Reklama

Gdy miała zaledwie 20 lat, usłyszała słowa, które złamały jej serce: „Dziecko jest chore”. Diagnoza – wrodzona łamliwość kości – brzmiała jak wyrok. Klaudia Duszyńska, znana jako Klaoo, zamiast się załamać, walczyła o zdrowie swojego synka. Nie pozwoliła, by strach zdefiniował ich przyszłość. Z miłości uczyniła swoją siłę, a z bólu – motywację. Dziś jej historia to poruszający dowód na to, że nawet z najtrudniejszych doświadczeń może narodzić się prawdziwe zwycięstwo.

Tylko w VIVIE! Klaudia Duszyńska o macierzyństwie i chorobie synka. Rodzina jest jej największym skarbem

– Kiedy wpisuję do wyszukiwarki Twoje imię i nazwisko, czytam o kwintesencji sukcesu. Sieć salonów przedłużania włosów w kilku krajach, własna linia kosmetyków, setki pracowników, rozwijająca się marka, a do tego życie prywatne, które z zewnątrz wygląda jak harmonijna przeciwwaga dla tej całej biznesowej galopady. Trudno więc nie pomyśleć, że jesteś kimś w rodzaju współczesnego archetypu sukcesu. Zawsze czułaś, że los rzeczywiście Ci sprzyja bardziej niż innym, czy raczej miałaś świadomość ceny, jaką płaci się za to, co inni nazywają „udanym życiem”?

Nigdy nie pomyślałam o sobie w takich kategoriach. Określenie „pisany sukces” brzmi dla mnie jak skrót, który pasuje do filmowej narracji, ale nie do prawdziwego życia. Kojarzy mi się z historią dziewczyny, która wrzuca pierwsze zdjęcie na Instagram, a potem, jak w bajce, wszystko samo zaczyna się układać. U mnie nic nie układało się samo. Jeśli już coś było mi „pisane”, to chyba konieczność bardzo szybkiego dorastania. Nie wychowałam się w bogatej rodzinie. Gdy miałam 18 lat, wyprowadziłam się z domu rodzinnego i zamieszkałamz koleżankami w wynajmowanym mieszkaniu. Nie miałam wiele. Czasem brakowało na jedzenie, ale nie poddawałam się. Nie bałam się pracy. Miałam liczne dorywcze zajęcia. Później poznałam mojego męża Adama. Różnica wieku między nami to 16 lat. Wiesz, jak to jest… Miłość od pierwszego wejrzenia.

– I z tej miłości szybko zostałaś mamą.
Mój mąż Adam bardzo marzył o dziecku. Pierwszego syna Adama urodziłam, gdy miałam 20 lat. Jeszcze kiedy byłam w ciąży i zanim zdążyłam nacieszyć się myślą o macierzyństwie, usłyszałam zdanie, które przewróciło mój świat do góry nogami: „Dziecko jest chore”. To nie jest scenariusz dla „wybranek losu”. To jest początek historii kogoś, kto musi wstać z podłogi szybciej, niż sam jest w stanie zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. I dlatego, kiedy ktoś dziś mówi: „Ty to masz szczęście, wszystko ci wychodzi”, często uśmiecham się z lekką ironią. Nie dlatego, że to nieprawda, bo rzeczywiście wiele rzeczy mi się udało, ale dlatego, że ludzie widzą punkt, w którym stoję dziś, a nie drogę, którą przeszłam.

– Pamiętasz dokładnie moment, kiedy usłyszałaś diagnozę synka?
Takie rzeczy wbijają się w pamięć jak tatuaż. Badanie, dziwna cisza, potem informacja, że kości są zbyt krótkie, że coś jest nie tak… Bez tłumaczeń, bez miękkiego wprowadzenia, bez poduszki pod to, co zaraz runie. Później dopiero konkrety. Wrodzona łamliwość kości brzmi jak wyrok, szczególnie kiedy masz 20 lat i zero doświadczenia. Wyszłam z gabinetu lekarskiego, świat niby kręcił się dalej, tramwaj jechał, ktoś kupował kawę, a ja stałam w tym strumieniu codzienności i zastanawiałam się, czy dziecko, które rośnie w moim brzuchu, będzie mogło chodzić, czy w ogóle będzie żyło i jak będzie wyglądała nasza przyszłość.

TYLKO U NAS: Syn jest jej całym światem, dziś spełnia marzenia w USA. Tylko w VIVIE! Bogna Sworowska opowiada o wielkiej pasji Ivana. Taką drogę wybrał

– Co czułaś, gdy urodził się Adaś?
Adaś przyszedł na świat drobny, z deformacją nóżki, ze złamaniami, o których wiedzieliśmy już wcześniej. Zamiast klasycznej wyprawki dostawałam ulotki o hospicjach. To jest moment, w którym bardzo łatwo uwierzyć, że twoje życie się skończyło, zanim naprawdę się zaczęło. Ale ja wtedy podjęłam wewnętrzną decyzję, że w tym hospicyjnym scenariuszu nie chcę brać udziału. Że będę szukać lekarzy, metod leczenia, rozwiązań. Że będę robić rzeczy po swojemu, nawet jeśli to oznacza wieloletni maraton po szpitalach.

