Florence Pugh zmaga się z poważną chorobą. To zmusiło ją do podjęcia ważnej decyzji
Do niedawna ciągle słyszała, że nie nadaje się na gwiazdę. Na aktorkę tak, bo talent ma, ale na gwiazdę jest niewystarczająca. Wypominano, że jest za niska, za mało kobieca, zbyt dziecięcą buzię, no i najlepsze – jest „zbyt pulchna”. Florence Pugh się tym nie przejmowała, tylko robiła swoje. Dziś, w dniu swoich 30. urodzin, może śmiało powiedzieć krytykom – „nie mieliście racji”. I realizować kolejne marzenia, tym razem te o byciu mamą.

O tym, że zostanie aktorką, wiedziała już jako dziecko. A dokładnie od momentu, gdy w wieku 6 lat zagrała Maryję w szkolnych jasełkach. W to, czy jej plan się powiedzie, trochę wątpili jednak jej rodzice. Nie dlatego, że nie dostrzegali jej talentu. Przeciwnie, oboje bardzo uzdolnieni artystycznie, wiedzieli, że mała Florence ma talent. Nie tylko aktorski, ale też muzyczny, który odziedziczyła po swojej mamie.
Do Hollywood na własnych zasadach
Problemem było zdrowie. Florence od urodzenia chorowała na wiotkość tchawicy, przez co miała problemy z oddychaniem, a w najgorszych chwilach wręcz się dusiła. Choroba sprawiła, że państwo Pugh, którzy tuż po urodzeniu Florence wyemigrowali z czwórką dzieci do Hiszpanii postanowili wrócić do Wielkiej Brytanii. Ta wymuszona stanem zdrowia decyzja w przyszłości okazała się zbawienna. W Anglii były większe szanse na to, że Florence zostanie nie tylko wyleczone, ale też dostrzeżona jako aktorka.
Zobacz także: Od mało znanej aktorki do wschodzącej gwiazdy Hollywood. Kim jest Florence Pugh?
Przyszła gwiazda „Małych kobietek” wykorzystała swoją szansę, mając niespełna 18 lat. Wcieliła się wtedy w postać Abbie, uczennicę prestiżowej szkoły dla dziewcząt, w filmie „Upadające” Carol Morley. Być może debiutowałaby kilka lat wcześniej, ale wtedy zamiast o aktorstwie myślała o karierze muzycznej. Wzorem Justina Biebera założyła na YouTube własny kanał, gdzie jako „Flossie Rose” publikowała swoje wykonania popularnych przebojów, a także własne piosenki. Już wtedy chwalono ją za dojrzałość i oryginalność.
To, co cenili widzowie jej kanały i recenzenci debiutanckiego filmu, nie spodobało się w Hollywood. Po premierze upadających zaproponowano jej rolę w serialu „Studio City”. Florence wyjechała do Los Angeles i po raz pierwszy dowiedziała się, że jest niewystarczająca. Że musi schudnąć, zmienić wygląd, dopasować się do hollywoodzkich kanonów urody. Po latach, już jako uznana w Stanach aktorka, stwierdziła w jednym z wywiadów, że to był jedyny moment, gdy żałowała, że została aktorką. Serial „Studio City” nie trafił na ekrany, więc widzowie nie mieli okazji dostrzec jej oryginalności i talentu. A ona nie chciała, by wtłoczono ją w hollywoodzkie matryce. Wróciła do rodzinnej Anglii.

Z Hollywood i tak do niej zadzwonili. I już nie chcieli, by się dostosowywała. Gdy w 2017 roku do kin na całym świecie trafił brytyjski film „Lady M.”, amerykańscy producenci uznali, że ta drobna dziewczyna rozsadza swoim talentem ekran. I po prostu głupotą jest jej nie zatrudniać. Propozycje posypały się jak z rękawa. W 2019 roku Pugh, mając zaledwie 23 lata, zagrała w trzech kinowych hitach – „Na ringu z rodziną”, „Midsommar. W biały dzień” i „Małych kobietkach”. Za rolę w tym ostatnim filmie dostała nominację od Oscara i nagrodę BAFTA. Wróciła do Hollywood na własnych warunkach i wygrała.
Cena za bycie gwiazdą
Dziś Florence od czasu do czasu jeszcze czyta, że jest zbyt niska czy niewystarczająco ładna. Ale to już w mediach społecznościowych. Od producentów i reżyserów filmowych tego nie słyszy. Oni już wiedzą, że największą – poza talentem – zaletą Pugh jest jej autentyczność. Traktują ją jak megagwiazdę i nie pozwalają na dłuższy odpoczynek, bo ciągle mają dla niej nowe propozycje.
Ogromny sukces, jaki osiągnęła, ma jednak swoją ciemną stronę. W jednym z niedawnych wywiadów Pugh przyznała, że przez karierę rozpadały się jej związki, bo nie miała czasu dla swoich partnerów. A gdy się z nimi rozstawała, czuła się samotna, bo nie miała okazji, by pójść na randkę.
Najbardziej bolesne było dla niej rozstanie z Zachem Braffem. Spotykała się z nim przez trzy lata, liczyła na to, że aktor jest tym, z którym założy rodzinę i spełni marzenie o byciu mamą. „To było przerażające rozstanie” – wyznała w jednym z wywiadów.
Po rozstaniu z Braffem aktorka podjęła ważną decyzję – postanowiła zamrozić jajeczka, by móc mieć dzieci, niezależnie od tego, czy znajdzie odpowiedniego kandydata na męża. Skłoniła ją do tego także diagnoza, którą usłyszała trzy lata temu. Lekarze odkryli, że aktorka cierpi na zespół policystycznych jajników, a także endometriozę. Wtedy stało się dla niej jasne, że jeśli będzie czekać kilka lat, aż znajdzie tego jedynego, to może się okazać, że nigdy nie urodzi dziecka.
Być może jednak Florence Pugh nie będzie musiała korzystać z osiągnięć medycyny. Kilka miesięcy temu aktorka wyznała, że znów jest zakochana. Nie chciała ujawnić nazwiska nowego wybranka, ale media szybko ustaliły, że jest nim Finn Cole, brytyjski aktor znany z "Peaky Blinders”. Aktorka nie potwierdziła tych doniesień, stwierdziła jednak, że jej nowa relacja rozwija się powoli, bo zależy jej na tym, by to było „całkowicie prawdziwe uczucie”. Pozostaje nam życzyć, by tak właśnie było, bo to byłby najlepszy prezent na 30. urodziny Florence.