Reklama

Jego charakterystyczny głos zna w Polsce każdy. Niski, chropowaty, niepodrabialny. Jest symbolem nie tylko Lady Pank, ale jednym z najlepszych wokali polskiego rocka. Janusz Panasewicz śpiewa tak, że piosenki mają ogień i ogromny ładunek emocji. Emocji nie brakowało też w jego życiu, bo słynny "Panas" niemal od początku swojej kariery zachowywał się tak, jakby jego mottem było słynne hasło "Sex, drugs i rock and roll". Wielokrotnie drogo za to płacił.

Janusz Panasewicz, chłopak z Mazur, od młodości był zadziorny

Janusz, a właściwie Jan Panasewicz, urodził się 1956 roku w Lipsku. Pochodzi z muzykalnej rodziny - jego mama śpiewała w chórze, ojciec - na co dzień wicenaczelnik poczty - grał na wielu instrumentach. Przyszły wokalista Lady Pank dorastał w Olecku, dzisiaj ma w tym mieście swoją ławeczkę. W młodości nie miał na siebie pomysłu, więc za radą rodziny po podstawówce zaczął naukę w Zespole Szkół Budowlano-Geodezyjnych w Białymstoku. Nudził się tam, ale na szczęście chodził też do szkoły muzycznej. „Muzyka była dla mnie przestrzenią wolności. Tam mogłem być sobą”, wspominał po latach.

Zobacz także: Mały błąd, wielka historia. Ten nieśmiertelny hit lat 80. odmienił losy kultowej formacji

Już jako nastolatek śpiewał w różnych zespołach. Ale że już wtedy był niepokorny, to stale pakował się w tarapaty. Pierwsze poważne kłopoty przyszły, gdy odmówił służby wojskowej. W latach 70. było to poważne przestępstwo. Janusz Panasewicz został za to skazany na rok więzienia. Po odsiadce ostatecznie trafił do wojska. Miał jednak sporo szczęścia, bo armia doceniła jego talent muzyczny. I tak "Panas" w czasie odbywania służby został chórzystą w wojskowym zespole „Desant”. Długo w nim jednak nie śpiewał. Gdy odmówił występu na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, został wyrzucony z „Desantu” i karnie przeniesiony do jednostki pancernej w Sanoku .

Jan zmienia się w Janusza i zostaje wokalistą Lady Pank

Nie wiadomo, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie poznał wybitnego autora tekstów Andrzeja Mogielnickiego. To on skontaktował go z gitarzystą Janem Borysewiczem. I tak w 1982 roku zaczęła się życiowa przygoda Panasewicza z „Lady Pank”. Pierwszy przebój, który śpiewał, to "Mała Lady Pank". Piosenka miała w sobie taki żywioł, tyle energii, że natychmiast podbiła serca słuchaczy, wrażenie robił niegrzeczny wtedy tekst o dziewczynie, która żyje od koncertu do koncertu swojego idola - gitarzysty. Już wtedy wiadomo było, że zespół napędzany talentem kompozytorskim Borysewicza i wyrazistym wokalem Panasewicza, ma przed sobą wielką przyszłość. Wiedział to sam "Panas", dlatego postanowił zmienić imię - z Jan na Janusz. Zrobił to po to, by nie mylono go z Borysewiczem.

Jako frontman „Lady Pank” stał się jedną z największych ikon lat 80. Zadziorny, niepokorny, żyjący na własnych warunkach. Jego wygląd – ironiczny uśmiech, ciemne okulary i skórzana kurtka – był niemal synonimem „bad boya”, który jednocześnie potrafił wrażliwie śpiewać o miłości i życiowych rozterkach. W latach 80. i 90. Panasewicz uchodził za skandalistę. Alkohol, ostre wypowiedzi, życie na wysokich obrotach — to wszystko budowało jego legendę. Czasem bywał porównywany do Micka Jaggera. Nie tyle przez styl muzyczny, ale jak ktoś napisał pod względem scenicznej charyzmy, pewności siebie i rock’n’rollowej bezczelności.

Czytaj też: Janusz Panasewicz: od prawdziwego rockandrollowca do spokojnego abstynenta

Czasem jednak przekraczał granice, jak wtedy, kiedy rzucił w fankę butelką, był wulgarny czy wyszedł na scenę „niedysponowany”. Sam wspominał: „Wiadomo, że zdarzały się różne skandale. Bo jak masz dwadzieścia parę lat, grasz setki koncertów, masz pieniądze i sądzisz, że wszystko ci wolno, a pod hotelem widzisz tysiąc panienek, to... powiedzmy, że nie do końca wiesz, co się z tobą dzieje. Po pierwsze, jednak myśmy tych skandali nie generowali, tak jak to teraz robią młodsi muzycy, tylko wszystko się działo spontanicznie i naturalnie”.

