Ikona polskiego modelingu po 50-tce zaczyna od nowa. Tylko VIVIE! Bogna Sworowska bez tabu o dojrzałości i sile marzeń: "Na początku bardzo się bałam"
Bogna Sworowska, jedna z najpiękniejszych Polek otwiera nowy rozdział. Z odwagą i spokojem mówi o sile, która przychodzi z czasem, o marzeniach, które warto spełniać i o swoim drugim miejscu na Ziemi, w którym czuje się szczęśliwa. W poruszającej rozmowie z VIVĄ! opowiada Beacie Nowickiej o świadomych wyborach, potrzebie spokoju i przyszłości.

Jedna z najpiękniejszych Polek, legenda modelingu, kobieta z krwi i kości. Ma 58 lat i zrobiła w życiu totalną rewolucję. „Nie pamiętamy, że jesteśmy fighterami, dopóki coś się definitywnie nie rozwali”, Bogna Sworowska mówi Beacie Nowickiej. Rozmawiają bez tabu o dojrzałości, miłości, rozczarowaniu, pieniądzach, porażkach. O sile i marzeniach.
Bogna Sworowska w rozmowie z VIVĄ!: o życiowej rewolucji i sile marzeń
– Razem z VIVĄ! otwierasz nowy rok. Nowe rozdanie, nowy rozdział… Nowa Ty?
To zaszczyt, dziękuję za zaproszenie, to fenomenalna przygoda z VIVĄ!, która trwa od wielu lat. To jest rok, w którym domykam i otwieram wiele spraw. Od trzech lat dokonuję głębokich życiowych zmian: od zawodowych po osobiste. To jest interesujący proces. Zmiany polegają na dokonywaniu wyborów, na odwadze i pewności, że są dla mnie właściwe, bez stresu czy strachu: od najmniejszych po największe. Zaczynasz od zdjęcia sztucznych rzęs, usunięcia z życia toksycznych ludzi, a kończysz na kupnie mieszkania poza swoim krajem i powrocie do bycia singielką. Mam 58 lat i zrobiłam totalną wywrotkę. Na początku bardzo się tego bałam. Wszyscy boimy się nieznanego, to instynktowna reakcja na brak kontroli. Nie pamiętamy, że jesteśmy fighterami, dopóki coś się definitywnie nie rozwali. Wtedy zaczynamy dostrzegać nowe perspektywy, bo powstała na to przestrzeń. Każda zmiana prowadzi do czegoś wartościowego. Teraz to wiem. U mnie wszystko zaczęło się od spraw zawodowych.
– Opowiedz o tym.
Hmmm, to bardzo szybko i z powodzeniem zamknięty etap… Szkoda czasu na analizy, rozkminianie, serio. Nie lubię wracać do tego, co dokonane, co wpłynęło na mnie pozytywnie, mimo że przyjemne nie było. Traktuję innych tak, jak sama chciałabym być traktowana. I ta zasada dotyczy zarówno życia osobistego, jak i zawodowego. Lekcja, którą wyniosłam z domu.
– Nie zawsze jest to takie proste…
Owszem. W życiu bywa różnie. Traumy i porażki kształtują. Każde doświadczenie sprawia, że stajemy się mocniejsi. Mądrzejsi. Łapiemy dystans. Zawsze tłumaczę ludzi po drugiej stronie. To dobrze czy źle? Nie wiem. Nie chcę tego oceniać. Pomyślałam: Dobra, pozamiatane. Bach. Zaczynam od nowa. Kupiłam bilet i poleciałam tam, gdzie kocham być. Do Ameryki, która jest moim drugim domem. [...]
– Gdzie jest Twoje amerykańskie gniazdo?
W Chicago, w domu przyjaciółki Ani od 40 lat. Była pierwszą osobą, która trzymała Ivana na rękach. Bardzo mi pomogła. Z jej apartamentu na 23. piętrze roztacza się magiczny widok. Z jednej strony jezioro Michigan, które jest bezkresną otchłanią. Na dole ciągną się parki, Millennium i Lincoln Park z wielkim pomnikiem Lincolna, a za nim ogród zoologiczny, jeden z najpiękniejszych, jakie znam, i bezpłatny. Z kolei z prawej strony dzicz wielkiego miasta, czyli Downtown z symbolicznym John Hancock Tower, który kiedyś był jednym z najwyższych drapaczy chmur świata, a dziś jest średniakiem. Tam bije serce miasta. Kocham ten widok, mój syn również. Potrafimy godzinami siedzieć przy oknie, kontemplując krajobraz i rozmawiając. Albo milcząc. Czasami siadam tam, żeby się wypłakać. Potem wracam do Warszawy wzmocniona. [...]

