Jedna z najpiękniejszych Polek po 30 latach wróciła do modelingu. TYLKO NAM Bogna Sworowska wyznaje: "Kiedy zobaczyłam się na zdjęciach… przeżyłam wstrząs"
Po 30 latach Bogna Sworowska wróciła do modelingu. Jej życie zatoczyło koło. Ikona polskiej mody opowiada o emocjach, jakie towarzyszyły podczas powrotu na plan zdjęciowy, dojrzałości, poczuciu własnej wartości i sile.

Bogna Sworowska wróciła na wybiegi po 30 latach przerwy! Ikona modelingu i jedna z najpiękniejszych Polek opowiada o emocjonalnym powrocie przed obiektyw i sile, jaką daje dojrzałość. „Na pierwszej sesji serce biło mi jak oszalałe. Kiedy zobaczyłam się na zdjęciach… przeżyłam wstrząs. Zaangażowano mnie do tej kampanii, ponieważ klient chciał modelkę doświadczoną, siwą, ze zmarszczkami. Efekt był taki, że patrzyłam na kobietę surowo dojrzałą. Ja nią byłam!”, mówi.
Bogna Sworowska o marzeniach i powrocie do modelingu. Tylko w VIVIE!: "Po 30 latach życie zatoczyło koło"
– „Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na te pierwsze tak długo, że nie widzimy tych drugich”. Wróciłaś do Polski i…
…zaczęłam ewoluować. Patrzeć, co mi życie podsuwa. Dostrzegać możliwości, których będąc w wiecznym pędzie, nie widziałam. Zadzwonili moi koledzy i przyjaciele z Selective, Marcin Cejrowski i Mateusz Rogenbuk: „Bogna, wracaj do modelingu”. Po 30 latach życie zatoczyło koło. Pomyślałam: OK, spróbuję, dlaczego nie? Na pierwszej sesji serce biło mi jak oszalałe. Kiedy zobaczyłam się na zdjęciach… przeżyłam wstrząs. Zaangażowano mnie do tej kampanii, ponieważ klient chciał modelkę doświadczoną, siwą, ze zmarszczkami. Efekt był taki, że patrzyłam na kobietę surowo dojrzałą. Ja nią byłam! Ciężko to zniosłam, nawet się popłakałam. Nie z rozpaczy nad utraconą młodością 20-letniej Bogny, która patrzyła kiedyś z okładek magazynów. Dojrzała nie znaczy brzydka. A ja się sobie nie podobałam. Chciałam zrezygnować. Szefowie agencji nade mną pracowali ze trzy miesiące. Tłumaczyli, szukali argumentów, które pomogłyby mi zaakceptować tę dojrzałą, czasami surowo wyglądającą Bognę. Udało im się, jak widać, wygrały finanse, podróże… i dobrze mi znany modelingowy life style. Mówili na przykład: „Klient płaci za twoje naturalne piękno” (śmiech).
– Ładne!
Prawda? Jestem im ogromnie wdzięczna za wsparcie i że nie odpuścili. Na sesjach zdjęciowych nigdy nie proszę o retusz zmarszczkowy czy uładniający, bo uważam, że najgorszą rzeczą jest idealnie „woskowo” wyglądać na okładce. Retusz to światło, cienie, kontrast, włos na oku czy trzeci podbródek (śmiech). Mam 58 lat, gdybym pozwoliła „zrobić” z siebie 30-latkę, nie lubiłabym tego. Nie chcę tego. Ale jeżeli inna kobieta chce – jej prawo i jej wybór. Niech każdy żyje i wygląda tak, jak chce. Nie oceniam. Nie znoszę określenia „starzeć się z godnością” lub „dobrze wyglądać na swój wiek”. Do cholery, co to właściwie znaczy?! Niech każdy dojrzewa albo „się starzeje”, jak chce! Korzystam z medycyny estetycznej. Jeśli będę chciała, to skorzystam i z chirurgii plastycznej. Czy fakt, że kobieta coś poprawia – bo tego nie lubi – oznacza, że nie starzeje się z godnością? Teraz noszę siwe włosy, bo nie muszę chować swojego wieku pod farbą, ale to mój wybór na teraz. Jeżeli znudzą mi się lub zdecydujemy z agencjami o zmianie koloru, to tak zrobię. Nie reaguję na hejt, nie, bo go nie czytam i nie akceptuję, tyle. Nie boję się ocen, komentarzy, mam to gdzieś. Czuję się wolna! W lutym lecę na pierwszy Fashion Week do Nowego Jorku. Zobaczymy, jak mi pójdzie. W jednym miejscu wychodzi, w innym nie. W Mediolanie miałam tylko castingi. W Londynie dwa udane Fashion Weeks. W Paryżu wciąż jestem troszeczkę za okrągła.
– Żartujesz?
