Czuła mama i samotna kobieta. Tak wyglądała prywatność Anny Wintour poza „Vogue’iem”
Anna Wintour, ikona i nieformalna królowa mody, od 37 lat kształtowała amerykański „Vogue”. Jej styl, poczucie estetyki, sposób rządzenia pismem uczyniły z niej legendę. W czerwcu 2025 roku ogłosiła rezygnację z roli redaktor naczelnej. Co się stało? I jak poradzi sobie jej następczyni Chloe Malle?

Kiedy wchodziła na pokaz mody, czas stawał w miejscu. Anna Wintour, z chłodnym spojrzeniem zza ciemnych okularów Chanel oraz idealnie ułożoną fryzurą na boba, była nie tylko obserwatorką mody – ona ją kreowała. W branży, w której sukces często rodzi się z impulsu, to jej akceptacja mogła oznaczać triumf, a jej milczenie – porażkę. To ona przekształciła „Vogue’a” z modowego pisma w magazyn dla kobiet, które pracowały, nieźle zarabiały, interesowały się modą, ale też kulturą, sztuką i polityką. Od kilku dekad była jedną z najbardziej znanych i wpływowych kobiet na świecie. Jej rezygnacja z funkcji naczelnej „Vogue’a” w czerwcu tego roku wywołała szok.
Anna Wintour ogłosiła ją na porannym zebraniu redakcji. „Każdy, kto pracuje w branży kreatywnej, wie, jak ważne jest, by nigdy nie przestawać rozwijać się w swojej pracy”, tłumaczyła. „Kiedy zostałam redaktorką naczelną »Vogue’a«, chciałam udowodnić wszystkim, że istnieje nowy, ekscytujący sposób na wyobrażenie sobie amerykańskiego magazynu o modzie”. I dodała: „Teraz odkrywam, że największą przyjemnością jest dla mnie pomaganie nowemu pokoleniu pełnych pasji redaktorów (…)”. „Vogue”, niezależnie, jak potoczą się losy pisma, będzie musiał zmierzyć się z jej legendą. Dlatego przez chwilę warto przyjrzeć się życiu tej naprawdę niezwykłej kobiety.
Brytyjka na tronie
Anna Wintour urodziła się w Londynie, w 1949 roku. Jej ojciec był redaktorem znanej gazety „Evening Standard”, a matka angażowała się w działalność społeczną. W szkole Anna zawsze się buntowała. Odmawiała noszenia mundurka, uwielbiała krótkie spódniczki i sama je skracała. W wieku 14 lat zmieniła fryzurę na krótkiego boba, który do dziś jest nieodłącznym elementem jej ikonicznego wizerunku. I to od 62 lat! Szkołę porzuciła jako 17-latka, ojciec pomógł jej znaleźć pracę w słynnym butiku Biba, należał zresztą do naszej rodaczki Barbary Hulanicki i stał się jednym z symboli szalonego Londynu lat 60. Anna szybko zaczęła praktyki w redakcjach prasowych, zawsze dobrych.
Pięła się po szczeblach dziennikarskiej kariery, pracowała między innymi w dziale mody w „Harper’s Bazaar”. Kiedy w 1988 roku Wintour pojawiła się w redakcji amerykańskiego „Vogue’a”, pismo traciło oddech, było w stagnacji i wydawało się, że przegra konkurencję z innymi luksusowymi tytułami. Jej pierwsza decyzja? Okładka z modelką ubraną w sprane dżinsy i żakiet haute couture od Christiana Lacroix. Był to akt buntu – sygnał, że czas na zmiany. Dżinsy pojawiły się wtedy po raz pierwszy na okładce „Vogue’a”, a Anna zaczęła drogę w górę.

Anna wywraca stolik
Anna Wintour przyszła wywrócić stolik. Zabawne, że pomógł jej w tym przypadek. Modelka nie mieściła się w spódnicę i stylistka pożyczyła jej swoje dżinsy. Powstały zdjęcia, które zachwyciły Annę. I były sygnałem zmian w piśmie. Nie interesowali jej jedynie projektanci, interesowały ją idee, historie i osobowości. To ona pomogła w karierze takim projektantom, jak John Galliano, Alexander McQueen czy Marc Jacobs. Dla Michaela Korsa, który w latach 90. bankrutował, znalazła inwestorów. W 1988 roku objęła stanowisko redaktor naczelnej i była jedną z pierwszych redaktorek, które zaprosiły gwiazdy, celebrytki i polityczki do pozowania na okładce magazynu. Trudno wyliczyć te, które pojawiły się w piśmie – od skandalizującej Madonny po idolkę naszych czasów Taylor Swift.