– Adaś miał zabieg zabezpieczenia kości metalowymi prętami, zanim skończył trzy lata. Dla wielu matek to niewyobrażalne. Jak wtedy funkcjonowałaś?
Krótka odpowiedź: na adrenalinie. Dłuższa: funkcjonowałam jak ktoś, kto nie ma luksusu załamania. Trzeba było podjąć decyzję: albo godzimy się na to, że synek będzie się łamał przy każdym ruchu, albo robimy serię bardzo ciężkich zabiegów i dajemy mu szansę na w miarę normalne życie. Wybraliśmy to drugie. To była gehenna, ale dziś, kiedy widzę, jak Adaś się porusza, jak wchodzi do morza w Hiszpanii, mam poczucie, że każdy strach, każdy pobyt w szpitalu był inwestycją w jego przyszłość, a nie tylko cierpieniem. [...]

Klaudia Duszyńska, Viva! 1/2026
Klaudia Duszyńska, Viva! 1/2026 Zdjęcia Krzysztof Opaliński

– Twoja rodzina przez pół roku mieszka w Hiszpanii, podróżujecie, żyjecie bardzo aktywnie. To jest Twój bunt przeciwko temu, jak zwykle wyobrażamy sobie życie rodzin, w których jest dziecko z niepełnosprawnością?
To bardziej jest manifest niż bunt. W bunt wpisuje się gniew, a ja już nie gromadzę go w sobie. Kiedy Adaś się urodził, przez długi czas czułam, że świat oczekuje ode mnie czegoś zupełnie innego niż to, co podpowiadała mi intuicja.

– Czego oczekiwał?
Że powinnam się schować, że powinnam żyć cicho, w bezpiecznej bańce, w której nic nas nie zaskoczy. Jakby wychowywanie dziecka z niepełnosprawnością miało niepisany protokół: rezygnacja, ostrożność, pokora wobec losu. Tyle że ja nie potrafiłam odnaleźć się w takim życiu. I dlatego w pewnym momencie zrozumiałam, że jeśli ja sama nie pokażę moim dzieciom, że świat jest dostępny, otwarty, że można wybierać, przemieszczać się, doświadczać i smakować życia, to nikt im tego nie pokaże. Nie dlatego, że inni nie chcą, tylko dlatego, że żyją ograniczeni przez swoje lęki. A mój manifest polega na tym, żeby żyć obok strachu, a nie w nim. Dzisiaj widzę swoją misję bardzo wyraźnie.

TYLKO W VIVIE!: Syn jest jej całym światem, dziś spełnia marzenia w USA. Tylko w VIVIE! Bogna Sworowska opowiada o wielkiej pasji Ivana. Taką drogę wybrał

– Czyli jak?
Chcę pokazywać, że dzieciaki z niepełnosprawnościami nie są „inne”, tylko po prostu mają różne potrzeby. Że mogą podróżować, chodzić do szkoły, mieć normalne życie. Nie idealne, bo perfekcja jest mitem, tylko normalne. A to normalne życie bywa czasem sto razy piękniejsze niż to, które z zewnątrz wygląda „łatwo”. Kiedy wrzucam filmik, na którym Adaś pływa w morzu albo jedzie na rowerze, dostaję wiadomości od rodziców: „Twoja historia dała nam odwagę”. I to jest moment, w którym sukces przestaje być liczbą w Excelu, a staje się tym, co wpływa na czyjś realny dzień, na czyjąś decyzję, na jedną rodzinę, która pierwszy raz od dawna wierzy, że może żyć trochę szerzej niż dotychczas. To jest dla mnie największa nagroda. [...]

– Czym jest więc sukces?
Sukces to fakt, że moje dziecko, które będąc w brzuchu, miało złamania, dziś chodzi po plaży. Sukcesem jest to, że Staś, nasz drugi synek, nie zna swojego brata Adasia tylko z perspektywy szpitalnego łóżka. Sukces to również to, że możemy pół roku mieszkać w Hiszpanii, pół roku w Polsce i w żadnym z tych miejsc nie czuję się gościem, tylko u siebie. A dopiero na końcu, naprawdę na końcu, jest to, że Hollywood Hair rośnie, rozwija się, wchodzi na nowe rynki i powoli staje się marką globalną. To jest piękne, ale nie stanowi podstawy mojego życia. Jego fundamentem jest dom, a firma to architektura, którą na nim buduję.

Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 15 stycznia.

Klaudia Duszyńska, Viva! 1/2026
Klaudia Duszyńska, Viva! 1/2026 Zdjęcia Krzysztof Opaliński
Bogna Sworowska, Viva! 1/2026 okładka
Bogna Sworowska, Viva! 1/2026 okładka Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab
Reklama
Reklama
Reklama