Reklama

Kasia Adamik wspomina dzieciństwo w Paryżu, opowiada o kulisach pracy nad filmem „Zima pod znakiem Wrony” oraz zdradza, jak wygląda dziś jej relacja z Olgą Chajdas.

Dzieciństwo w kinie: Paryż, wolność i brak telefonów

[...]

Gdy dorastałaś, czytałaś Kafkę na pewno.

Czytałam oczywiście „Proces”, w szkole we Francji rozmawialiśmy o Kafce, ale ja nie byłam uformowana przez literaturę jak moja mama, która cały czas czytała książki. Ja oglądałam filmy, jestem bardziej wizualna.

Miałaś inne dzieciństwo niż ona.

Paryż, kina paryskie. Uważam Paryż za najlepsze miejsce na świecie do oglądania filmów w kinie. Tam jest tyle małych salek i tyle dużych, i tyle offowych filmów. A kin najwięcej w przeliczeniu na mieszkańca, poza Bombajem chyba. Wymarzone miejsce mojego dzieciństwa. Mogłam chodzić na dziesiątki filmów tygodniowo w przestrzeni 500 metrów.

Agnieszka nie bała się o Twoje bezpieczeństwo.

Matka zawsze trochę się boi. Nie było wtedy komórek. Gdy się spóźniałam, ogromnie ją to denerwowało. Dla mnie jednak moje dzieciństwo było szczęśliwe, nie chciałabym innego. I cieszę się, że się jeszcze załapałam na czasy takiej kompletnej wolności.

Teraz nie puściłabyś dziecka samego, żeby chodziło sobie po Paryżu… A czego byś chciała dla siebie tak prywatnie, pomijając pracę?

Bardzo lubię robić różne rzeczy poza pracą. Lubię filmy, muzea, wakacje, plaże, bardzo lubię podróżować. Właśnie byłam na Martynice, gdzie w grudniu mieliśmy 30 stopni i można było chodzić w klapkach. Lubię zwiedzać te miejsca z przyjaciółmi, a zwłaszcza upalne miejsca, w których jeszcze nigdy nie byłam, bo nie miałam na to czasu.

CZYTAJ TEŻ: Tylko w VIVA!. Kasia Adamik o tym, jak wygląda jej relacja z ojcem. Długo był w cieniu Agnieszki Holland

Kasia Adamik, VIVA! 2/2026.
Kasia Adamik, VIVA! 2/2026. Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters

„Zima pod znakiem Wrony”. Ekranizacja książki Tokarczuk po 12 latach pracy

Denerwujesz się przed premierą swojego kolejnego filmu?

Nie. Nakręciliśmy go już dwa lata temu, miał już swoją premierę na festiwalu w Toronto. Pokazywaliśmy go w San Sebastian i w Rzymie, a teraz na Camerimage.

Trudny był do zrealizowania?

Tak, z różnych powodów, nie tylko finansowych. Mieliśmy bardzo mało czasu na przygotowanie, bo aktorka grająca główną rolę miała inne zobowiązania. (To Brytyjka Leslie Mann. Z Polaków grają między innymi Zosia Wichłacz i Andrzej Konopka. Zresztą już nie pierwszy raz razem). Akcja dzieje się w 1981 roku, czyli film historyczny i trudności związane z odtworzeniem tej epoki już w nieistniejącej dziś Warszawie. „Zima pod znakiem Wrony” to adaptacja krótkiej nowelki Olgi Tokarczuk „Profesor Andrews w Warszawie”. Nowelka zachwyciła mnie lata temu, przy pierwszym czytaniu, długo przed tym, zanim chciałam ją przenieść na ekran, miałam wrażenie, że opowiada o moim własnym doświadczeniu stanu wojennego albo raczej moich wspomnieniach tego okresu. I potem spotkałam fajną scenarzystkę, która miała pomysł, jak z tak krótkiej formy napisać scenariusz filmu fabularnego. Pracowałyśmy nad tym 12 lat. No i się udało – film nakręcony.

Masz w życiu dużo szczęścia.

Bo tylko 12 lat to robiłyśmy (śmiech)? Wolałabym, żeby to były cztery lata, a nie kilkanaście.

Mówiąc o szczęściu, miałam na myśli, że stworzyła Cię Agnieszka Holland do spółki z Laco Adamikiem.

Mogło być gorzej, prawda?

Mogło być dużo gorzej. A teraz robisz naprawdę świetne filmy. Wspomniana już „Absentia” bije rekordy powodzenia.

Super prezent pod choinkę. Ten serial zyskał drugie życie. Zrobiłabym jakieś placuszki, żeby to uczcić, ale właśnie wróciłam z Torunia i nie zdążyłam nic kupić do lodówki. Muszę więc coś zamówić, bo mam gości.

Zaprosiłaś Olgę Chajdas, swoją byłą wieloletnią partnerkę życiową i zawodową?

Z Olgą przez tyle lat współpracowałyśmy przy filmach czy serialach, które reżyserowałyśmy, że miałyśmy codzienny kontakt i dalej będziemy siebie wspierać. I teraz, kiedy jestem w Warszawie, też się widujemy. Najważniejsze to sobie ufać, wzajemnie siebie rozumieć. I nigdy się w swoim towarzystwie nie nudzić.

Rozmawiała: KRYSTYNA PYTLAKOWSKA. Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!.

CZYTAJ TEŻ: Tylko w VIVIE!: Monika Olejnik powstrzymała rodziców przed rozwodem. Tak udowodniła swoją sprawczość

Kasia Adamik, VIVA! 2/2026.
Kasia Adamik, VIVA! 2/2026. Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters
Reklama
Reklama
Reklama