucił, no i potem zaczęła się wspólna zabawa, nakręcaliśmy się wzajemnie, a kiedy wpadłem na pomysł, „że to byli przebierańcy”, razem wybuchnęliśmy śmiechem”, relacjonował Andrzej Rosiewicz [cytat za bibliotekapiosenki.pl].

Co wydarzyło się podczas koncertu w Zakopanem?

Ale nie wszyscy dali się porwać dowcipnemu rytmowi „Chłopców radarowców”. Podczas występu Rosiewicza w jednej z zakopiańskich kawiarni na widowni zasiedli... cenzorzy. Dwaj urzędnicy z Krakowa z poważnymi minami i surowym spojrzeniem nie potrzebowali wiele czasu – po lekturze tekstu padł werdykt: zakaz wykonania piosenki. Artysta aż kipiał z emocji. Gdy wrócił do stolicy, nie zamierzał siedzieć cicho. W jego głowie kiełkował plan – konfrontacja z systemem, który nie znosił ani ironii, ani niezależności.

Warszawa 1990 r. Andrzej Rosiewicz, piosenkarz estradowy, kompozytor, gitarzysta i choreograf.
Warszawa 1990 r. Andrzej Rosiewicz, piosenkarz estradowy, kompozytor, gitarzysta i choreograf. PAP/CAF- Andrzej Rybczyñski

Po incydencie w Zakopanem sprawa trafiła wyżej. Interwencja w cenzurze w Warszawie przyniosła przełom. Utwór został ostatecznie dopuszczony do wykonywania. „Chłopcy radarowcy” wrócili na estrady, a historia ich chwilowego zakazu dodała im tylko pikanterii. „Poszedłem do cenzury na Mysią, tam był taki pan Lis. Opowiadam mu rozgoryczony tamtą historię, a on o dziwo nie dopatrzył się w piosence żądnych wrogich treści i podpisał zgodę na wykonywanie. No to jak „Warszawa” się zgodziła, „teren” nie mógł protestować”, opowiadał artysta.

„Chłopcy radarowcy” stali się hymnem nonszalancji i dowcipu, który nie bał się igrać z granicami wolności słowa. W czasach, gdy satyra była jedną z niewielu form oporu, utwór Rosiewicza był oddechem normalności i śmiechu. Publiczność pokochała go natychmiast, a jego obecność na scenie estradowej ugruntowała pozycję wokalisty jako artysty z charakterem i odwagą.

Czytaj też: To on stworzył kultową solówkę w hicie Niemena. Nazwisko zna niewielu Polaków

Andrzej Rosiewicz
Andrzej Rosiewicz fot. Niemiec/AKPA

Źródło: Cyfrowa Biblioteka Polskiej piosenki, Wikipedia, Angora

Reklama
Reklama
Reklama