Reklama

Zanim stał się legendą polskiej kardiochirurgii i lekarzem, który dokonał pierwszego udanego przeszczepu serca w Polsce, był zbuntowanym licealistą, sportowcem i chłopakiem, który nie zawsze mieścił się w szkolnych ramach. Poniższy fragment pochodzi z książki Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga autorstwa Dariusza Kortki i Judyty Watoły, wydanej przez Wydawnictwo Agora. Biografia, opublikowana po raz pierwszy w 2014 roku i wznowiona w 2025, pokazuje mniej znane oblicze Zbigniewa Religi – zanim na dobre zapisał się w historii polskiej medycyny.

Fragment książki "Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga", wyd. Agora

[...]

W liceum koledzy nazywają go „Miśkiem”, ale to przezwisko do niego nie pasuje. Wysoki, zwinny, silny, fascynuje się koszykówką, lekkoatletyką i boksem. Do nauki się nie przykłada. Na wszystkich działa autorytet łacinniczki Heleny Liberowej – na niego nie. Stawia się.

W ostatniej klasie wpada w popłoch – jako jedynemu uczniowi grozi mu zawalenie matury. Na świadectwie ma same trójki i dwie czwórki – z biologii i zachowania. Do końca życia zapamięta nauczycielowi wychowania fizycznego, że ugiął się pod naporem ciała pedagogicznego i też postawił mu trójkę, choć był znakomitym sportowcem.

Trenuje boks w klubie na Bielanach. Uczy go Tadeusz Pietrzykowski, pseudonim „Teddy”, jeden z najlepszych przedwojennych polskich pięściarzy, uczeń Feliksa Stamma. W czasie wojny więzień nr 77 w obozie Auschwitz, gdzie stoczył kilkadziesiąt walk bokserskich.

Pietrzykowski jest legendą. Religa: „Trener pokazywał nam tajniki tego sportu, uczył, jak wyprowadzać ciosy, jak robić unik. Boks uprawiali wówczas prawie wszyscy chłopcy w klasie. Rękawice pożyczało się do domu i tam dalej toczyło się walki z kolegami”.

Wkrótce Zbyszek zaprasza kolegów na swoją pierwszą walkę. Turniej „Pierwszy krok” odbywa się w sali teatralnej fabryki Wedla w Warszawie. Wojciech Wróblewski, kolega z liceum, zapamiętał, że Zbyszek trzymał się dzielnie, ale przegrał w trzeciej rundzie. „Może to i dobrze, bo inaczej zostałby wielkim bokserem, a straciłaby na tym medycyna” – stwierdził.

W której klasie zaczął palić? Na początku czy pod koniec liceum? Wiadomo, że „Sporty”, najtańsze, 3,50 zł za paczkę, bez filtra, o zapachu świeżo kładzionego asfaltu. W palaczach wyrabiały odruch plucia, bo okruchy tytoniu zostawały w ustach.

Rodzicom mówi, że potrzebuje na poważne czasopisma. Z kolegami zrzucają się na jeden egzemplarz „Życia Literackiego”, za resztę kupują fajki. Na prywatkach piją piwo i tanie „jabole”. Słuchają piosenek Mieczysława Fogga, rock and rolla i jazzu.

Nauczyciele za Zbyszkiem nie przepadają, ale – jak trzeba – potrafi ich do siebie przekonać.

Błażej Kupski, doktorant badający biografię profesora Zbigniewa Religi, rozmawia ze szkolnymi kolegami profesora. Wspomina Wojciech Wróblewski: „Początek lekcji, zaraz po dzwonku, rzucaliśmy ścierką do tablicy. Gdy do klasy weszła nasza nauczycielka pani Krystyna Romaniuk, dostała tą mokrą szmatą. Pechowcem okazał się Zbyszek. Zrobiło się nieprzyjemnie. Nauczycielka kazała mu wyjść na korytarz, zamierzała po lekcji iść z nim do dyrekcji. Kiedy zajęcia dobiegały końca, otworzyły się drzwi i stanął w nich Zbyszek z bukietem czerwonych róż. Pani Romaniuk darowała mu winę”.

