Reklama

Kasia Adamik opowiedziała Krystynie Pytlakowskiej o kulisach pracy reżysera, relacjach z aktorami i ekipą filmową oraz o najnowszym projekcie „Zima pod znakiem Wrony”, którego premiera odbędzie się 20 lutego.

Kasia Adamik o kulisach pracy reżysera. Wizja, samotność i odpowiedzialność

Nie chcę wracać do tego, o czym już rozmawiałyśmy w poprzednich wywiadach. Do tematu LGBT choćby…

Zawsze szukasz w ludziach czegoś nowego?

I aktualnego. Wiem, że 20 lutego jest polska premiera Twojego nowego filmu „Zima pod znakiem Wrony”. Nie od tego jednak zacznijmy. Czy reżyser na planie zawsze jest samotny? Czy Ty czujesz się samotna?

Tak. Jestem oczywiście otoczona ekipą, ci ludzie pracują ze mną i dają z siebie wszystko, ale nie noszą całego ciężaru odpowiedzialności za to, co robimy. To praca reżysera tak zainspirować ekipę, żeby wszyscy robili ten sam film, żeby wykreowali rzeczywistość filmową spójną, idealnie taką, jaką reżyser ma w głowie. Inaczej się wszystko rozłazi. Ważne, byśmy dążyli w tym samym kierunku, żebyśmy rozumieli wizję i wiedzieli, o czym i jak chcemy opowiedzieć.

A aktorzy? Oni też mają swoją wizję i próbują narzucać ją reżyserowi.

Aktorzy to co innego. Muszą się utożsamić z postaciami, które grają, i obnażyć się przed kamerą, jeśli chcą dotknąć jakiejś prawdy. I nie mówię tutaj o obnażaniu ciała, tylko duszy. To współpraca bardziej symbiotyczna. Reżyser nie może powiedzieć aktorowi, jak ma zagrać, musi tylko otoczyć go opieką, stworzyć warunki po to, żeby zagrał dobrze.

Ale Ty przecież masz swoją wizję bohatera.

Oczywiście wcześniej są rozmowy, próbujemy razem z aktorem wymyślić tego bohatera. Ale jak już aktor wejdzie w postać, będzie więcej wiedział o tym bohaterze niż reżyser. A ja muszę dać mu tylko poczucie bezpieczeństwa, by wydobył z siebie wszystko, co najlepsze. Jeżeli jednak pracujesz z ekipą, która ma kompletnie inną wizję filmu niż ty, to znaczy, że coś się nie udało. Jeżeli ludzie, z którymi pracujemy, nie rozumieją, jaki film robimy, wina zawsze stoi po stronie reżysera, bo nie umiał swojej wizji zakomunikować.

Bywało tak u Ciebie?

Nie, ale zdarzają się sytuacje, kiedy się z kimś nie rozumiemy.

I wtedy odchodzi aktor czy reżyser?

Aktor nie może odejść, ale można wymienić członków ekipy. Kilka razy mi się to zdarzyło. To kwestia chemii, a nie umiejętności czy talentu. Trudno to wytłumaczyć, ale z kręceniem filmu jest tak jak z graniem jazzu. Albo muzycy się rozumieją i jam wychodzi fantastyczny, albo się nie dogadują i nie ma muzyki, jazzu, nie ma nic.

A jak się pracowało przy „Pokocie”? To jeden z filmów, który robiłaś razem z mamą, Agnieszką Holland.

Pracowałam właściwie przy wszystkich filmach Agnieszki. Chyba tylko przy dwóch nie miałam żadnej funkcji. Nie pracowałam przy „Franzu Kafce” i przy „Obywatelu Jonesie”. Ale byłam wtedy zajęta swoimi projektami. Praca była wymagająca, ale też bardzo ciekawa. Z Agnieszką ufamy sobie i to jest bardzo inspirująca współpraca.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Tylko w VIVA!. Kasia Adamik o tym, jak wygląda jej relacja z ojcem. Długo był w cieniu Agnieszki Holland

Kasia Adamik, VIVA! 2/2026.
Kasia Adamik, VIVA! 2/2026. Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters

Sukces „Absentii” i filmowa współpraca z Agnieszką Holland

Jestem pod wrażeniem serialu „Absentia” na Netflixie, w którym wyreżyserowałaś kilka odcinków w drugim i trzecim sezonie.

To są dawne czasy, bo „Absentię” zaczęli kręcić osiem lat temu. Seriale reżyseruje się inaczej niż filmy. Z jednej strony łatwiej, ale z drugiej trudnej. Przy „Absentii” przejęłam serial, którego świat już był wymyślony. Trzeba było wejść w już istniejącą stylistykę, stworzoną przez reżysera, który zaczynał pracę nad tym serialem. Weszłam na końcówkę drugiego sezonu, ale ten świat mi bardzo odpowiadał i w trzecim sezonie przejęłam już większą część odcinków. Nie byłabym w stanie wyreżyserować 10, bo to bardzo wyczerpujące i bałam się, że będzie trudno zachować jakiś oryginalny styl każdego odcinka. Kręci się przy takim „bloku” wszystkie sceny ze wszystkich odcinków naraz, pomieszane według obiektów. Masakra. Przy normalnej amerykańskiej pracy serialowej każdy sezon dzieli się na kilka bloków reżyserskich, to się reżyseruje po dwa albo trzy odcinki i jest to bardziej do ogarnięcia, i każdy reżyser stara się, aby odcinki były spójne, ale też dać coś od siebie. Nie mylić z rywalizacją, bo wszystkim zależy, żeby serial był jak najlepszy.

Kiedy wyświetlono „Absentię” na Amazon Prime, odniosła średni sukces. Ale teraz na Netflixie serial otrzymał drugie życie.

Tak, odniósł ogromny sukces na całym świecie. Był przez pewien czas na drugim miejscu globalnie na Netflixie.

Obejrzałaś go teraz ponownie?

Nie, zerknęłam tylko, jak prezentuje się na Netflixie. I doszłam do wniosku, że bardzo ładnie.

Ja oglądałam go po premierze „Franza Kafki” i od razu połączyłam Ciebie i Twoją mamę w jeden geniusz.

Była to naprawdę wyjątkowo podniecająca i kreatywna praca, jaka nie zawsze zdarza się przy serialach, kiedy wszyscy tak zwani executive producers, scenarzyści i główna gwiazda są otwarci na poszukiwania jak najlepszej formy przekazu. Co zrobić, żeby scena miała większe napięcie, co zmienić, żeby akcja szybciej się toczyła… Pamiętam, że siedzieliśmy wieczorami w hotelu i wymyślaliśmy cały następny dzień, taka żywa, fajna dyskusja. Świetnie nam się pracowało i bardzo się podczas tej współpracy zaprzyjaźniliśmy. Było mało czasu, dużo trudnych scen, ogromny wysiłek.

A nie wypalenie?

Nie, tu chodzi o takie fizyczne zmęczenie.

[...]

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska. Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!.

CZYTAJ TEŻ: Tylko w VIVIE!: Monika Olejnik powstrzymała rodziców przed rozwodem. Tak udowodniła swoją sprawczość

Kasia Adamik, VIVA! 2/2026.
Kasia Adamik, VIVA! 2/2026. Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters
Reklama
Reklama
Reklama