Diagnoza lekarzy była dla niej wstrząsem, mimo cierpienia postanowiła jedno. Tylko VIVIE! Monika Olejnik mówi o walce z chorobą: „To był trudny czas”
Świat Moniki Olejnik zatrzymał się dwa lata temu po otrzymaniu diagnozy. Nie pozwoliła, by strach przejął nad nią kontrolę. Zamiast milczeć, zaczęła mówić głośno – o badaniach, nadziei i sile, którą daje codzienność. Dziś jej historia porusza i inspiruje tysiące. Swoimi przeżyciami podzieliła się z Beatą Nowicką w nowym wywiadzie dla VIVY!.

Ikona polskiego dziennikarstwa, kobieta odważna, niezależna i bezkompromisowa. W 2024 roku Monika Olejnik usłyszała diagnozę, która wstrząsnęła jej światem – rak piersi. „Byłam w szoku. Nie mogłam w to uwierzyć. Pierwsza myśl: To jest niemożliwe! Mnie to nie dotyczy, przecież biegam, jestem wegetarianką. Byłam przekonana, że to pomyłka, że to nie są moje wyniki”, wspomina moment, w którym wszystko się zatrzymało. Ale nie poddała się. Dzięki sile sportu, wsparciu bliskich i wewnętrznej determinacji wróciła do życia i pracy. Dziś z odwagą mówi o swojej walce i z wielką mocą apeluje do kobiet i mężczyzn: badajcie się!
Monika Olejnik w poruszającym wywiadzie VIVY! o chorobie, powrocie do zdrowia
Beata Nowicka: Przez lata uprawiałaś „biegi” po sejmowych korytarzach. Pamiętam Cię zaaferowaną, z mikrofonem albo z… papierosem. Dziś kojarzysz mi się ze sportem!
Monika Olejnik: Nie palę od ponad 30 lat. Jechałam kiedyś windą, obok mnie stała piękna kobieta, której ubrania były przesiąknięte nieprzyjemną wonią papierosów. Pomyślałam: Po cholerę wydaję pieniądze na perfumy, skoro „pachnę” tak jak ona?! Potem poznałam Tomka, który nie palił i zainspirował mnie ciekawym spojrzeniem na treningi sportowe. Rzuciłam palenie i sport stawał się coraz ważniejszy: gimnastyka, tenis, bieganie, pływanie. Ostatnio zaczęłam jeździć w Alpach na rowerach górskich. Jestem szczęśliwa, kiedy biegam. Lubię biegać w samotności. Różne myśli przychodzą mi wtedy do głowy. Czuję wolność. Uwielbiam, jak w biegu o poranku odkrywamy nowe oblicze miast, które kocham: Paryż, Rzym, Florencję, Neapol, Materę. Trasa biegowa z Sopotu do Gdyni Orłowo jest jedną z najpiękniejszych w Polsce. A biegając w Dolinie Chochołowskiej, w schronisku tradycyjnie zamawiamy placki ziemniaczane.
– Kilka lat temu byłaś w Krakowie na festiwalu Off Camera. Moja przyjaciółka wracała z imprezy o szóstej nad ranem i przed Hotelem Pod Różą zobaczyła Ciebie w stroju do biegania. Na ulicy nie było nikogo, tylko Ty i ona. Podobno się do niej uśmiechnęłaś. To zderzenie postaw tak nią poruszyło, że postanowiła wziąć się za siebie. Do dziś biega!
(Śmiech). Właśnie o to chodzi. O inspirację. Zawsze, gdy gdzieś wyjeżdżam, zabieram ze sobą strój do treningu. A wracając do Krakowa, przed laty skończyliśmy imprezę polonezem Wojciecha Kilara na kilkanaście par wokół Rynku. A potem poszliśmy pobiegać. Sport i systematyczne treningi od ponad 20 lat bardzo mi pomogły w chorobie. Kiedy dowiedziałam się, że mam raka piersi, byłam w szoku. Nie mogłam w to uwierzyć. Pierwsza myśl: To jest niemożliwe! Mnie to nie dotyczy, przecież biegam, jestem wegetarianką. Byłam przekonana, że to pomyłka, że to nie są moje wyniki. Były moje… Fantastyczny chirurg przeprowadził operację. Wtedy postanowiłam powiedzieć ludziom: „Badajcie się i nie poddawajcie się po badaniach”. Nie po to, żeby epatować cierpieniem, tylko zachęcić dziewczyny i kobiety do regularnych badań. Dotyczy to również mężczyzn. Mimo kilku propozycji nie zdecydowałam się na napisanie książki o tym, jak wygrać z rakiem. Od tego są lekarze i naukowcy, których szanuję. Myślę, że w kampanii o edukacji zdrowotnej za dużo było polityków i celebrytów, a za mało lekarzy, i projekt przepadł. Szkoda! Ufajmy lekarzom, a nie samozwańczym ekspertom. Do dzisiaj nie jestem w stanie przeczytać i odpowiedzieć na kilkadziesiąt tysięcy wiadomości, które otrzymałam po operacji. Dlatego przy każdej możliwej okazji powtarzam: dziękuję!
TYLKO U NAS: Tylko w VIVA!. Monika Olejnik powstrzymała rodziców przed rozwodem. Tak udowodniła swoją sprawczość

– Kto był wtedy dla Ciebie wsparciem?
Tomek bardzo mi pomógł w tej dramatycznej sytuacji. Był wzruszający, kiedy po operacji przyszedł do szpitala z ekspresem o szóstej rano i robił paniom pielęgniarkom pyszną kawę, a ja poczułam zapach naszej ulubionej kawiarni w Wenecji. To był trudny czas. Łatwo się wtedy poddać, rozpaść psychicznie. Dlatego mimo cierpienia postanowiłam szybko wrócić do pracy. Moi przyjaciele z TVN24 wspierali mnie, żebym mimo bólu mogła bezpiecznie prowadzić programy. Po paru miesiącach lekarz pozwolił mi stopniowo wrócić do dłuższych spacerów, potem stopniowo do treningów i biegania. Po roku mogłam pływać. Aktywność sportowa sprawiła, że byłam silniejsza od koszmarnego bólu. Wytrwałam, przetrwałam. Czuję się szczęśliwa i dzielę się tym szczęściem z innymi.
– Stałaś się przykładem dla innych kobiet. Co powiedziałabyś młodym dziewczynom?
Żeby nie były obojętne! Żeby były wytrwałe i pracowite. Miały marzenia, bo te marzenia się spełniają, ale nie spadają z nieba. Żeby dążyły do celu. Łączyły kulturę i sport. Były ciekawe świata i szalone. Tego uczę moje wnuki. Jagna i Jeremi wiedzą, że na sukces trzeba zapracować. Kocham życie. Lubię je celebrować. Istotne, żeby nie marnować żadnej chwili. Oczywiście uwielbiam też leżeć na kanapie i czytać książki. Mam swój serial internetowy #KsiążkiMoniki i podcast #MonikaKsiążkiMuzyka. Jestem zachwycona tym, że już ponad pięć milionów ludzi obejrzało moje polecajki literackie. Książki są ze mną zawsze w podróży. Nagrywam z festiwalu w Cannes i Wenecji, z Forte di Belvedere we Florencji lub latem z zaśnieżonego szczytu na wysokości trzech tysięcy metrów. Uwielbiam czytać w samolocie. W ogóle kocham czytać. Literatura daje mi napęd życiowy. Radość, że mogę przenieść się do innego świata.
Cały wywiad z Moniką Olejnik w nowym wywiadzie VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 29 stycznia.