„Rodzice i nauczyciele mieli ze mną problemy – przyznawał Religa w wywiadach. – Myślę, że dopuszczono mnie do matury, żeby się mnie wreszcie pozbyć ze szkoły. Odbyła się nawet w tej sprawie burzliwa rada pedagogiczna. Matura była dla mnie koszmarnym przeżyciem. Po raz pierwszy w życiu znalazłem się w sytuacji, że jako jeden jedyny mogłem czegoś nie zdać”. Ale zdał.

Marek Rapacki, kolega z klasy, w jednym z wywiadów: „Zbyszek zachował cechy, które pięćdziesiąt lat temu mnie irytowały – to, że on wie wszystko najlepiej i że wszystko chce po swojemu. Ale ma też tę wrażliwość społeczną charakterystyczną dla starego Żoliborza”.

Zabrze 05.11.1985 r. Pierwszy w Polsce udany przeszczep serca, przeprowadzony 5 listopada 1985 r. przez zespół lekarzy pod kierunkiem dr. hab. Zbigniewa Religi u 62-letniego pacjenta Józefa Krawczyka. Na zdjęciu: dr Bogusław Ryfiński (L, u dołu), dr Bogusław Kominek (L, u góry), pielęgniarka Patrycja Czerwińska-Dziemian (2L), Zbigniew Religa (C), dr Andrzej Bochenek (4P), dr Jerzy Włoczyk (3L), pielęgniarka Ewa Łubek-Wilczewska (P).
Zabrze 05.11.1985 r. Pierwszy w Polsce udany przeszczep serca, przeprowadzony 5 listopada 1985 r. przez zespół lekarzy pod kierunkiem dr. hab. Zbigniewa Religi u 62-letniego pacjenta Józefa Krawczyka. Na zdjęciu: dr Bogusław Ryfiński (L, u dołu), dr Bogusław Kominek (L, u góry), pielęgniarka Patrycja Czerwińska-Dziemian (2L), Zbigniew Religa (C), dr Andrzej Bochenek (4P), dr Jerzy Włoczyk (3L), pielęgniarka Ewa Łubek-Wilczewska (P). Fot. mo PAP/Stanisław Jakubowski

Chirurgia nudna, interna wspaniała

Chce zostać dziennikarzem albo filozofem, ale rodzice namawiają go, by studiował medycynę. Zdaje egzaminy już w pierwszym podejściu i jesienią 1956 roku rozpoczyna studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie.

Na pierwszym roku aż 500 studentów podzielonych na ponad 20 grup ćwiczeniowych. Wykładowcy robią wrażenie na Relidze – wielu z nich to jeszcze przedwojenni profesorowie, erudyci, którzy łączą medycynę z etyką, filozofią, logiką, a nawet historią. Otwarci na dyskusje, sprawdzają, jak studenci myślą, kim jest dla nich cierpiący człowiek. Podpowiadają, jak traktować pacjenta, kim powinien być lekarz i jakie są jego powinności.

Zbigniew Religa poważnieje. „Kiedy zdałem sobie sprawę, że mam być lekarzem, nastąpiła we mnie totalna przemiana” – mówi. Uważa, że lekarz może być tylko dobry i nie wolno mu popełniać błędów na pacjentach. Uczy się, nadrabia braki z liceum.

Na początku studiów jest pewien: nigdy nie wybierze chirurgii jako swojej specjalizacji. „Kojarzyła mi się ze strasznie nudnym rzemiosłem. Po prostu trzeba coś wyciąć, dociąć, ale nie ma w tym żadnego wyzwania, powiedziałbym, intelektualnego” – wyjaśniał w wywiadach. Interna to co innego – jak wielką wiedzę musi mieć lekarz, jaką intuicję, żeby rozpoznać chorobę. To było wyzwanie. Mówił: „Lekarz musiał się biegle posługiwać stetoskopem oraz właściwie rozmawiać z chorym. W ten sposób stawiał diagnozę. Dodatkowe badania były prymitywne: pobranie i analiza krwi, rentgen i nic więcej. Trafne odgadnięcie, co dolega pacjentowi, jawiło się wówczas jako wspaniała, niemal magiczna sztuka. Sądziłem, że tym właśnie będę się zajmował”.

