Z szuflady prosto na listy przebojów! Kultowy kawałek PRL‑u mógł nigdy nie powstać. A jednak! I wszystko przez gitarę
Absurdalny tekst, brak planu i piosenka, która miała zniknąć na zawsze. „Piosenka młodych wioślarzy” to przebój, który powstał z przypadku i potrzeby. Gdy basista Kultu stracił gitarę, a zespół potrzebował pieniędzy, sięgnęli po odrzucony utwór. Tak narodziła się legenda PRL-u, która do dziś wybrzmiewa z niezmienną siłą.

„Piosenka młodych wioślarzy” to jeden z największych przebojów zespołu Kult, który wcale nie miał ujrzeć światła dziennego. Schowany do szuflady tekst i wątpliwości muzyków sprawiły, że projekt upadł. Dopiero kradzież basowej gitary, która zmusiła basistę Piotra Wieteskę do jej odkupienia, sprawiła, że utwór zapisał się w historii muzyki PRL. „Piosenka młodych wioślarzy” zyskała status legendy polskiego rocka.
„Piosenka młodych wioślarzy” miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dlaczego?
Nie każda muzyczna legenda rodzi się na scenie, w blasku reflektorów. Niektóre – jak „Piosenka młodych wioślarzy”, dojrzewają w cieniu, zapomniane w szufladzie. Ten utwór zespołu Kult został odrzucony jeszcze zanim nabrał kształtu. Tekst wydawał się zbyt absurdalny, by cokolwiek z niego wyszło. Słowa były napisane przez Kazika Staszewskiego dla żartu – bez przekazu, bez patosu. Ot, surrealistyczna wycieczka słowna, która miała bawić, nie pouczać. A mimo to, wywołała lawinę interpretacji.
Dla jednych stał się odniesieniem do tematu religii, dla innych był to prztyczek wymierzony w socrealistyczne hasła o pracy ku chwale ojczyzny. Zespół, który nie chciał, by jego twórczość była określana i nadinterpretowana. Piosenka o roboczym tytule „Venom” zniknęła w gąszczu innych pomysłów i została zepchnięta na boczny tor.
Czytaj także: Historia jednej piosenki: „Jeszcze się tam żagiel bieli” Alicji Majewskiej dawała nadzieję w chwilach niepewności

Jak to się stało, że „Piosenka młodych wioślarzy” jednak została wydana?
Wszystko zmieniło się za sprawą jednego incydentu, który dziś można określić mianem przypadku – albo muzycznego przeznaczenia. Basista Kultu, Piotr Wieteska, został okradziony z gitary basowej, którą wypożyczał od toruńskiego klubu muzycznego „Od Nowa”. Pieniądze trzeba było oddać.
Zespół stanął przed wyzwaniem: jak zarobić na nowy instrument? Wtedy właśnie powrócono do odłożonego tekstu. Utwór, który miał nie ujrzeć światła dziennego, dostał drugie życie. „Piosenka młodych wioślarzy” stała się nie tylko twórczym wybawieniem, ale także środkiem do celu – nagranie piosenki miało pomóc w zdobyciu funduszy na odkupienie basu.
Czytaj także: To rockowy hymn lat 80. Mało kto wie, kim była tytułowa bohaterka. A jednak
Rola wydawnictwa Tonpress w sukcesie utworu
W tym momencie na scenę wkroczyło wydawnictwo Tonpress, które w latach PRL stanowiło przepustkę do fonograficznego sukcesu. Kult wysłał demo zawierające cztery utwory – „Wódkę”, „Berlin”, „Konsumenta” i „Venoma”. Każdy z nich miał swój charakter, pazur i buntowniczą duszę, ale to ten ostatni został wydany. Dlaczego? Podobno kluczowym argumentem był… brak sensu w tekście.
W rzeczywistości PRL taka absurdalna treść mogła umknąć czujnym oczom cenzorów, nie wzbudzając podejrzeń o polityczne aluzje czy krytykę. Tonpress zaryzykował… i wygrał. Piosenka została nagrana i wypuszczona na rynek, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów epoki.

Co oznaczało słynne „oj, oj, oj” w piosence Kult?
Każdy, kto kiedykolwiek słuchał „Piosenki młodych wioślarzy”, pamięta charakterystyczne „oj, oj, oj”. Ten powtarzający się refrenowy akcent był jednak czymś więcej niż tylko muzycznym ozdobnikiem. Jak się okazuje, to celowy zabieg mający na celu wydłużenie czasu trwania piosenki z 90 sekund do ponad trzech minut.
Dlaczego to było ważne? Otóż w czasach PRL, długość nagrania przekładała się na wysokość wynagrodzenia dla artystów. Im dłuższa piosenka, tym większy zysk. „Oj, oj, oj” stało się więc nie tylko chwytliwym elementem utworu, ale i sprytnym ruchem finansowym.
Czytaj też: Hit, który stworzył legendę: „Ta piosenka to moja młodość” – komentują słuchacze
Dziś „Piosenka młodych wioślarzy” to symbol. Kultowy utwór, który mógł nigdy nie powstać, a jednak stał się jednym z najczęściej wspominanych hitów PRL-u. Dla wielu to nostalgiczny powrót do młodości, dla innych przykład na to, jak zbieg okoliczności może zadecydować o historii muzyki. Dzięki skradzionej gitarze, niedokończonemu tekstowi i ironii losu powstał numer, który przetrwał dekady. Dziś nie tylko fani Kultu, ale i młodsze pokolenia sięgają po ten utwór, nie zawsze zdając sobie sprawę z tego, jak blisko było, by nigdy nie zaistniał.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.