Claudia Cardinale przez 8 lat ukrywała dziecko. Powód łamie serce
Była wielką ikoną włoskiego i europejskiego kina. Muzą takich reżyserów jak Federico Fellini czy Luchino Visconti. Fenomen Claudii Cardinale polegał jednak nie tylko na urodzie, lecz także na sile charakteru i umiejętności trwania w świecie, który często wymaga kompromisów.

Nazywano ją dziewczyną marzeń. Była ikoną złotej ery włoskiego kina lat 60. To wtedy królowały w nim takie gwiazdy, jak: Sophia Loren, Gina Lollobrigida, nazywana we Włoszech La Lollo, czy właśnie Claudia Cardinale. Podbiły nie tylko Europę, ale i Hollywood. Amerykanie zachwycali się ich egzotyczną, śródziemnomorską urodą, temperamentem, zmysłowością. Stały się symbolem seksu i podziwianymi aktorkami. W odróżnieniu od wielu hollywoodzkich piękności były nie tylko przedmiotem pożądania, wnosiły do filmów własną aktorską osobowość i styl. Claudia grała młodą aktorkę, ideał kobiety dla Guida, bohatera „Osiem i pół” Federica Felliniego. Była właścicielką domu publicznego finansującą szalony plan kochanka – budowę opery w amazońskiej dżungli w „Fitzcarraldo” wielkiego Wernera Herzoga. Została rewolwerowcem w „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” Sergia Leone i piękną Angelicą w słynnym „Lamparcie” Luchina Viscontiego. Radziła sobie z każdym gatunkiem filmowym, bo przecież nie można zapomnieć o jej roli w absolutnie kultowej komedii „Różowa Pantera”. A wystąpiła tam jako piękność u boku takich gwiazd, jak legendarny Peter Sellers czy David Niven.
Claudia Cardinale: "Niech o mnie mówią"
Na tle innych włoskich aktorek zawsze się wyróżniała. Paliła jednego papierosa za drugim, nie zważając na chrypkę. A przecież niski, chrapliwy głos długo deprecjonował ją jako gwiazdę, była dubbingowana. Dopiero Federico Fellini pozwolił jej w filmie mówić, a stało się to w 1963 roku w „Osiem i pół”. Miała opinię wolnej, niezależnej kobiety. Lubiła prowokować, do papieża Pawła VI wybrała się w minispódniczce. Nawet dzisiaj uznano by to za przesadę na granicy skandalu, a co dopiero w 1967 roku! Rzadko mówiła o swojej prywatności. Wiedziała, że tajemnica budzi ciekawość, dlatego powtarzała nonszalancko: „Niech inni o mnie mówią, jak mnie widzą”.
Romanse? Łączono ją z takimi amantami ówczesnego kina, jak Steve McQueen, Jean-Paul Belmondo, Marcello Mastroianni czy Alain Delon. Podobno w latach 70. miała także romans z Jakiem Chirakiem, późniejszym prezydentem Francji. Ona sama lubiła wspominać o dwóch sławnych mężczyznach. Z Rockiem Hudsonem przyjaźniła się, a poza tym udawała jego kochankę, żeby poprawić mu reputację. Był gejem, gdyby to wyszło na jaw, w latach 60., w Hollywood byłby skończony. Zresztą to jej koleżanka Gina Lollobrigida powiedziała kiedyś o Rocku Hudsonie słynne zdanie: „Od razu wiedziałam, że jest gejem. Nie podrywał mnie”. Claudia chwaliła się też we wspomnieniach, że odprawiła samego Marlona Brando. Rozpowiadała wszystkim, że jest jej idolem, aż pewnej nocy zapukał do drzwi. „Powiedział coś o tym, że oboje jesteśmy Baranami. Był bardzo czarujący i zabawny, ale ja się tylko śmiałam. Odprawiłam go. Ale kiedy zamknęłam drzwi, pomyślałam sobie: »Jesteś taka głupia!«”. Ach te Włoszki!