Kobiety do niego lgnęły, ale nie były w stanie z nim wytrzymać

Choć Panasewicz zawsze starał się chronić swoje życie prywatne, to od plotek na jego temat aż huczało. Jedna z najpopularniejszych głosiła, że wokalista miał w Stanach nieślubne dziecko. Źródłem tej pogłoski był fakt, że Janusz Panasewicz na początku lat 90. mieszkał w Chicago. Chodził wtedy do klubu Chicago 21, gdzie poznał piękną barmankę Karolinę. To z nią miał się doczekać dziecka. Ale muzyk nigdy nie potwierdził tych pogłosek.

Jako wokalista obrywał też za kontrowersje wokół twórczości zespołu. To on musiał się tłumaczyć ze skandalu, jaki wywołała piosenka „Na co komu dziś”. Fragment tekstu - "Chciałem być sobą/ Nad wielką wodą/ Na czekoladę poczułem chęć/ Była namiętna, bardzo nieletnia/ I dobrze znała refrenu sens” - jakiś czas temu w jednej ze stacji radiowych uznano za promowanie p*dofilli. Zespól wydał oświadczenie, w którym tłumaczył, że piosenka pochodzi sprzed ponad 26 lat i jest literacką fikcją.

Teksty piosenek Lady Pank, które opowiadają o skomplikowanych relacjach z kobietami, fani często utożsamiali z Panasewiczem. Wokalista słynął bowiem z romansów. To między innymi przez nie rozpadło się jego pierwsze małżeństwo z Bogusławą Ossowską. Panasewicz ożenił się w 1980 roku, tuż przed rozpoczęciem kariery, wziął ślub z Bogusławą Ossowską. W tym samym roku urodził mu się syn Wojciech. Po latach muzyk przyznał, że nie był wtedy gotowy na rolę męża i ojca. Dla dziecka i żony nie miał czasu, bo rzadko bywał w domu. Nie potrafił znaleźć równowagi między sceną, karierą, rolą idola a domowym życiem. "Kiedy urodził się Wojtek, miałem 20 lat i wtedy z tym swoim tacierzyństwem nie radziłem sobie wzorowo. Graliśmy non stop, nie było nas miesiącami", zwierzał się po latach w jednym z wywiadów.

Janusz Panasewicz na planie teledysku do piosenki "Fabryka małp", 1984 r.
Janusz Panasewicz na planie teledysku do piosenki "Fabryka małp", 1984 r. Fot. PAP/Jan Kaliszczuk

Zobacz także: Nie był idealnym przykładem dla pierwszego syna. Gdy w wieku 50 lat został ojcem bliźniąt, przewartościował całe życie

Ewa, kobieta dla której zmienił wszystko

Po wielu latach kontrowersyjnych decyzji, używek oraz intensywnych imprez Janusz Panasewicz powiedział sobie: stop. Wszystko to zawdzięcza kobiecie, która pewnego dnia pojawiła się w jego życiu. Ewa Smolarczyk pracowała m.in., w wytwórni „Sony Music”, znała rynek muzyczny i wiele gwiazd. To ona pomogła "Panasowi" wyjść na prostą. Wniosła spokój do jego burzliwego życia. A on dla niej to życie totalnie przewartościował. "To z nią przetrwałem krytyczne dwa lata, po których rozpadał się każdy mój związek" — podkreślał muzyk. Para każdego dnia udowadnia, że łączy ich piękne i silne uczucie. U boku drugiej żony Janusz Panasewicz odkrył uroki rodzinnego życia. W 2007 roku został znowu ojcem. Choć wokalista przyznawał, że bał się późnego ojcostwa, odnalazł się w tej roli. Dzisiaj bliźniacy Bruno i Julian są już pełnoletni. Pewnie nie pójdą w ślady „Panasa”, choć Bruno odziedziczył po ojcu pasję do piłki nożnej.

Zobacz także: Dla niej odstawił alkohol i narkotyki. Wychowują dwójkę dzieci. Historia Janusza Panasewicza i Ewy Smolarczyk

Niegdysiejszy skandalista polubił domowe życie. „Jestem gosposią, sprzątaczką, wszystko. Dlatego czasami jak wyjeżdżam sobie na weekend grać, to te rzeczy mnie omijają, ale wracam w niedzielę i od poniedziałku do weekendu mam co robić… Ale jest okej, ja się do tego przyzwyczaiłem”, mówił niedawno w rozmowie z Agnieszką Woźniak- Starak i Gabi Drzewiecką. W innym wywiadzie wyznał, że jest absolutnym abstynentem i dobrze się z tym czuje, bo po odstawieniu alkoholu odzyskał energię i na koncertach nie dostaje zadyszki. Na emeryturę się nie wybiera. Wciąż chce nagrywać i koncertować. „Rock’n’roll to nie wiek. To stan ducha”, podkreślał w jednym z wywiadów. Z okazji okrągłych urodzin życzymy jubilatowi zdrowia, nowych przebojów i wielu wspaniałych występów!

Janusz Panasewicz podczas zdjęć do teledysku do utworu "Kryzysowa narzeczona"
Janusz Panasewicz podczas zdjęć do teledysku do utworu "Kryzysowa narzeczona" Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski
Reklama
Reklama
Reklama