Wintour zdała sobie sprawę, że liczy się nie tylko zdjęcie, ale i historia, która za nim stoi. Czuła, że obecność gwiazd zwiększy sprzedaż. Później trend ten przejęły niemal wszystkie magazyny. Na okładce pisma znalazły się także znane bizneswoman z nowojorskiej society, choć nie wszystkie. Wintour nigdy nie ukrywała poglądów politycznych, jest oddaną demokratką. Potrafiła odmówić okładki Melanii Trump jako pierwszej damie, nie licząc się z konsekwencjami. W każdym razie amerykański „Vogue” z lat 2000. bił rekordy objętości i liczby reklam.
Zobacz też: Królowa mody zapytana o film “Diabeł ubiera się w Prady” zaskoczyła reakcją. Jej słowa są bardzo wymowne
To były czasy!
Anna Wintour budowała swoją pozycję w innej epoce. Koniec lat 80.? Kto to dzisiaj pamięta! Nawet lata 90. wspominamy już z nostalgią. Były to czasy, kiedy okładki pism kreowały gwiazdy, a nie filmiki na TikToku. „Vogue” nie miał konkurencji w postaci mediów społecznościowych oraz modowych influencerów i youtuberów mających ogromne zasięgi. Zmieniły się bohaterki. To prawda, Anna Wintour zawsze wolała na okładach celebrytki niż modelki. Charakterystyczna jest zresztą jej ostatnia okładka jako redaktor naczelnej. Widnieje na niej Hailey Bieber znana z tego, że jest znana i że wyszła za idola – Justina Biebera. Ale pewien typ tandetnego zbytku czy glamouru był dla niej nie do przyjęcia.
Kardashianki przechadzające się po weneckim Lido w stanikach za 10 tysięcy dolarów to jednak nie są bohaterki jej bajki. Mimo wszystko dała Kim Kardashian i Kanye Westa na okładkę, gdy byli razem, i publicznie zachwycała się talentem muzyka. Okładkę uznano potem za jedną z najgorszych, jakie miał „Vogue”. Pojawiły się nawet opinie, że Anna naraża na szwank autorytet pisma. Ona?! Potem zarzucano jej, że w piśmie jest za mało różnorodności i inkluzywności.
Ale kiedy w 2018 roku zrobiła okładkę z Kamalą Harris, pierwszą czarnoskórą wiceprezydentką, spadła na nią fala krytyki. Kamala była dosyć zwyczajnie ubrana, do tego na nogach miała trampki. Nowojorscy intelektualiści i środowiska Afroamerykanów uznały, że Wintour lekceważy i, co gorsza, nie rozumie Kamali. Nie pojmuje, że czarnoskóre kobiety chcą przeżyć podziw i celebrację swojej bohaterki, a nie zobaczyć luzacki styl. Afera była taka, że Wintour zamówiła drugą okładkę (opublikowała ją po zaprzysiężeniu), a o pomoc prosiła samą Annie Leibovitz.
Na okładce pojawiła się też okrąglutka wokalistka Lizzo. To było kolejne ustępstwo Wintour wobec nowego kanonu bohaterów. Sama nie lubiła grubych ludzi. Krytyk mody, stylista i urodzony dandys André Leon Talley, jeden z przyjaciół Anny, który ją zresztą niemiłosiernie oplotkowywał, powiedział kiedyś w wywiadzie z Oprah Winfrey: „W redakcji są same śliczniusie, szczuplusieńkie kobiety, bo nasza jaśnie wielmożna panienka tylko takie toleruje”.

Co za świat!