Świat zachwycał się jej naturalną zmysłowością, figurą klepsydry, kocimi oczami i burzą brązowych włosów. Była symbolem seksu, ucieleśnieniem włoskiego glamouru i czaru.
CZYTAJ TEŻ: Długo szukała miłości. Tylko jednego mężczyznę kochała naprawdę. Po rozstaniu spełniła jego wielkie marzenie
Claudia Cardinale: pochodzenie, kariera
Została ikoną włoskiego kina, chociaż nie chciała być aktorką. Granie miało być dla niej paszportem do lepszego życia. Chciała podróżować, poznawać świat. Urodziła się w Tunisie 15 kwietnia 1938 roku jako Claude Joséphine Rose Cardinale. Jej rodzice pochodzili z Sycylii, rodzina była zżyta, najstarsza z rodzeństwa Claudia miała jeszcze dwóch braci i siostrę. Praktycznie nie mówiła po włosku, tylko w dialekcie sycylijskim albo po francusku – Tunezja była do połowy lat 50. francuską kolonią. Pisała we wspomnieniach, że w Rzymie czuła się jak na Marsie – niczego nie rozumiała. Chodziła do szkoły w Kartaginie, chciała zostać nauczycielką w oazie na pustyni. Los postanowił inaczej.
Kariera filmowa Claudii rozpoczęła się od konkursu piękności. Nie zamierzała w nim brać udziału, pomagała matce – pracownicy konsulatu włoskiego w Tunisie. Ale ktoś wepchnął nastoletnią Claudię na scenę. A ona tak się spodobała, że wygrała i dostała szarfę z napisem „Najpiękniejsza Włoszka w Tunisie”. Nagrodą był wyjazd na festiwal filmowy do Wenecji w 1957 roku. Pojechała z mamą, ubrana w tradycyjne afrykańskie stroje: dżelabę i burnus. Płaszcze z kapturem, które w krajach północnoafrykańskich chroniły przed słońcem i piaskiem. Jednak w Wenecji pokazywała się na Lido w bikini, które wtedy wywoływało sensację. Reporterzy oblegali śliczną, skąpo ubraną Włoszkę.
To, jaka była piękna i pełna wdzięku, dobrze pokazuje zdjęcie tańczącej Claudii Cardinale zrobione ledwie dwa lata później na dachu jednego z budynków w Rzymie. Fotografia stała się sławna w 2017 roku, gdy wybrano ją na plakat obchodzonego hucznie 70. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. To był także ukłon wobec Claudii i tego, jak stała się Cardinale – „kardynalna” dla europejskiego kina. W latach 50. jej zdjęcia obiegły prasę, nie tylko włoską, z podpisem: „Dziewczyna, która odmawia kręcenia filmów”. Bo stale powtarzała, że nie chce być aktorką. Ostatecznie zadebiutowała w 1958 roku w filmie „Goha” u boku Omara Sharifa.

Claudia Cardinale: ukrywała syna
Trudno powiedzieć, czy w ogóle weszłaby do świata filmu, ale miała silną motywację. Jako 19-latka urodziła syna. Dziecko pochodziło z przemocowego związku. W autobiografii „Mes étoiles” z 2005 roku wspominała: „W tym czasie przeżywałam bardzo delikatny moment w moim życiu. Mężczyzna, którego nie znałam, znacznie starszy ode mnie, wepchnął mnie do samochodu i zgwa*cił. To było straszne, ale najlepsze jest to, że mój cudowny Patrick narodził się z tej przemocy. W rzeczywistości, mimo że byłam w bardzo skomplikowanej sytuacji jako samotna matka, postanowiłam nie dokonywać abor*ji. Kiedy ten mężczyzna dowiedział się o mojej ciąży, pojawił się, domagając się, abym zdecydowała się na abor*ję. Ani przez chwilę nie myślałam o pozbyciu się dziecka! Rozmawiałam o tym z moimi wspaniałymi rodzicami i siostrą Blanche i wszyscy zdecydowaliśmy, że moje dziecko będzie dorastać w rodzinie, jak młodszy brat”.
