Kafka w Pradze: Śladami jego lęków, pasji i nieoczywistych inspiracji
Praga to miasto kamieni i mgły, gotyckich wież i surowego piękna. Franz Kafka pisał: „Praga nie wypuszcza. Ani nas, ani nikogo innego. To mała matka ze szponami”. Podążając dziś jego śladami, odkrywamy te „szpony”, tkwiące w bruku Starego Miasta. Pięknie to zilustrował najnowszy film Agnieszki Holland „Franz Kafka”.

- Elżbieta Pawełek
Naszą wędrówkę zaczynamy na placu Franza Kafki (Náměstí Franze Kafky 3, dawnej ulicy Mikołaja), gdzie przyszedł na świat pisarz, który nigdy nie uwierzył w swój geniusz. W narożnym domu, którego fasada jest wierną repliką pierwotnego budynku, wciąż czuć ciężar historii. Kafka urodził 3 lipca w 1883 roku w zamożnej, ale surowej żydowskiej rodzinie mówiącej po niemiecku. Ta potrójna tożsamość – Żyd, Niemiec, Czech – stała się źródłem ciągłego napięcia, które przepełniło jego prozę.
Dom pod zegarem astronomicznym
Wyobraźmy sobie małego Franza, spoglądającego z okna na zgiełk placu. Może już wtedy czuł się obco, jak intruz w świecie władczego ojca Hermanna. Postać ojca, uosabiająca twardą, pragmatyczną siłę, stanowiła jądro Kafkowskiego lęku. Hermann Kafka, handlarz galanterią, imponujący już samą barczystą postawą, pragnął syna mężczyzny, a otrzymał neurotycznego artystę. Franz przez całe życie znajdował się w jego cieniu. W rodzinie ojca byli „istni kolosi”. Dziadek, jak się chwalono, potrafił unieść z ziemi worek mąki w zębach. Franz, wiotki jak osika, nie mógł mu dorównać. W dzieciństwie musiał czuć się bardzo samotny. Przeżył śmierć swoich dwóch braci, trzy młodsze siostry od niego stroniły. Nawet matka, cicha i łagodna, spędzająca całe dnie w sklepie hurtowym męża, nie mogła dać mu oparcia.
Rodzina Kafki często się przeprowadzała, ale jeden adres wydaje się kluczowy: Dom pod Minutą (Dům U Minuty) w jednej z zamożniejszych dzielnic Pragi na Rynku Staromiejskim, tłumnie odwiedzanym przez turystów. Jest to najstarszy historyczny plac w centrum miasta, którego początki sięgają X wieku. I to tutaj, mieszkając pod oknami słynnego zegara astronomicznego (Orloja), Franz spędził wczesną młodość. Kiedy dziś spacerujemy wokół Domu pod Minutą, zastanawiamy się, czy mechaniczne, nieubłagane bicie czasu Orloja nie stało się dla pisarza metaforą bezdusznego świata i przeznaczenia.

Z Rynku Mięsnego do Pałacu Kinskich
Franz nienawidził szkoły, do której każdego dnia prowadziła go ich chuda kucharka o spiczastym nosie, mała i bardzo energiczna. Co rano ciągnęła za sobą opornego ucznia, więc z szacunku dla niego pójdźmy i tą drogą. „Szło się najpierw przez Rynek, potem przez ulicę Tyńską, potem przez rodzaj sklepionej bramy, ulicą Rzeźniczą w dół do Rynku Mięsnego, przy którym mieściła się szkoła”, wspominał Kafka w „Dziennikach”. I zawsze było to samo. Kucharka straszyła go, że powie nauczycielom, jaki był niegrzeczny, krnąbrny i nieużyty w domu. Gdzieś koło wylotu ulicy Rzeźniczej lęk przed groźbą brał górę. Franz stawał i prosił o przebaczenie, w końcu nie chciał iść dalej, czepiał się bram sklepowych
i narożnych kamienic. Na kościele Świętego Jakuba biła już ósma, słychać było dzwonki szkolne, więc zaczynał biec, bo najbardziej ze wszystkich rzeczy na świecie bał się spóźnienia. Ciągle jednak myślał: Powie czy nie powie? No i nie powiedziała.
Stąd już niedaleko do Pałacu Kinskich. Mimo ogromnego strachu i niewiary w siebie Franz ukończył niemiecką szkołę podstawową i dostał się do Gimnazjum Staromiejskiego, najsurowszego w mieście, mieszczącego się w tym pałacu (dziś jest tam muzeum sztuki). Paskudne gimnazjum, w którym Franz miał spędzić kolejne lata, było czymś pomiędzy klasztorem i poprawczakiem. Ulubionym przedmiotem Kafki stała się geografia, a w ramach zajęć sportowych – wiosłowanie po Wełtawie, które sprawiało mu taką frajdę, że kupił sobie łódź. Wyobraźmy sobie szczęśliwego Franza sunącego własną łodzią po rzece. W ciągu roku przerósł wszystkich chłopców w klasie, mając 15 lat, mierzył ponad 180 centymetrów wzrostu. Ubolewał jednak nad swoim wyglądem, obwiniając za to źle uszyte ubrania. „Chodziłem zgarbiony, z wykrzywionymi łopatkami, zakłopotanymi rękami, bałem się luster, gdyż ukazywały mnie w nieuniknionej, jak sądziłem, brzydocie”, wspominał.
