Za chwilę odbierze Grammy za całokształt twórczości. W przeszłości nie znosiła swoich największych hitów. „Nie byłam swoją fanką”
Cher, 79-letnia ikona muzyki, odbierze 31 stycznia Grammy za całokształt twórczości. Choć od sześciu dekad króluje na scenie, artystka przyznała, że wstydzi się wielu własnych przebojów. "Nie jestem fanką Cher" – powiedziała szczerze, zdradzając powody swojej niechęci do części repertuaru.

Cher to jedna z największych legend amerykańskiej sceny muzycznej – ikona popkultury, która od ponad sześciu dekad nie schodzi z afiszy. Choć zdobyła Oscara, Grammy, Emmy i niezliczone wyróżnienia, jej relacja z własną twórczością okazuje się zaskakująco ambiwalentna. W wywiadach artystka wielokrotnie przyznawała, że nie przepada za swoimi największymi hitami.
Cher odbierze Grammy 2026 – sukces na przekór wątpliwościom
Cher, znana również jako „Bogini Popu”, zostanie uhonorowana prestiżową nagrodą Grammy za całokształt twórczości w sobotę, 31 stycznia 2026 roku. 79-letnia gwiazda sceny muzycznej obecna jest w branży od ponad sześciu dekad. Na swoim koncie ma m.in. Oscara, Grammy i Emmy. Jej kariera rozpoczęła się w latach 60., a od tego czasu utrzymuje się na szczycie, stając się jedyną artystką, której udało się umieścić przeboje w Top 10 w sześciu kolejnych dekadach.
"Nie jestem fanką Cher" – co naprawdę sądzi o swoich hitach?
Choć Cher cieszyła się ogromną popularnością, sama nie miała najlepszego zdania o swoim dorobku artystycznym. W wywiadzie dla magazynu „Billboard” otwarcie wyznała: „Nie jestem fanką Cher”. Producent David Geffen potwierdził, że piosenkarka nie przepadała za wieloma swoimi przebojami i wolała śpiewać rock’n’rolla. Wspominał, że często czuła się niezadowolona z piosenek, które przynosiły jej sławę.
Artystka podziwiała twórców, którzy według niej tworzyli "wielką sztukę". Wśród inspiracji wymieniała Joni Mitchell, Bruce’a Springsteena oraz The Eagles. Ich twórczość była dla niej punktem odniesienia, czymś, do czego sama dążyła, choć – jak twierdzi – nie udało jej się tego osiągnąć w pełni.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Powrót na szczyt dzięki disco – historia "Take Me Home"
Po latach prób zmiany swojego artystycznego wizerunku, Cher powróciła na szczyty list przebojów w 1979 roku za sprawą singla "Take Me Home". Przejście do stylu disco okazało się strzałem w dziesiątkę, chociaż sama artystka nie była fanką tego kierunku. To właśnie ten utwór rozpoczął nowy rozdział w jej karierze i przyciągnął kolejne pokolenia fanów.
Poważna muzyka zamiast popu – niespełnione marzenia artystki
W pewnym momencie kariery Cher postanowiła odejść od lekkiego popu i podjęła próbę nagrywania poważniejszych utworów. Trafiła pod skrzydła Warner Bros., gdzie pracowała nad kompozycjami autorstwa takich legend jak Jackson Browne i Neil Young. Niestety, mimo wysokiej jakości, piosenki te nie odniosły sukcesu komercyjnego. Oczekiwania publiczności i rynku muzycznego okazały się zupełnie inne niż ambicje artystki.
Cher a publiczność – rozdźwięk między gustem a oczekiwaniami
W swoich wypowiedziach Cher wielokrotnie podkreślała, że robiła wszystko, by osiągnąć cel, ale nie zawsze była zadowolona z rezultatów. Szczególnie krytycznie wypowiadała się o swoich wczesnych nagraniach – „Nie poznaję swojego głosu w tych nagraniach” – przyznała. Zaledwie kilka utworów, takich jak "You Haven’t Seen The Last Of Me" i "Believe", artystka uznaje za naprawdę udane.
W 2013 roku Cher ogłosiła trasę koncertową "Dressed To Kill", promującą album "Closer To The Truth". W repertuarze znalazły się nie tylko nowe utwory, ale również te stare hity, których – jak sama przyznała – nie darzy sympatią.

Źródła: ZlotePrzeboje.pl, Billboard.com, Americansongwriter.com, onet.pl