Panna z nieślubnym dzieckiem? Ale to jest skandal!, mówiono Claudii. Bała się, że złamie to jej karierę. Dlatego ukrywała ciążę, a jej przyszły partner, producent Franco Cristaldi wysłał ją na czas porodu do Londynu. A potem adoptował chłopca, choć wcale tego nie pragnęła. Przez osiem lat ukrywała, że ma syna. Zacierała ślady przeszłości. Wspominała to jako coś najgorszego w swoim życiu. Jednocześnie podkreślała, jaką motywację dawał jej syn. Pragnęła pracować, żeby wybić się na niezależność, zarobić, móc utrzymać ich oboje. Dzisiaj 66-letni Patrick Cristaldi jest głównie synem swojej matki. Próbował zostać aktorem, ale nie zrobił kariery.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Była legendą złotej ery kina. Stworzyła ponad 170 ról. Ale to tych 7 filmów musisz znać

Życiowe przełomy
W 1965 roku Claudia Cardinale związała się na dobre z Franco Cristaldim, choć parą byli już wtedy od kilku lat. Czy została jego żoną? On utrzymywał, że tak. Ona mówiła, że Franco zrobił przyjęcie weselne, ale oficjalnie nigdy jej nie poślubił. I chyba miała rację, bo formalnie we Włoszech nie byli małżeństwem. Spędzili razem 10 lat. To był jednak przede wszystkim związek producenta i gwiazdy. Claudia podpisała umowę z firmą producencką swojego partnera. Narzekała, że Cristaldi, zawsze mówiła do niego po nazwisku, miał nad nią absolutną kontrolę. To on wykreował ją na włoską Brigitte Bardot, ale za jaką cenę! Jako producent szczegółowo określał wszystko – jej fryzurę (nie mogła ściąć włosów), wagę (nie mogła przytyć), nawet to, z kim się spotyka i co mówi w wywiadach.
„Nie byłam już panem własnego ciała ani myśli. Nawet rozmowa z przyjacielem o czymkolwiek, co może sprawić, że będę wyglądać inaczej niż mój publiczny wizerunek, była ryzykowna – w przypadku, gdyby to zostało nagłośnione, byłabym w tarapatach”, opowiadała. Z drugiej strony to Cristaldi w pewien sposób stworzył Claudię Cardinale jako aktorkę, był jej mentorem. Lata 60. przyniosły aktorce wielki sukces. Najpierw zagrała w bardzo dobrze ocenianym przez krytyków filmie „Rocco i jego bracia” Luchina Viscontiego. Wystąpiła tam po raz pierwszy u boku Alaina Delona. Potem było tylko lepiej.
Jak być piękną
W 1963 roku przyszły dwa wielkie dzieła. Najpierw ascetyczny czarno-biały film Federica Felliniego „Osiem i pół” z Marcellem Mastroiannim w roli głównej. Zaraz potem wystawny dramat kostiumowy „Lampart” Luchina Viscontiego. Claudia grała w nim piękną Angelicę Sedarę, w której kochają się podstarzały hrabia, w tej roli Burt Lancaster, i jego siostrzeniec – Alain Delon. Anegdotycznie opowiadała, że krążyła między Sycylią a Rzymem i stale farbowała włosy z czarnych na blond, tego ostatniego koloru domagał się Fellini. Ona uwielbiała Viscontiego, choć widziała jego despotyzm na planie. „Nie mogłeś poruszyć nawet najdrobniejszym mięśniem twarzy, jeśli się na to nie zgodził, trzeba było, żeby oczy mówiły to, czego usta nie mówią”, opowiadała w jednej z rozmów. W autobiografii „Mes étoiles” pisała: „Visconti nauczył mnie, jak być piękną. Nauczył mnie pielęgnować tajemnicę, bez której, jak mawiał, nie ma prawdziwego piękna”. On opowiadał o niej, że jest miłą kotką, którą można popieścić, ale która drapie.