Brytyjski „The Guardian” opisując jej odejście, zwrócił uwagę na bardzo gorzkie zjawisko. A mianowicie, że Anna Wintour jako królowa mody po blisko 40 latach panowania przegrała. Musiała iść w stronę tego tandetnego glamouru, którego nie znosiła. Przykładem tego były nie tylko Kardashianki, ale też Lauren Sánchez, nowa żona multimilionera Jeffa Bezosa, i ich wesele w Wenecji za kilkadziesiąt milionów dolarów. Jak pisze w ciekawym tekście Marina Hyde, kiedyś bogate Amerykanki wchodząc do elity, bardzo się przejmowały, co kto o nich pomyśli. Jedna z nich, Barbara Amiel wspominała swoje wieczne rozterki, czy dobrze zrobiła, zakładając najlepsze kamienie na wydarzenie, które w rzeczywistości wymagało „biżuterii ogrodowej” (naszyjników za milion dolarów lub mniej). Ciągle słyszała uwagi typu: „Nie nosi się bieli”, „To dla ekspedientek”. Anna Wintour rządziła światem, w którym, jak pisze „The Guardian”, bogate kobiety mówiły: „Mam to na sobie i bardzo obchodzi mnie, co o mnie pomyślisz”. Dzisiaj mówią: „Mam to na sobie i mam gdzieś, co o mnie pomyślisz. Jestem bogata i chcę się dobrze bawić”.
Czy lewicowy „The Guardian”, który wspomina o tych zmianach nie bez satysfakcji, ma rację? Być może tak. Może Anna Wintour nie chciała zdradzać samej siebie, czuła, że to już nie jej świat, zmęczyła się przekazywaniem coraz to nowych zadań, na przykład na Met Gali znanym youtuberom, żeby zwiększyć zasięgi samego „Vogue’a”. Potrafiła się postawić, ale nie mogła zamykać oczu na kulturowe i cywilizacyjne zmiany. I dzisiaj, w cyfrowej epoce postanowiła codzienność „Vogue’a” zostawić młodszym od siebie.
CZYTAJ TEŻ: Anna Wintour żegna się z „Vogue’em”, ale jej styl wciąż dyktuje trendy. Jeden szczegół mówi wszystko!
Dwór Anny
Zawsze budziła emocje, krążyły o niej legendy. Na przykład, że imperialnie zarządzała pismem, że zmieniła redakcję „Vogue’a” w swój dwór. Do popularności Anny Wintour przyczynił się głośny film „Diabeł ubiera się u Prady”, nakręcony na podstawie książki jej dawnej asystentki Lauren Weisberger. W budzącej postrach Mirandzie Priestly granej przez Meryl Streep wszyscy rozpoznali od razu słynną naczelną „Vogue’a”. Podwładni bali się jej spojrzenia, ale marzyli o aprobacie. Bo jedno słowo Wintour mogło otworzyć wszystkie drzwi. „Jestem płatnym zabójcą w wydawnictwie Condé Nast”, powiedziała kiedyś z rozbrajającą szczerością. Dystans, chłód, bezwzględność, dzięki którym zawsze zachowywała zimną krew, to były narzędzia, które pomogły jej zbudować potęgę.
Anna Wintour: żelazne rutyny
Ale czy rzeczywiście była tak demoniczna, czy to tylko kolejna legenda? Anna miała kilka zasad, których przestrzegała. Wierzyła w siłę dobrego zespołu. Nie bała się zdolnych ludzi. Nie znosiła długich spotkań. Była zwięzła i lakoniczna, rozmowy z nią trwały najwyżej kilkanaście minut. „Nie wierzę w spotkania. Więcej niż dwie osoby to już za dużo”, mawiała. Wiedziała, co chce zrobić, i nie miała kłopotu z podejmowaniem decyzji. Uważała to za swoją wielką zaletę. Zachowywała dyscyplinę, której zawsze się trzymała. Wstawała o 5.30, rano grała w tenisa, o 7.30 była w biurze. Lunch? Zawsze taki sam – stek lub burger bez bułki. Żadnych telefonów, tylko cisza i myśli. Dni były powtarzalne, tak jak uczesanie, okulary, waga taka sama od kilkudziesięciu lat. Nosiła sukienki Chanel albo Prady, zwykle za kolano, w geometryczne wzory albo w kwiaty. Ta konsekwencja sprawiła, że stała się rozpoznawalną postacią.
