Reklama

Joanna Kulig nie przestaje zaskakiwać. Choć zdobyła międzynarodowe uznanie i bywała na najważniejszych czerwonych dywanach świata, dziś mówi jasno: jej dom, rytm życia i zawodowe serce są w Polsce. W lutowym numerze magazynu Zwierciadło aktorka w szczerej rozmowie z Grażyną Torbicką wraca do swoich korzeni – dosłownie i emocjonalnie. Opowiada o pracy na Górnym Śląsku, odnajdywaniu balansu między Hollywood a Warszawą, oraz o rosnącej tęsknocie za muzyką, która wciąż odgrywa w jej życiu ważną rolę.

Joanna Kulig o pracy nad najnowszym serialem

Joanna Kulig wzięła udział w zdjęciach do serialu „Ołowiane dzieci" kręconego na Górnym Śląsku – w miejscu, którego wcześniej właściwie nie znała. „Bardzo dobrze czułam się na Śląsku, choć wcześniej go prawie nie znałam. Byłam w Katowicach zaledwie parę razy: egzamin na wydział jazzu, koncerty – i tyle. Zdjęcia dały mi możliwość zaglądania do opuszczonych fabryk, familoków, miejsc, które jeszcze istnieją. To bardzo pomogło w kreowaniu postaci. Duża część ekipy była stamtąd: kierowcy, wielu aktorów, dzieci – naturszczyki. Maciek jest ze Śląska, więc opowiadał mi różne historie”, przyznaje.

Grażyna Torbicka, która pochodzi ze Śląska, dodaje: „Ja jestem Ślązaczką, mój tata był inżynierem górnictwa, pracował w kopalni. Znam ten etos pracy i rodzinności – rodzina jest fundamentem. Kobieta trzyma dom, mężczyzna idzie na szychtę, czyli do pracy w kopalni. W waszej historii mamy hutę, ale mechanizm jest podobny. Twoja bohaterka wie, że jeśli przekona kobiety do ochrony dzieci, to jest nadzieja – mężczyzn trudniej przekonać”, opowiada.

CZYTAJ TEŻ: Ulubienica Polaków w Tańcu z Gwiazdami? Od plotek aż huczy, fani przecierają oczy ze zdumienia

Joanna Kulig, VIVA! wrzesień 2014
Joanna Kulig, VIVA! wrzesień 2014 Zuzanna Krajewska

Joanna Kulig o życiu między Polską, a USA

Artystka wspomina ostatnie lata jako czas przełomowy, kiedy na nowo uczyła się Warszawy i próbowała zdefiniować, czym dla niej jest „dom”. „To był ciekawy moment adaptacji do Warszawy, takiego zakorzeniania się. Warszawa długo mi się kojarzyła tylko z pracą. Mieszkałam 11 lat w Krakowie, potem przez siedem lat byłam w Warszawie w trybie „przelotowym” – czyli głównie plany filmowe. Poznawałam miasto przez plenery: PKP Powiśle, różne obiekty filmowe. Potem przyszedł okres „Zimnej wojny” – kampania oscarowa, a równolegle bycie mamą. Później pandemia, zdjęcia z Rebeccą Miller, Cannes, nasz wywiad – i wreszcie powolna próba poukładania sobie życia: gdzie chcę mieszkać, jak ułożyć pracę i rodzinę, ten słynny work-life balance”, opowiada.

Wbrew temu, co mogło się wydawać, ulubienica publiczności nigdy nie wyemigrowała na stałe do Stanów Zjednoczonych. „Moją relację z USA dzielę na trzy etapy. Pierwszy to „Zimna wojna” – wielki sukces, czerwone dywany, agenci. Drugi to wyjazd rodzinno-zawodowy – lato, dziecko w przedszkolu w Nowym Jorku, takie półzamieszkanie. Trzeci to film Keatona – już czysto zawodowe zadanie. I to właśnie on uświadomił mi, że moja baza jest tutaj, w Warszawie. To uporządkowało mi w głowie granicę między pracą a życiem wewnętrznym. Te światy przestały się ze sobą kłócić”, zwierzyła się Grażynie Torbickiej.

Joanna Kulig coraz częściej o zajęciu się produkcją kreatywną filmu, choć wyżej w jej hierarchii jest muzyka. „Ta myśl wraca. Ale równocześnie czuję, że bardzo chcę rozwinąć przestrzeń muzyczną. To trochę zaniedbana część mnie. Nie mówię „nie” produkcji – zwłaszcza wyszukiwaniu i tworzeniu projektów – ale widzę, że to wymaga zbudowania zespołu kreatywnych ludzi, znalezienia właściwych scenarzystów, współautorów. Na razie te drzwi są uchylone, ale jeszcze nie są otwarte na oścież”, wyznaje.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Netflix pokazuje siłę polskiego kina. Kulig i Kulesza w poruszającej opowieści inspirowanej faktami

Joanna Kulig, VIVA! wrzesień 2014
Joanna Kulig, VIVA! wrzesień 2014 Zuzanna Krajewska

Authors

Reklama
Reklama
Reklama