Role u takich reżyserów jak Federico Fellini czy Luchino Visconti wyniosły ją na szczyty światowego kina. „Lampart” zdobył Złotą Palmę w Cannes i jest powszechnie uważany za arcydzieło włoskiej kinematografii. Teraz nową wersję „Lamparta” można zobaczyć na Netflixie. Rolę Angeliki gra w nim córka innej słynnej Włoszki, Moniki Bellucci – Deva Cassel. Ma urodę, ale widać, jak bardzo brakuje jej charyzmy i wdzięku wspaniałej poprzedniczki.
Film z 1963 roku był wielkim wydarzeniem. Do jego scenografii, wykwintnych kostiumów, pamiętnej sceny balu, która wypełniała ostatnie 45 minut dzieła, odwoływali się przez lata włoscy projektanci, z Dolce & Gabbana na czele. Claudia Cardinale zaczęła być nazywana włoskim skarbem narodowym. Miliony ludzi chciały ją widzieć w związku z Alainem Delonem. Trudno było wtedy o piękniejszą parę. Mówiono, że ich uroda się dopełnia. Również Visconti, jak wspominała Cardinale, „koniecznie chciał, żebyśmy byli razem. Mówił mi: »Kiedy go pocałujesz, chcę zobaczyć jego język«. Ale nigdy tego nie zrobiliśmy, zawsze pozostaliśmy przyjaciółmi”.
Najlepsza po spaghetii
Sława Cardinale dotarła do Hollywood i otworzyła jej drzwi do kariery za oceanem. W filmie „Różowa Pantera” gwiazda wcieliła się w bogatą księżniczkę Dalę, której bezcenny diament staje się celem arystokratycznego złodzieja klejnotów, granego przez Davida Nivena. Chociaż jej ochrypły głos został zdubbingowany, Cardinale została pochwalona za swoją pracę nad filmem, a Niven podobno powiedział jej: „Po spaghetti jesteś największym włoskim wynalazkiem”. W Ameryce, w Hollywood miała wielu przyjaciół. „Przyjechałam do Los Angeles, a Paul Newman zostawił mi swój dom, ponieważ jechał do Nowego Jorku”, wspominała. „Zostałam tam na jakiś czas i bardzo zaprzyjaźniłam się z Rockiem Hudsonem. (…) Ale w pewnym momencie postanowiłam wrócić do Włoch, ponieważ jestem Europejką, a amerykański rytm życia był dla mnie zbyt przytłaczający”. Za oceanem pozostała jednak wielką legendą kina, bardziej znaczącą niż Gina Lollobrigida nazywana przecież włoską Marilyn Monroe.
Czytaj też: Nie żyje Claudia Cardinale. Ikona włoskiego kina odeszła w otoczeniu najbliższych
Pasquale znaczy wolność
Czy Claudia Cardinale, wielka gwiazda i ikona kina, była szczęśliwa? Chyba tak, chociaż jej życie, i zawodowe, i uczuciowe, nie zawsze układało się najlepiej. W latach 70. sława Cardinale nieco przygasła. Było to w pewnej mierze związane z jej prywatnymi wyborami. Rozstała się z Cristaldim, a on w ramach zemsty zablokował jej role w kilku filmach, między innymi u Viscontiego. Ale Claudia Cardinale nie wahała się. Tym bardziej że była wreszcie naprawdę zakochana. Jej serce skradł Pasquale Squitieri, niezależny filmowiec, mocno zresztą ekscentryczny. Na tyle, że został premierem samozwańczego księstwa Fillettino, miasteczka w stołecznym regionie Lacjum, które w 2012 roku ogłosiło niepodległość, co wyglądało na żart. Pasquale kojarzył się Claudii z wolnością. Uwielbiała go. Wspominała: „Mój dawny bunt odżył bardziej niż kiedykolwiek, wymazując 15 lat bierności. Wróciłam do bycia »dziewczyną«, zdeterminowaną i stanowczą, uczuloną na etykiety i uprzedzenia”. To jednak jest nieco paradoksalne, że Cardinale, tak uwielbiana przez mężczyzn, nigdy formalnie nie wyszła za mąż. Jednak ze Squitierim była przez 18 lat, urodziła córkę Claudię i zagrała w siedmiu filmach partnera. Opuścił ją w 2013 roku dla młodszej o prawie 30 lat aktorki Ottavii Fusco. Kiedy zmarł w 2017 roku, płakały po nim obie.
