Reklama

W dniu amerykańskiej premiery filmu „Titanic”, Kate Winslet nie pojawiła się na czerwonym dywanie. Zamiast świętować sukces przełomowej produkcji, uczestniczyła w pogrzebie swojego byłego partnera, Stephena Tredre. Jej słowa łamią serce.

Pierwsza miłość Kate Winslet: kim był Stephen Tredre?

Dziewczyna z marzeniami większymi niż scena, na której stawiała pierwsze kroki. Kate Winslet miała zaledwie 15 lat. Była nieśmiała, lecz pełna pasji. To właśnie wtedy, na planie serialu „Dark Season” poznała swoją pierwszą wielką miłość.

Stephen Tredre był aktorem i scenarzystą, starszym od niej o 12 lat. Mimo różnicy wieku, szybko między nimi zaiskrzyło. Narodziło się uczucie, które nie mieściło się w schematach ani definicjach. To była miłość bez czasu, bez oczekiwań. Miłość, która przyszła niespodziewanie, ale zostawiła ślad na całe życie.

Kate Winslet wspominała byłego ukochanego jako osobę, która dawała jej poczucie bezpieczeństwa i bezgraniczne wsparcie. „Czułam się przy nim bezpieczna, dawał mi wsparcie, dostrzegał mnie. Był niezwykle inspirujący, miał w sobie ten niesłabnący zapał do życia”, relacjonowała na łamach „Parade”.

Czytaj też: Gwiazda "Titanica" nagrała świąteczny hit, którego dziś nie znosi. Zaskakujące, co mówi o nim po latach

Kate Winslet, Leonardo DiCaprio
Kate Winslet, Leonardo DiCaprio fot. AKPA

Choroba, rozstanie i silna więź aż do końca

Ich związek trwał pięć lat. W 1995 roku życie boleśnie zweryfikowało ich plany. U Stephena zdiagnozowano raka kości. W obawie, że choroba przyćmi życie młodej aktorki i zatrzyma jej rozwijającą się karierę, Tredre poprosił ją, by odeszła.

Choć rozstali się jako para, ich więź nie osłabła. Regularnie rozmawiali, wspierali się. Dla Kate Winslet był kimś więcej niż tylko byłym chłopakiem. Pozostał jej duchowym partnerem. „Stephen pozwolił mi odejść, spełniając najpiękniejszy i najbardziej przejmujący akt ludzkiej miłości. Kiedy o tym myślę, żałuję, że tak się stało. Żałuję, że nie byłam przy nim do samego końca. Odszedł bardzo szybko, a ja do dziś myślę o tych chwilach”, mówiła w poruszających słowach na łamach „The Telegraph”.

Zobacz też: Syn gwiazdy "Titanica" ma 21 lat, zmienił nazwisko, aby budować karierę. Dziś stawia pierwsze kroki w Hollywood

Kate Winslet, Titanic dramat katastroficzny, USA 1997 reż. James Cameron
Kate Winslet, Titanic dramat katastroficzny, USA 1997 reż. James Cameron fot. AKPA

Kate Winslet nie pojawiła się na premierze „Titanica”. W tym czasie żegnała pierwszą miłość

8 grudnia 1997 roku Stephen Tredre odszedł. Kilka dni później odbyła się amerykańska premiera „Titanica”, filmu, który na zawsze zmienił życie KateWinslet. Ale jej na premierze nie było.

Podczas gdy cała śmietanka Hollywood świętowała sukces filmu Jamesa Camerona, ona brała udział w ostatnim pożegnaniu byłego ukochanego. „To straszne nawet o tym myśleć, ale oczywiście nie mogłam tego opuścić”, powiedziała po latach w podcaście „Happy Sad Confused”.

Nie wszyscy rozumieli jej decyzję. Hollywood nie zna litości dla osobistych dramatów, nawet jeśli rozgrywają się w najciemniejszych zakamarkach duszy. Mówiono jej: „Rozumiemy, to musi być dla ciebie trudny czas, ale czy nie sądzisz, że Stephen chciałby, żebyś była na premierze?”. Kate Winslet nie miała wątpliwości. Jej odpowiedź była prosta, ale poruszająca do głębi: „Nie, na pewno by tego nie chciał. Stephen chciałby, żebym była na jego pogrzebie, i właśnie tam będę”, relacjonowała na łamach „The Guardian”.

Życie po stracie. Kate Winslet szczerze o miłości i żalu

Były chwile, kiedy świat zdawał się walić pod jej stopami, choć dla widzów właśnie wchodziła na szczyt. Kate Winslet, z pozoru silna i opanowana, nosiła w sobie burzę, o której mało kto wiedział. Nie każda rana jest widoczna. A niektóre z nich zostają w sercu na zawsze. Za kulisami sukcesu krył się ból, który nie znał scenariusza. Po latach, w rozmowie dla „Parade”, pełnej szczerości, przyznała: „Patrząc wstecz, widzę, z czym się wtedy mierzyłam. Miałam w sobie dużo bólu i byłam zagubiona”.

Czytaj też: Zaczęło się od oscarowego hitu lat 90., a ich relacja wciąż trwa. Prawda o kultowych aktorach wyszła na jaw

Niektóre miłości nie przemijają. Nie kończą się z ostatnim słowem pożegnania ani z latami. Stephen Tredre był i pozostaje częścią serca Kate Winslet. Tą najczystszą, najdelikatniejszą cząstką wspomnień, które nosi w sobie jak skarb i ciężar zarazem.

Po latach, w poruszającej rozmowie z „The Telegraph”, wypowiedziała słowa: „Mówię o nim, jakbym ciągle go kochała, ale taka właśnie jest prawda. Mam nadzieję, że zawsze będę go kochać. Człowiek nigdy nie godzi się ze śmiercią, może jedynie nauczyć się z nią żyć. Kiedy wspominam tamten czas, nadal ogarnia mnie smutek”.

Kate Winslet, 2024
Kate Winslet, 2024 Steve Granitz/FilmMagic
Reklama
Reklama
Reklama