Reklama

„Boso” śpiewała cała Polska. Od Opola, przez największe rozgłośnie radiowe, po wesela i koncerty w całym kraju. Ten refren stał się częścią zbiorowej pamięci. A jednak Sebastian Karpiel-Bułecka długo nie wierzył, że właśnie ta piosenka ma w sobie potencjał na wielki przebój. Dziś wraca do tamtych chwil i z niezwykłą szczerością odsłania kulisy narodzin utworu, który na zawsze zapisał się w historii polskiej muzyki.

Tak powstał hit zespołu Zakopower - „Boso”

Historia „Boso” zaczęła się nie na wielkiej scenie, lecz od muzycznej iskry. Melodię stworzył Mateusz Pospieszalski, a gdy trafiła do zespołu, nabrała rozpędu. Tekst Sebastian Karpiel-Bułecka i Bartłomiej Kudasik napisali wspólnie w drodze do Częstochowy, gdzie mieli spotkać się z kompozytorem i przygotować wersję demo. Z tej podróży zrodził się utwór, który w 2011 roku usłyszeli fani – jeszcze nieświadomi, że właśnie poznają piosenkę, która zapisze się w historii zespołu.

Zakopower ponownie pojawił się na scenie opolskich Premier i zwyciężył z utworem „Boso”. Publiczność przyjęła ten moment z entuzjazmem, a melodia błyskawicznie porwała salę. Wszystko wyglądało jak scenariusz idealny. A jednak wśród braw i owacji mało kto wiedział, że Sebastian Karpiel-Bułecka już od samego początku nosił w sobie pytanie, czy ta opowieść – tak osobista i nieoczywista – naprawdę ma szansę stać się wielkim przebojem.

Jak dziś wspomina, największe obawy budził w nim tekst. „Boso” opowiada o odchodzeniu z tego świata, a więc dotyka spraw delikatnych, głębokich i niełatwych. To nie była lekka, beztroska historia skrojona pod wakacyjny eter, lecz opowieść wymagająca uważności i refleksji. Sebastian Karpiel-Bułecka zastanawiał się, czy jakakolwiek stacja radiowa zechce wziąć pod swoje skrzydła taką narrację i dać jej przestrzeń w codziennym paśmie przebojów.

Czytaj też: Na początku lat 70. Ewa Bem wraz z bratem zachwyciła fanów. Ten utwór przywoływał wyjątkowe wspomnienia

Sebastian Karpiel-Bułecka, Viva! Man 4/2024
Sebastian Karpiel-Bułecka, Viva! Man 4/2024 Bartek Wieczorek/Visual Crafters

„Boso” – o czym jest wielki hit zespołu Zakopower?

Kiedy zespół udał się z utworem do Radia Zet, scenariusz okazał się dla Sebastiana Karpiel-Bułecki trudny. Ówczesny dyrektor muzyczny stacji dał do zrozumienia, że nie będzie grał „Boso”. Powód? Nie rozumie tekstu i nie wie, o czym wokalista śpiewa. To był moment próby. Dla wielu artystów taka decyzja oznaczałaby koniec marzeń o radiowym sukcesie. Tam, gdzie jedni mieli wątpliwości, inni usłyszeli potencjał. Adam Czerwiński z RMF FM od razu pozytywnie ocenił utwór. „Boso” spodobało mu się od pierwszego momentu. I to właśnie dzięki jego decyzji piosenka zaczęła żyć własnym życiem. Najpierw grało ją RMF FM. Potem – jak wspomina Sebastian Karpiel-Bułecka – wszyscy. Lawina ruszyła. Utwór, który miał być zbyt trudny, zbyt nieoczywisty, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przebojów.

„To piosenka o śmierci, o odchodzeniu z tego świata. Miałem spore wątpliwości, czy jakakolwiek stacja radiowa będzie chciała ją promować. Zresztą, gdy poszliśmy z tym numerem do Radia Zet, moje obawy się potwierdziły. Jego ówczesny dyrektor muzyczny — Wojtek Jagielski, powiedział, że nie będzie grał "Boso", bo nie rozumie tego tekstu i nie wie, o czym śpiewam. Innego zdania był Adam Czerwiński z RMF FM. Jemu ta piosenka od razu się spodobała. I to dzięki niemu odniosła tak duży sukces. Najpierw grało ją RMF FM, a potem wszyscy”, wyznał artysta w rozomwie z Michałem Misiorkiem dla Plejady.

Co ciekawe, sam artysta jest przekonany, że wiele osób nie wsłuchało się w tekst. Słowa „pójdę boso” zaczęły funkcjonować w zupełnie innych kontekstach. Refren żył własnym życiem, oderwany od pierwotnego sensu. Przełom, jak twierdzi Sebastian Karpiel-Bułecka, nastąpił kilka lat temu. Wtedy Kasia Nosowska nagrała cover „Boso”. To właśnie ta interpretacja sprawiła, że słuchacze zaczęli uważniej wsłuchiwać się w słowa.

Czytaj też: Ten nieśmiertelny hit Rodowicz z lat 70. napisała Osiecka. Kulisy powstania tego przeboju wciąż zaskakują

Według artysty dopiero wtedy wiele osób „przejrzało na oczy” i zrozumiało, o czym naprawdę jest ten utwór. Piosenka, która przez lata funkcjonowała jako uniwersalny przebój, odsłoniła swoje prawdziwe znaczenie.

„Choć jestem przekonany, że wiele osób nie wsłuchało się w jej tekst. Słowa "pójdę boso" potraktowane zostały bardzo uniwersalnie, dopasowywano je do różnych sytuacji życiowych. Byli tacy, którzy śpiewali je, wracając bez butów z imprezy albo bawiąc się na weselu. Mam wrażenie, że dopiero po tym, jak kilka lat temu Kasia Nosowska nagrała cover "Boso", ludzie wsłuchali się w ten tekst, przejrzeli na oczy i zrozumieli, o czym jest ten utwór”, dodawał w tym samym wywiadzie dla Plejady.

„Boso” na każdym koncercie. Przebój, który przeszedł do historii

Czy po tylu latach można mieć dość grania jednego utworu? W przypadku „Boso” odpowiedź jest jednoznaczna. Zespół wykonuje tę piosenkę na każdym koncercie. Sebastian Karpiel-Bułecka podkreśla, że nie może mieć pretensji ani żalu do ludzi za to, że tak bardzo ją pokochali. Traktuje ją jak ważną część swojej artystycznej drogi i z wdzięcznością mówi o tym, że w jego repertuarze znajduje się utwór, który na stałe zapisał się w historii polskiej muzyki.

„Głupotą byłoby obrażanie się na nią i usuwanie jej z naszego repertuaru. Jestem wdzięczny, że mam w swoim dorobku utwór, który przeszedł do historii polskiej muzyki. Niewielu zespołom udało się stworzyć taki przebój, który mimo upływu lat wciąż jest obecny w życiu słuchaczy”, mówił Sebastian Karpiel-Bułecka w rozmowie z Plejadą.

Sebastian Karpiel-Bułecka „Boso” to dziś znacznie więcej niż radiowy przebój. To opowieść o podążaniu własną ścieżką mimo niepewności, o chwilach zwątpienia i o tym, że czasem jeden odważny ruch potrafi odmienić wszystko. Piosenka, która wydawała się zbyt nieoczywista na wielki sukces, stała się utworem ponadczasowym.

Sebastian Karpiel-Bułecka
Sebastian Karpiel-Bułecka Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Reklama
Reklama
Reklama