Nie tylko aktorka
W przeciwieństwie do Brigitte Bardot kariera Claudii Cardinale nie skończyła się po kilkunastu latach. Zresztą BB i CC, zawsze porównywane, zagrały razem w westernie „Królowe Dzikiego Zachodu” z 1971 roku. Cardinale grała też z powodzeniem w teatrze. Godziła się na role u młodych reżyserów, w których projekty wierzyła, a brakowało na nie funduszy. Występowała w filmach zaangażowanych społecznie, jeszcze w 2022 roku zagrała w tunezyjsko-włoskim obrazie „Wyspa przebaczenia” poruszającym temat napięć między chrześcijanami i muzułmanami. Na szczęście nie kontynuowała kariery piosenkarki, której próbowała w latach 70. Nagrała między innymi piosenkę „Love Affair”, ale dzisiaj ten jej dorobek jest zupełnie zapomniany. I dobrze.
Z czasem coraz bardziej angażowała się w sprawy społeczne, zwłaszcza związane z prawami kobiet. W 2000 roku została ambasadorką UNESCO do spraw obrony praw kobiet. Była liberalna w poglądach, wspierała ruchy feministyczne i tolerancję. Choć mieszkała we Francji, nie rezygnowała z silnego poczucia przynależności do Włoch – często podkreślała włoską tożsamość jako fundament swojej kariery i artystycznych wyborów. Była także przywiązana do tunezyjskich tradycji, mogła codziennie zajadać kuskus i tadżin.
Cardinale stała się symbolem „nowej kobiecości” w kinie lat 60. nie tylko dzięki urodzie, ale też dzięki temu, że potrafiła łączyć wrażliwość z siłą. Jej obecność na ekranie była czymś więcej niż dekoracją – wnosiła charakter. Była bardziej dziewczęca od Sophii Loren, miała więcej prostoty i autentyzmu od Giny Lollobrigidy. Czasy Claudii Cardinale to cała fala włoskich aktorek, które określiły na długie lata kanon kobiecej urody i elegancji. Była przecież także piękna blondynka Virna Lisi, szalona Silvana Pampanini, intrygująca Monica Vitti, wspaniała Silvana Magnani. Czy mniej znana muza Federica Felliniego Sandra Milo. Konkurencja była ogromna.
Claudia Cardinale zaakceptowała, a nawet przyjęła z pewną ulgą fakt, że przestała być symbolem seksu. A jej uroda już nie jest tak olśniewająca. Nigdy nie poprawiała chirurgicznie swojej urody, czym się chwaliła. Była dumna, że nigdy nie zagrała nago, a mimo to została symbolem seksu. „Zawsze uważałam, że skandale i osobiste zwierzenia nie są konieczne, by być aktorką. Nigdy nie odsłaniałam swojej duszy czy ciała w filmach. Tajemniczość jest bardzo ważna”, podkreślała nieraz za Viscontim. Kiedy dostawała nagrodę za całokształt twórczości na festiwalu filmowym w Berlinie, w 2002 roku, mówiła: „Przeżyłam ponad 150 żyć – prostytutki, świętej, romantyczki, kobiety każdego rodzaju – i to cudowne mieć taką możliwość zmiany siebie. Pracowałam z najważniejszymi reżyserami. Dali mi wszystko”.