Café Arco i Café Louvre
Wraz z wiekiem ucieczkę od duszącej atmosfery rodzinnego domu i nudnych studiów (filozofię zamienił na chemię, a potem na prawo) znajdował w miejscach tętniących intelektualnym życiem – słynnych praskich kawiarniach. Dla młodego Franza były prawdziwymi uniwersytetami i azylami. Do jego ulubionych należały Café Arco, niestety zamknięto ją wiele lat temu, i elegancka Café Louvre. Do regularnych gości obu kawiarni w czasach Kafki należała większość praskiej elity, aktorzy, malarze, niemieckojęzyczni pisarze żydowscy i nie mniejszy kontyngent Czechów. W tych zadymionych i głośnych od rozmów lokalach, przy filiżance kawy Franz spotykał wielu intelektualistów i Maxa Broda, wiernego przyjaciela, który pierwszy odkrył jego geniusz. Z dala od zaborczego ojca Kafka czuł się na tyle wolny, by dyskutować o literaturze i filozofii. W towarzystwie znikał jego smutek, Franz tryskał werwą i żartował. „Zarażał nas śmiechem. Był cudownie pomocnym przyjacielem. Tylko wobec siebie był bezradny i bezsilny”, wspominał Brod.
Kafka próbował pogodzić pisanie z uciążliwą pracą w firmie ubezpieczeniowej Assicurazioni Generali. Nie szukajmy jej w mieście, ślad po niej zaginął. Za malutką pensję 80 koron spędzał w biurze po dziewięć godzin dziennie: „Idę złą drogą. Skończę jak ten pies”, napisał do przyjaciela. Choć nienawidził biurokratycznej machiny, był bardzo lubiany i wyróżniał się wzorową obowiązkowością. Nie starczało jednak czasu na twórczość. „Niepiszący pisarz to potwór ocierający się o obłęd”, wyznał w „Dziennikach”. Ale pisanie to zejście do piekieł, uwalnianie duchów, wszystko, co dzieje się tam w dole. „Być może istnieją różne sposoby pisania, ale ja znam tylko ten – w nocy, gdy strach nie daje mi zasnąć…”.
W labiryntach Muzeum Franza Kafki
W magicznych alejkach Starego Miasta, zwłaszcza we mgle unoszącej się nad Wełtawą, czuć kafkowski niepokój. Urok i mroczne fatum, które spowiło jego życie, towarzyszy nam, gdy przekraczamy próg Muzeum Franza Kafki w urokliwym budynku przy ulicy Cihelná. Muzeum nie jest typową biograficzną wystawą z przeszklonymi gablotami. Już na samym dziedzińcu wita nas ruchoma rzeźba Davida Černego pod tytułem „Sikający” (Proudy), przedstawiająca dwóch mężczyzn oddających mocz do basenu w kształcie mapy Czech. To pierwszy, mocny akcent, który mówi: Nie będzie tu łatwo, będzie ironia i prowokacja.
Wnętrze ekspozycji to podróż w głąb umysłu pisarza, a nie chronologiczna wędrówka. Całość podzielona jest tematycznie i skupia się na dwóch kluczowych miłościach i jednocześnie zmorach Kafki: Pradze i jego ojcu. Pierwsza część, „Przestrzeń egzystencjalna” jest labiryntem ciemnych korytarzy, oklejonych pożółkłymi fragmentami Kafkowskich rękopisów, listów i fotografii. Nie ma tu jasnego światła, słychać za to zniekształcone dźwięki miasta, szelest papieru, szmery. To celowy zabieg, byśmy poczuli się jak zagubiony bohater „Procesu”. Osaczony, szukający sensu w chaosie.
Druga część pod tytułem „Wewnętrzny świat” jest bardziej intymna, choć wciąż pełna napięcia. Skupia się na relacjach Kafki z ojcem i pokazuje kopię jego słynnego „Listu do ojca”, będącego druzgocącym rozrachunkiem z autorytarnym rodzicem. Jednak najbardziej wstrząsającą instalacją jest pokój, w którym na ścianach wyświetlane są słowa krytyki i rozczarowania, jakie ojciec kierował do syna. Słowa krążą, pulsują, symbolizując ciągłą, niewidzialną presję. Obok stoi prosty, ascetyczny stół, przypominający ten, przy którym Kafka pisał. Książki leżą w stosach, a ich karty są częściowo spalone lub potargane, jakby dopiero co wyszły z jakiegoś niewytłumaczalnego „procesu”. Przez chwilę możemy poczuć się jak zdezorientowany bohater „Przemiany”. Obcy i nieuchronnie osamotniony w sercu wielkiego miasta. Warto tu przyjść też po to, by na chwilę zgubić się w labiryncie „Zamku”.