Anna Wintour i Bill Nighy
Dawno minęły czasy, gdy opowiadała o sobie. Jeszcze w latach 80. potrafiła ze śmiechem mówić, że miała kompleksy wobec rodzeństwa, które skończyło prestiżowe uczelnie. A ona zawsze uchodziła w rodzinie za totalnie niepoważną. Potem to ucięła, nie chciała rozmawiać nawet ze swoją biografką Amy Odell. Życie prywatne? Z małżeństwa z psychiatrą Davidem Shafferem ma dwoje dzieci, z których jest dumna. Syn Charles został psychiatrą, jak ojciec. Córka Katherine (znana dziś jako Bee Shaffer), jest producentką telewizyjną. Jej małżeństwo rozpadło się w 1999 roku po 15 latach związku. Podobnie jak inne relacje. Od trzech lat widywana jest z brytyjskim aktorem Billym Nighym (pamiętacie go z roli podstarzałego muzyka w filmie „To właśnie miłość”). Oboje zaprzeczają, że coś ich łączy, ale pojawiają się razem na wielu imprezach i widać, że się lubią.

Kim jest następczyni Anny Wintour?
W ostatnich tygodniach świat mody zastanawiał się, kto zastąpi Annę Wintour. Wiadomo, że w piśmie nie będzie już stanowiska redaktor naczelnej, tylko redaktor odpowiedzialna za treści. Ale, tak czy inaczej, to ona będzie tą najważniejszą postacią w redakcji. Pomijając księżycowe kandydatury, takie jak Sarah Jessica Parker czy Zendaya, faworytki były dwie – redaktorka amerykańskiego „Vogue’a” Chloe Malle i czarnoskóra Chioma Nnadi, która prowadzi z powodzeniem brytyjską edycję pisma. Wydawca i Anna Wintour zdecydowali ostatecznie, że pismo obejmie Chloe Malle, 39-letnia córka francuskiego legendarnego reżysera Louisa Malle i aktorki Candice Bergen, która zresztą grała naczelną „Vogue’a” w serialu „Seks w wielkim mieście”. Chloe Malle to jedna z ulubionych redaktorek Anny Wintour, należała do „grona wtajemniczonych”. Pracuje w „Vogue’u” od 14 lat, redagowała dział społeczny, robiła wywiady z pisarzami, prowadziła media społecznościowe.
Była także redaktorem wydań specjalnych z okazji Met Gali i książek firmowanych przez „Vogue’a”. A także corocznych zabawnych wydań typu „Dogue” (magazyn o modzie dla psów). Jest mężatką, ma dwoje małych dzieci i psa. Jej relacje z redakcją i bohaterami pisma są dobre, ostatnio przeprowadziła rozmowę z Lauren Sánchez i Jeffem Bezosem z okazji ich ślubu. „Moda i media rozwijają się w zawrotnym tempie i jestem niesamowicie podekscytowana i pełna podziwu, że mogę być tego częścią”, powiedziała Malle w specjalnym oświadczeniu. „Czuję się też szczęśliwa, że Annę, mieszkającą tuż za rogiem, nadal mam jako mentorkę”. Z kolei Anna Wintour komentowała: „Jestem podekscytowana możliwością współpracy z nią jako jej mentorka, ale także jako jej uczennica, podczas gdy ona prowadzi nas tam, gdzie nigdy wcześniej nie byliśmy”.
Złośliwcy twierdzą, że za parę lat nikt nie będzie o Annie Wintour pamiętał. Ale to nieprawda. Nie tylko wylansowała wielu projektantów, ale pod jej skrzydłami Met Gala stała się największym światowym wydarzeniem modowym i towarzyskim. Dzięki niej zebrała 150 milionów dolarów (!) na Instytut Kostiumów przy Metropolitan Museum. Lansowała brytyjskich projektantów, ze Stellą McCartney na czele. Stworzyła Vogue World w Londynie, biletowaną imprezę na otwarcie Londyńskiego Tygodnia Mody. Mówiła: „Ludzie mają Biblię. Ja mam »Vogue’a«”. Czy Chloe Mall udźwignie to dziedzictwo?
Czytaj też: Córka hollywoodzkiej legendy przejmuje władzę w Vogue. Tego się nikt nie spodziewał. W sieci zawrzało