– No właśnie…
Wyobraź sobie, że w ubiegłe wakacje znów jesteśmy u Ani. Siedzimy dokładnie pod tym samym oknem, przy którym kiedyś płakałam. Tym razem jednak życie dopisało inny scenariusz. Właśnie zakończyłam duży kontrakt, pojawiło się poczucie sprawczości i – co rzadkie – chwila oddechu. Ania spojrzała na mnie bardzo rzeczowo i powiedziała coś w stylu: „Pomyśl o przyszłości. Nie wszystko musi być przyjemnością tu i teraz”. Wspomniała o Chicago, o mieszkaniu, o tym, że czasem warto zrobić krok, który daje poczucie zabezpieczenia. Znała kogoś, kto mógłby nas poprowadzić.
– Zaskoczenie?
Ogromne (śmiech). Czasami mam wrażenie, jakbym obserwowała swoje życie z zewnątrz – jak widz w kinie. Sceny, które długo nie miały sensu, nagle zaczynają się łączyć. To niezwykle ciekawe doświadczenie. Oczywiście odezwały się wszystkie moje obawy: zobowiązania, formalności, odpowiedzialność. Powiedziałam jej wprost, że się boję. A ona spokojnie, bez patosu: „Nie wyprzedzaj zdarzeń. Strach rzadko bywa dobrym doradcą”. I chyba właśnie to mnie przekonało. Nie entuzjazm, tylko spokój. Umówiłam się na rozmowę, bardziej z ciekawości niż z przekonania.
– I…?
Pojawiła się symboliczna oferta – kilka ulic od jeziora, z widokiem, który trudno zapomnieć. Kiedy usłyszałam, gdzie dokładnie się znajduje, pomyślałam: Nie, to zdecydowanie nie dla mnie. A jednak poszliśmy zobaczyć. Wszystko było funkcjonalne, dobrze przemyślane. Fajne mieszkanie z przestrzenią na oddech i światło. Jezioro Michigan, wschód słońca. Pomyślałam: Piękne, ale trzeba znać swoje granice. Zawsze wierzyłam, że w życiu nie da się mieć wszystkiego. Kiedy następnego dnia zadzwonił telefon z informacją, że oferta jest aktualna, poczułam jednocześnie radość i… ogromną odpowiedzialność. Bo takie decyzje nie są o impulsie, tylko o gotowości. O wyjściu poza to, co znane. Ostatnio rzeczywiście coraz częściej wychodzę ze swojej strefy komfortu – w różnych obszarach życia. I widzę, że za tą odwagą idzie coś bardzo ważnego – poczucie bezpieczeństwa. Akt notarialny podpisywaliśmy online, wszystko odbyło się spokojnie, bez pośpiechu. Włączyłam w to także mojego syna – współodpowiedzialnie, partnersko. To dla mnie naturalne, myśleć o przyszłości w sposób mądry, nie samotny. Chciałabym, żeby dojrzałość była czasem spokoju, a nie niepokoju. I wierzę, że na taki spokój można – i warto – wcześniej zapracować.
– Masz jakiś plan na tę dojrzałość?
Mam tak dużo planów, że życia mi chyba nie starczy. Mam plan, żeby supermiło sobie pożyć: pracować intensywnie przez pół roku, a przez kolejne sześć miesięcy podróżować tam, gdzie mnie jeszcze nie było. Kolejny plan lub bardziej projekt, o którym kiedyś ci mówiłam, że moim marzeniem jest zostać mamką dla tygrysków albo gorylków. Wyjeżdżasz na pół roku do schroniska, karmisz, sprzątasz, niańczysz po nocach. Na razie niańczę moje kotki. Gdybym była bardzo bogatą kobietą, zbudowałabym dom opieki dla osób starszych lub chorych i zwierząt. Wierzę, że gdyby ludzie opiekowali się zwierzętami, a zwierzęta ludźmi, wszyscy żyliby dłużej i szczęśliwiej.
Cała rozmowa z Bogną Sworowską do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 15 stycznia.