Złota Uliczka i wirujący lęk
Ale serce Kafkowskiej ucieczki bije w innym miejscu: na Złotej Uliczce (Zlatá ulička) na Hradczanach. Pod koniec 1916 roku schorowany już Kafka, szukający ciszy, wynajął domek numer 22 u swojej najmłodszej siostry Otylii. Stojące tu malutkie, bajkowo kolorowe domki, które dziś wyglądają jak tło pocztówki, w zimie i w nocy były niemal odcięte od świata. Kafka w nowym lokum musiał schylać głowę, by nie uderzyć o sufit, ale przeżył tu jeden z najbardziej twórczych okresów. Pracował nad opowiadaniem „Lekarz wiejski”, intensywnie pisał listy. Paradoksalnie ciasne mieszkanko dawało mu większą swobodę twórczą. Mimo bliskości ogromnego Zamku Praskiego, którego gotyckie wieże i monumentalne mury symbolizowały nieosiągalny, wrogi zamek z jego powieści, Franz czuł się tam wolny od praskiej biurokracji i zgiełku. Krążąc wokół katedry Świętego Wita na Hradczanach, czujemy majestatyczny, przytłaczający bezmiar władzy – idealne tło nieprzeniknionej machiny sprawiedliwości w jego powieściach.
Ostatnie symboliczne przystanki to dwa pomniki. Pierwszy, postmodernistyczny pomnik Kafki na pograniczu Starego Miasta, autorstwa Jaroslava Róny, przedstawia pisarza siedzącego na barkach wielkiego, pustego garnituru. Róna chciał w ten sposób oddać ducha noweli „Opis walki” – kafkowską ucieczkę od świata, poczucie bycia niesionym przez coś niezrozumiałego i obcego. Drugi to obrotowa głowa Franza Kafki (Davida Černego) przy centrum handlowym Quadrio. Składa się z 42 błyszczących paneli, obracających się nieustannie i deformujących wizerunek pisarza. To wizualizacja jego udręczonego umysłu, ciągłego lęku i wewnętrznego rozdarcia – wieczny, wirujący koszmar Józefa K.
Pożegnanie
Straszna inflacyjna zima 1923 roku okazała się dla Kafki ostatnią. Według Broda to ona zabiła pisarza. Franz mieszkał wówczas w Berlinie z Dorą Diamant, 20-letnią dziewczyną z żydowskiej chasydzkiej rodziny, która opuściła Polskę, nie mogąc znieść ciasnoty tradycji. Żyli w wielkiej biedzie, Franz był już chory. Marzyli, że kiedy wyzdrowieje, wyjadą do Palestyny i wynajmą jakąś restauracyjkę – Dora świetnie gotowała. Ciężko chory Franz wrócił jednak do Pragi pod skrzydła rodziny, wprawdzie przymuszony do tego przez przyjaciół, ale i tak uznał to za swoją klęskę i zniweczenie rojeń o samodzielności. W wiedeńskiej klinice, gdzie spędził ostatnie tygodnie, postawiono diagnozę – postępująca gruźlica krtani, nieoperowalna. Z trudem mówił, lubił patrzeć, jak inni piją wodę długimi haustami, na co sam nie mógł sobie pozwolić. „Niech pan nie odchodzi”, powiedział któregoś dnia do swojego doktora. „Wcale nie odchodzę”, odparł lekarz. „Ale ja odchodzę”, odparł Franz ciężkim głosem. Zmarł 3 czerwca 1924 roku, zwłoki przewieziono do Pragi w metalowej trumnie.
Kończymy wędrówkę na Nowym Cmentarzu Żydowskim (Nový židovský hřbitov) na Olšanach. Grób Kafki jest prosty, oznaczony jasnym surowym kamieniem z dyskretnym napisem, obok grobu jego rodziców. W tej oazie spokoju, z dala od turystycznego zgiełku, wreszcie zdaje się panować cisza.
Jeszcze przed śmiercią Kafka poprosił swojego przyjaciela Maxa Broda o spalenie wszystkich swoich niepublikowanych rękopisów. Brod, wiedząc, że świat straci bezcenne dzieła, nie uszanował tej woli. Dzięki temu mamy „Proces”, „Zamek” i „Amerykę”. Praga, która nigdy nie wypuściła go za życia, nie wypuściła go również po śmierci. To miasto stało się labiryntem lęków i niezrozumienia odczuwanego przez całe życie. Nie tylko inspirowało jego dzieła, było też ich nieświadomym, kamiennym współautorem. Gotyckie uliczki, stare mury i biurokratyczny chłód są wciąż takie, jak w Pradze Kafki – „małą matką ze szponami”, czekającą na kolejnych zagubionych przechodniów.
