David Bowie nie chciał pogrzebu. 10 lat temu odszedł w całkowitej ciszy
Dokładnie 10 lat temu świat stracił jedną z największych ikon muzyki. David Bowie zmarł 10 stycznia 2016 roku w wieku 69 lat. Zgodnie ze swoją wolą został skremowany bez obecności bliskich, a jego prochy rozsypano na Bali według buddyjskich rytuałów. Jego ostatnie dni były równie nieprzewidywalne jak cała kariera.

Dziesięć lat temu świat muzyki zatrzymał się na chwilę. 10 stycznia 2016 roku zmarł David Bowie – artysta, który nie tylko zmienił oblicze muzyki, ale i wyznaczał nowe granice w sztuce, modzie i kulturze. Jego śmierć, podobnie jak życie, była pełna tajemnic i symboli. Bez pogrzebu, bez ceremonii, bez publicznego pożegnania – tak Bowie zdecydował się odejść. Dziś, dekadę po jego odejściu, wspominamy jego ostatnie dni, testament duchowy i artystyczny, który pozostawił fanom na całym świecie.
David Bowie nie chciał pogrzebu – tylko muzyka miała go upamiętniać
David Bowie odszedł po 18-miesięcznej walce z rakiem wątroby. Śmierć nastąpiła 10 stycznia 2016 roku w Nowym Jorku. Ciało artysty zostało szybko skremowane. Żadnej ceremonii, żadnych gości. Bowie nie chciał rozgłosu – miał zostać zapamiętany przez swoją muzykę, a nie przez pompatyczne pożegnanie.
Artysta wielokrotnie rozmawiał z rodziną o swoich ostatnich życzeniach. Jego żona Iman oraz dzieci Lexi i Duncan wiedzieli, że nie będzie pogrzebu. „Chciał po prostu zniknąć. Bez fanfar, bez poklasku. Tak właśnie wyglądał David Bowie – w życiu i po śmierci” – zdradziło jedno ze źródeł.
Kremacja w Nowym Jorku, prochy na Bali – pożegnanie według buddyzmu
W testamencie Bowie zaznaczył, że jego prochy mają zostać rozsypane na indonezyjskiej wyspie Bali – „zgodnie z buddyjskimi rytuałami”. To nie była kapryśna decyzja. Bowie interesował się buddyzmem od młodości, a jako 19-latek rozważał nawet życie jako mnich.
Wybór Bali mógł być symboliczny – wyspa łączy duchowość z pięknem i spokojem. W połączeniu z prostotą „bezpośredniej kremacji” – czyli bez żadnej ceremonii – Bowie stworzył dla siebie pożegnanie, które wyrażało jego filozofię życia.
Ostatni album „Blackstar” i plany na kolejną płytę tuż przed śmiercią
Dwa dni przed śmiercią – 8 stycznia 2016 roku – David Bowie wydał „Blackstar”. Album natychmiast został uznany za artystyczne pożegnanie. W utworze „Lazarus” artysta śpiewał: „Look up here, I’m in heaven”, leżąc w szpitalnym łóżku, z oczami zakrytymi bandażem.
Jednak Bowie nie czuł, że to koniec. Zaledwie tydzień przed śmiercią odbył rozmowę wideo z producentem Tonym Viscontim, podczas której zdradził, że planuje nagrać kolejną płytę. Miał już pięć nowych piosenek. Niestety, choroba wróciła w listopadzie i szybko postępowała.
Jego śmierć była ciszą, ale jego muzyka nadal krzyczy
W 10. rocznicę premiery teledysku do „Lazarus”, komentarze fanów pokazują, że strata Bowiego wciąż boli. Jeden z internautów napisał: „Dziś mija 10 lat od premiery tego teledysku... Prawie 10 lat, odkąd Bowiego już z nami nie ma. Nie wiem, czy ktoś ma podobne uczucie jak ja, ale czuję pustkę. Gary Oldman miał rację – wszystko się posypało, odkąd Bowie odszedł. Ziemia naprawdę tęskni za swoim Starmanem.”
Inny dodał: „David Bowie spojrzał śmierci prosto w oczy i stworzył z niej swoje ostatnie arcydzieło, to jest cholernie genialne.”
To właśnie „Lazarus” – utwór pełen symboliki, smutku i mistycyzmu – stał się jego świadomym pożegnaniem. Bowie spojrzał śmierci prosto w oczy i uczynił z niej sztukę. Nawet po śmierci nadal daje fanom to, czego zawsze szukali – emocje, głębię i prawdę. Jego dziedzictwo naprawdę nigdy nie umrze.
Jak fani i świat muzyki żegnali Davida Bowiego
Pomimo braku oficjalnych uroczystości, fani na całym świecie zaczęli spontanicznie oddawać hołd. W Brixton, gdzie Bowie się urodził, pod muralem z jego wizerunkiem pojawiły się znicze i kwiaty. Pod jego apartamentem w Nowym Jorku składano płyty, zdjęcia i wiadomości.
Na koncercie w Los Angeles Elton John podkreślił, że w epoce nadmiaru informacji Bowie zachował godność i prywatność. Iggy Pop wyznał, że Bowie uratował go „przed zagładą” i „był bardziej dobroczyńcą niż przyjacielem”.

Wzrost popularności muzyki Bowiego po jego odejściu
Śmierć artysty wywołała ogromne zainteresowanie jego twórczością. Spotify odnotowało wzrost odtworzeń utworów Bowiego o 2822%. Najczęściej słuchane były: „Heroes”, „Let’s Dance”, „Blackstar”, „Lazarus” i „Life on Mars”.
Album „Blackstar” trafił na szczyty list przebojów w Wielkiej Brytanii i USA. W ciągu tygodnia sprzedano ponad 130 000 egzemplarzy. W UK aż dziewięć utworów Bowiego znalazło się w Top 20.
Źródła: Daily Mail, Rolling Stone, Spotify data via MailOnline