Reklama

Każdy początkujący aktor marzy o tym, by dostać się do jakiegoś popularnego serialu. To daje rozpoznawalność, która może przełożyć się na kolejne propozycje. Karolina Muszalak to marzenie spełniła w 2000 roku, gdy zaproponowano jej rolę Angeliki Tracz w serialu „Plebania”. Miała wtedy 26 lat, a w dorobku trochę występów na scenie Operetki Wrocławskiej, w której zaczęła pracować jeszcze w trakcie studiów na PWST we Wrocławiu.

"Plebania" dała jej popularność. Po odejściu z serialu całkiem zniknęła

Decyzja o przeprowadzce do Warszawy szybko pozwoliła jej rozwinąć skrzydła. Muszalak zatrudniła się Teatrze Nowym, a później w Teatrze Komedia i dostawała role w bijących rekordy popularności spektaklach, w tym słynnym "Chicago". Upomniała się o nią też telewizja, co zaowocowało rolą w filmie "Życie jak poker" i serialu "13. posterunek 2".

Zobacz także: Włodzimierz Matuszak grał księdza w „Plebanii”. Swoją miłość poznał na planie serialu

Ale prawdziwym skokiem w karierze był wspomniany już serial „Plebania”. Widzowie ją polubili, a nawet trzymali za nią kciuki, bo grała rolę żony bezwzględnego i perfidnego biznesmena Janusza Tracza. Na planie produkcji TVP aktorka wytrzymała jednak tylko trzy lata. Odeszła, bo – jak wyjaśniła potem w wywiadzie dla "Super Expressu" – scenarzyści ignorowali jej prośbo o to, by trochę rozwinąć jej postać. „Coraz trudniej znosiłam to, że moja bohaterka nie zmienia się i potrafi tylko rozpaczać. Było to także wyzwanie coraz mniej ciekawe aktorsko. Odchodzę bez żalu" – powiedziała.

Aktorka miała wtedy bardzo jasny cel – zawalczyć o inne propozycje, które pozwolą jej się rozwijać i pokazać pełne spektrum talentu. Tyle że nikt się do niej z takimi rolami nie zgłosił. Nie, nie zapomniano o niej. Producenci i reżyserzy wciąż się do niej odzywali. Muszalak dostała rolę w serialu "Camera Café", przez trzy lata pracowała na planie "Pierwszej miłości”, pojawiła się też w serialach "Barwy szczęścia", „Pierwsza miłość”, "Ojciec Mateusz" i "Prawo Agaty". Do tego doszło kilka filmów, w tym taki hit jak "Nie kłam kochanie". Pracę wciąż miała, tyle że wszystkie oferowane jej role to były epizody bądź postaci drugo- i trzecioplanowe. Żadna z tych produkcji nie popchnęła jej kariery do przodu, żadna nie przełożyła się na zainteresowanie reżyserów czy producentów. Przeciwnie, kilka lat temu Karolina Muszalak całkowicie zniknęła z ekranów.

Czytaj również: Widzowie pokochali go jako Romusia z „Plebanii”. Zmarł w dramatycznych okolicznościach na oczach synów

Mężczyźni, którzy nie dali jej szczęścia

Przeprowadzka do Warszawy była dla niej nie tylko szansą na rozwój kariery. Wiele wskazywało na to, że aktorka znajdzie tu miłość. Przez dłuższy czas była widywana u boku Olafa Lubaszenki, a plotkarskie media donosiły, że przy młodej wrocławiance aktor znalazł ukojenie po rozstaniu z Katarzyną Groniec. Ich relacja nie trwała jednak długo. Karolina Muszalak chciała stabilizacji, a Lubaszenko – doświadczony niedawnym zawodem miłosnym – nie był gotów na poważne deklaracje.

Zobacz także: Ich uczucie rodziło się powoli, z dala od blasku fleszy. Niewielu pamięta o tej relacji

Jeszcze krócej trwał też jej związek z gwiazdorem serialu „Na Wspólnej". Zaczęli się spotykać w 2005 roku, byli nawet razem na długich wakacjach na Kubie. "Byliśmy nad morzem, trochę leżeliśmy na plaży, ale dużo też zwiedzaliśmy. Pojechaliśmy do Hawany, paliliśmy cygara" – opowiadał potem Robert Kudelski. Kolejnych wakacji już jednak nie było, bo związek Muszalak i Kudelskiego nie wytrzymał próby czasu.

Karolina Muszalak i Robert Kudelski
Karolina Muszalak i Robert Kudelski fot. Niemiec/AKPA

Aktorka wyciągnęła wnioski z tych porażek miłosnych i nie wiązała się już z aktorami. Od pewnego czasu posługuje się podwójnym nazwiskiem Karolina Muszalak-Buława, co oznacza, że wyszła za mąż. Kim jest jej ukochany, tego nie ujawniła. Jak wyznała w jednym z wywiadów, nauczyła się chronić swoją prywatność i nie chce już opowiadać w mediach o swoim życiu.

Olaf Lubaszenko i Karolina Muszalak, 2002
Olaf Lubaszenko i Karolina Muszalak, 2002 fot. Proñczyk/AKPA

Na aktorstwie świat się nie kończy

Choć gra mało, wciąż ma ambicję, by jeszcze błysnąć talentem. „Marzę o tym, żeby wcielić się kiedyś w księcia Myszkina, bo jest to postać, która bardzo mi odpowiada pod względem psychologicznym. Chciałabym też, aby ktoś dostrzegł we mnie potencjał do zagrania silnej... baby. Takiej, jak Lady Makbet - krwawej, ostrej, zdecydowanej” – wyznała w wywiadzie dla „Echo Dnia”.

Czytaj również: Widzowie zapamiętali ją jako Kasię z „Plebanii”. Jak dziś wygląda życie Weroniki Parys?

Jest jednak pogodzona z tym, że takie propozycje mogą nigdy nie przyjść. Nie uzależnia swojego życia od tego, czy zadzwoni do niej jakiś reżyser z przełomową dla jej kariery propozycją: "Ciągle jeszcze patrzę na świat przez różowe okulary, bo nie chcę się zestarzeć... w środku, nie chcę zgorzknieć, nie chcę stracić optymizmu. Nie ma we mnie ogromnego ciśnienia, żeby za wszelką cenę do końca życia być aktorką" – powiedziała w tym samym wywiadzie.

W oczekiwaniu na rolę Lady Makbet aktorka zajmuje się dubbingiem. Jej głos mogli usłyszeć widzowie, którzy oglądali popularne produkcje "Monster High", "My Little Pony: Przyjaźń to magia”, "Violetta" czy "Legion samobójców". Ale powtarza, że na aktorstwie świat się nie kończy, a od kariery ważniejsze jest to, by być szczęśliwym. Karolina Muszalak – jak się zdaje – to szczęście znalazła.

Reklama
Reklama
Reklama