Hit PRL-u znała cała Polska. Nie zgadniesz, której piosenki Halina Kunicka nie lubi śpiewać. A to jej największy przebój!
To miał być tylko jeden z wielu utworów w repertuarze. A jednak „Orkiestry dęte” błyskawicznie stały się największym przebojem Haliny Kunickiej i jej sceniczną wizytówką. Choć piosenkę nuciła cała Polska, a nawet Japonia, sama artystka nie darzy jej sympatią. Dlaczego?

Halina Kunicka przez dekady była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej sceny. Jej hit „Orkiestry dęte” stał się niekwestionowanym hymnem PRL-u. Choć piosenka zapisała się historii muzyki i należy do największych hitów artystki, to gwiazda po latach wyznała, że nie darzyła jej sympatią. Co naprawdę myślała o tym kultowym utworze?
Halina Kunicka – ikona PRL-u i głos pokoleń
W czasach, gdy telewizyjne ekrany dopiero nabierały kolorów, a muzyka miała moc jednoczenia ludzi ponad podziałami, Halina Kunicka tworzyła repertuar, który poruszał serca i trafiał we wrażliwość epoki. Jej piosenki były jak elegancko skomponowane opowieści – melodyjne, pełne emocji, z tekstami, które niosły znaczenie. Zachwycały nie tylko interpretacją, ale i brzmieniem.
To nie była muzyka na chwilę. Halina Kunicka łączyła w sobie sceniczną klasę, precyzję wykonania i naturalny wdzięk. Dzięki temu zyskała uznanie zarówno słuchaczy, jak i krytyków, stając się symbolem dobrego smaku i artystycznej wiarygodności.
W latach 70. powstał utwór, który na zawsze wpisał się w artystyczny portret Haliny Kunickiej – choć niekoniecznie w sposób, którego sama by sobie życzyła. „Orkiestry dęte” błyskawicznie zdobyły popularność, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów tamtej dekady. W realiach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej trudno było znaleźć kogoś, kto nie znałby tej melodii.
A jednak, jak to często bywa w świecie estrady to, co przynosi rozgłos, nie zawsze daje satysfakcję. Dla artystki przebój okazał się zarówno sukcesem, jak i ciężarem, który z czasem zaczął ciążyć coraz bardziej.

„Orkiestry dęte” – hit, który nuciła cała Polska
To podniosła, emocjonalna, z charakterystycznym, marszowym rytmem piosenka, która weszła do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej PRL. „Orkiestry dęte” nie były utworem pisanym z myślą o wielkim hicie – po prostu znalazły się w jednym z programów muzycznych, które Halina Kunicka przygotowywała wspólnie z Lucjanem Kydryńskim w Sali Kongresowej. Przynieśli ją Jan Tadeusz Stanisławski i Urszula Rzeczkowska. Halina Kunicka zaśpiewała ją raz i to wystarczyło, by utwór zyskał uwagę. Publiczność natychmiast wychwyciła jego potencjał. Niebawem piosenka zabrzmiała na festiwalu w Sopocie i tam przeszła do historii.
Popularność tej kompozycji była oszałamiająca. Utwór stał się w Polsce niemal wszechobecny – wszyscy znali tekst, wszyscy rozpoznawali melodię po pierwszych dźwiękach. To był hit, który łączył pokolenia i przez wiele lat nie znikał z repertuarów koncertowych.
Historia tego utworu nie skończyła się na sopockiej scenie. „Orkiestry dęte” zyskały uznanie nie tylko w Polsce. Piosenkę usłyszeli japońscy goście, którzy oczarowani jej brzmieniem postanowili zaprosić Halinę Kunicką na festiwal do Tokio. To właśnie tam, w dalekiej Japonii, artystka wykonała swój przebój, a publiczność – mimo bariery językowej – śpiewała razem z nią. To był moment, który udowodnił, że muzyka naprawdę nie zna granic. „Japońska publiczność śpiewała to "pa, pa, pa". To było bardzo zabawne”, wyznała artystka w rozmowie z Polskim Radiem.
Sprawdź też: Ikona estrady lat 60. zaskoczyła wyznaniem. Jej słowa łamią serce

Artystka kontra własny przebój – dlaczego go nie lubiła śpiewać?
Wydawałoby się, że każdy artysta marzy o takim sukcesie – hit, który staje się nieśmiertelny. Jednak Halina Kunicka po latach opowiedziała zupełnie inną historię. Choć jej repertuar był znacznie bogatszy i bardziej różnorodny, „Orkiestry dęte” zdominowały jej sceniczny obraz. Trudno było się od tego odciąć – publiczność domagała się piosenki, który znała na pamięć. Stała się jej „wizytówką”, a sama artystka nie czuła do niej sympatii.
„Zaśpiewałam w życiu setki piosenek, a wśród nich wiele dobrych, pięknych. Natomiast kiedy ktoś mówi Halina Kunicka, to od razu kojarzy się z tą od "Orkiestr dętych”, wyznała w rozmowie z Jedyną Polskim Radiem w programie „Bez Tajemnic”. Z kolei w rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady, dodawała: „Każdy z piosenkarzy ma w swoim repertuarze setki piosenek, a w pamięci publiczności zostaje zwykle jedna. W przypadku Jurka Połomskiego jest to "Cała sala śpiewa z nami", w przypadku Zbyszka Wodeckiego – "Pszczółka Maja", a w moim – "Orkiestry dęte". Nie cieszy mnie to, że akurat ten utwór do mnie przylgnął. Bo śpiewałam różne przeboiki – lepsze i gorsze. Nie wszystkie były "Orkiestrami dętymi". Dostawałam za nie złote płyty”.
Czytaj też: W obliczu życiowych zakrętów stanęła za nią murem. Jakie relacje łączą Halinę Kunicką i Annę Marię Jopek?