Bynajmniej. Kiedy przyjechałam do Paryża jako 16-latka, usłyszałam, że mam ogromny potencjał, tylko muszę schudnąć 15 kilogramów (śmiech). Teraz mi nie powiedzieli wprost, ile powinnam schudnąć, ale pracy nie dostałam. Myślałam, że skoro mam 58 lat, nie będą wymagali, żebym miała rozmiar 34. A jednak… chyba wymagają. Widziałam dziewczyny w moim wieku, które potem szły w pokazie, były bardzo szczupłe, wręcz anorektyczne. Więc nie biorę tego do siebie. To jest ważne. Kiedyś płakałabym, że jestem brzydka i mnie nie wybrali. Dziś mówię sobie, że jestem piękna, ale mnie nie wybrali, bo coś im nie pasowało. Cokolwiek, na przykład wiek, figura, wzrost… Mają inną koncepcję. Jestem ani stara, ani młoda. Ni pies, ni wydra. Moje ciut starsze, cudowne, utalentowane koleżanki rozwijają piękne kariery. Uważam, że na wszystko w życiu jest czas, ten odpowiedni moment, i wiem jedno: nic nie jest przypadkowe. Spokojnie czekam i… jestem wdzięczna. Każdego dnia dziękuję za to, że obudziłam się zdrowa, moja rodzina i bliscy też są w formie. Że jestem szczęściarą, bo mam tak wspaniałych ludzi wokół siebie. Cieszę się z tego! Przysięgam ci, nie przesadzam.

– Znam Cię, wierzę.
Zobacz, jeżeli będę zdrowa, to mam przed sobą 20 lat, żeby zwiedzać świat, cieszyć się życiem, poznać miłość of my life. Co mogę zrobić, żeby tak było? Sport, dobra dieta, regularne badania – zachęcam do tego wszystkie dziewczyny. To moja misja. Chcę się dzielić swoim doświadczeniem, wiedzą. Chcę pomagać. Włączam się w różne akcje, kampanie. Teraz to menopauza, która nie jest końcem świata, tylko nowym początkiem. Kiedyś – in vitro. Pałeczkę przejęła Małgosia Rozenek i inne młodsze koleżanki, ale ja byłam jedną z pierwszych, które mówiły o in vitro głośno. Dwadzieścia jeden lat temu był to akt odwagi. Na mnie i moje dziecko wylała się lawina błota, ale uważam, że było warto. Mam swój głos i moim obowiązkiem jest wykorzystać go w słusznej sprawie. Dziewczyny, myślcie o sobie, dbajcie o siebie.
– Dbajcie o swoją niezależność finansową. Powtarzam to mojej córce. Pracujesz od 15. roku życia. Czym jest dla Ciebie luksus?
Na każdym etapie życia luksus miał inne oblicza. Gdy jesteś młoda, luksusem jest posiadanie tego, czego nie miałaś. Dorastałam w komunistycznej rzeczywistości. Mieszkaliśmy w bloku, żyliśmy skromnie, mama prowadziła zeszyt wydatków. Pieniądze i uroda nie są najważniejsze – tak mnie wychowano. Liczyły się skromność, zasady i edukacja. Swetry robiłam na drutach, ciuchy szyłam, materiały farbowałam. W wieku 17 lat pojechałam do Włoch, gdzie odkryłam wielki świat, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Zachłysnęłam się nim. Jak zaczarowana chodziłam po ulicach Mediolanu, a potem Paryża i oglądałam wystawy. Przez szybę podziwiałam zjawiskowe sukienki, torebki, buty i moherowe sweterki na guziczki. Godzinami przesiadywałam w kawiarni nad filiżanką herbaty – gdy było mnie na nią stać – i patrzyłam na obłędnie ubrane Włoszki czy Francuzki. Obserwowałam, jak się poruszają, zachowują, noszą. Pragnęłam być taka, jak one, i mieć to, co one. To była najważniejsza lekcja stylu. Wszystkie pieniądze, jakie zarobiłam za pierwszą reklamę…
TYLKO W VIVIE!: Zaczęło się przypadkiem. Dziś są dyrektorami legendarnego teatru – tylko w VIVIE historia duetu Malajkat i Hycnar
– Zgaduję… wydałaś na ciuchy?
Przysłowiowa chanelka była spełnieniem marzeń – tak o tym myślałam. Gdy kilka lat później poleciałam do Ameryki, byłam już rozsądniejsza. Raz w tygodniu wysyłałam do Polski paczki z żywnością i ubraniami. Nikomu o tym nie mówiłam, ale kiedy nie było pracy w modelingu, pracowałam jako hostessa w restauracjach. Przyjaciele z Nowego Jorku uczyli mnie zarządzać pieniędzmi. Mówili: „Pamiętaj, nawet gdy zarabiasz mało, jedną trzecią odkładaj”. Do dziś żyję z tego, co mi zostaje po opłaceniu rachunków, pracowników, podatków. Dopiero wtedy patrzę, ile mam. Dużo? Mało? Średnio? Potrafię żyć z malutkich pieniędzy, średnich i dużych. Umiem cieszyć się każdym drobiazgiem. Myślę, że przez połowę życia zaspokajałam materialne potrzeby i nie oceniam tego. Przez lata byłam największym krytykiem samej siebie. Wystarczy. Potem zaczęłam myśleć o inwestycjach, podróżach. O zabezpieczaniu przyszłości. Dziś największym luksusem jest czas wolny, wspaniali ludzie obok i podróże.
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 15 stycznia.