Na trzecim roku Wiesław Kilian, kolega z roku, opowiada Relidze o swoich praktykach w klinice chirurgii w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. – Będę tam dzisiaj na ostrym dyżurze, może wpadniesz? – zachęca.

Religa: „Nie wiem, dlaczego skorzystałem z tej okazji i poszedłem na dyżur po południu. Byłem obserwatorem zdarzeń, które tam się działy. Wychodząc rano po nieprzespanej nocy na inne zajęcia, wiedziałem już, że nie ma dla mnie nic wspanialszego i bardziej romantycznego niż chirurgia. Pogotowie przywoziło pacjenta, który umierał, ale chirurdzy – dzięki szybkim decyzjom i niesamowitym umiejętnościom – dawali mu szansę na dalsze życie. To było naprawdę oszałamiające. Wtedy zakochałem się w chirurgii. Zacząłem chodzić na wszystkie dyżury w tej klinice. Gdyby nie ta pierwsza noc, pewnie nigdy nie zostałbym chirurgiem”.

W klinice chirurgicznej jest odtąd częstym gościem. Pomaga przewozić chorych z sali operacyjnej, zmienia opatrunki. Lekarze pozwalają mu przyglądać się zabiegom, uczą znieczulać pacjentów eterem. Religa: „Szczerze mówiąc – i patrząc z perspektywy czasu – chyba nie zdawałem sobie sprawy, jak niebezpieczne było dla operowanych to, co robiliśmy. Chory leżał na stole, zakładało mu się maskę, prosiło, by głęboko oddychał, i dawało eter na maskę. Teraz z przerażeniem myślę, że można było w ten sposób wyrządzić wiele krzywdy. Na szczęście obyło się bez żadnego wypadku”.

Jan Raczyński, kierownik kliniki chirurgii, dostrzega zapał studenta Religi. Pozwala mu się umyć do zabiegu i trzymać haki. Żaden z kolegów na roku nie mógł się pochwalić takim osiągnięciem. Wkrótce pierwsza samodzielna operacja – wycięcie wyrostka robaczkowego. Religa: „Obawiałem się, że mi ręka zadrży i coś pójdzie nie tak. Oczywiście bez przerwy czuwał obok mnie chirurg, który podpowiadał, co zrobić, jak naciąć, gdzie nałożyć szew itp. Nie było żadnego zagrożenia dla chorego. Jednak czułem strach”.

Od piątego roku operuje regularnie. Jeden z asystentów profesora Raczyńskiego przyjmuje stanowisko zastępcy ordynatora w szpitalu miejskim i zaprasza Religę do współpracy. Przeprowadza wstępne diagnozy u pacjentów i wykonuje łatwe zabiegi. Nie ma jeszcze dyplomu lekarza. Gdy kończy studia, może się pochwalić 130 samodzielnymi operacjami.

Pierwszą pracę Zbigniew Religa dostaje w szpitalu powiatowym w Wyszkowie. Około 150 łóżek, oddziały położnictwa i ginekologii, pediatrii, chorób wewnętrznych oraz chirurgii. Od razu daje się polubić, szczególnie pielęgniarkom, które nie odpuszczają żadnego odcinka serialu „Doktor Kildare” i wzdychają do grającego główną rolę Richarda Chamberlaina. W serialu doktor Kildare nosi dobrze skrojony, krótki mundurek. Religa proponuje – też sobie takie uszyjmy. Cała chirurgia jak z amerykańskiego serialu. Pielęgniarki bardzo zadowolone.

[...]

Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga
Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga wyd. Agora
Reklama
Reklama
Reklama