Reklama

Podziw, różnice charakterów i wspólna odpowiedzialność za scenę, na której nic nie może być dziełem przypadku. Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar w rozmowie z Beatą Nowicką mówią o tym, czego nauczyli się od siebie nawzajem, jak patrzą na reakcje publiczności i dlaczego widz – choć najważniejszy – nie może dyktować warunków. To rozmowa o zaufaniu, konsekwencji i spokojnym budowaniu teatru, który nie ulega chwilowym emocjom, ale myśli długofalowo – także o najmłodszych odbiorcach.

Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar: wywiad dla magazynu VIVA!

– Nauczyliście się czegoś od siebie nawzajem?

Marcin: Mogę powiedzieć, co nas różni i co podziwiam. Dyrektor Wojtek ma wyjątkową umiejętność polegającą na tym, że gdy trzeba coś zrobić, załatwia to niezwłocznie. Kiedy mówię: „Mamy taki a taki problem”, pyta: „Do kogo mam zadzwonić w tej sprawie?”. I ten telefon zostaje wykonany od razu. Mimo że obaj jesteśmy Koziorożcami, nie posiadam takiej łatwości w załatwianiu spraw. A dyrektor działa jak torpeda.

Wojciech: Ja z kolei przyglądam się z podziwem, bo wiem, że dla mnie jest to nieosiągalne, jak dyrektor Marcin pierwszy raz w historii Teatru Współczesnego potrafi ułożyć harmonogram przedstawień na pół roku do przodu. Za tym idzie skomplikowana praca pod tytułem zmiana dekoracji. Ludzie robią ją w nocy, muszą potem mieć ustawowe 11 godzin przerwy. On to wszystko ma w małym palcu i ja wiem, że nie będzie żadnych wpadek, żadnych roszczeń, nie przyjdą ludzie i nie powiedzą: „Pracowaliśmy 10 nocy z rzędu”. To jest niemożliwe w umyśle tego gościa, który siedzi obok nas. Marcin: Bardzo miło słyszeć, ale muszę zaznaczyć, że mam też swoich podwładnych i współpracowników z innych działów, którzy umożliwiają takie planowanie. Koordynatorka pracy artystycznej, kierownik techniczny, kierownik sceny to ludzie, którzy z dużym wysiłkiem pracują na ten sukces.

Zobacz też: Zaczęło się przypadkiem. Dziś są dyrektorami legendarnego teatru – tylko w VIVIE historia duetu Malajkat i Hycnar

Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar, Viva! 1/2026
Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar, Viva! 1/2026 Zdjęcia RAFAŁ MASŁOW

– Wchodzicie, Panowie, czasami na widownię podglądnąć reakcję publiczności. Podoba się czy nie podoba?

Wojciech: To też jest wpisane w ryzyko zawodowe. Wszystkim się nie będzie podobało.

Marcin: Kiedy postanowiłem studiować aktorstwo, moja mama półżartem, półserio powiedziała: „Synku, gdybyś rzucał oszczepem, zmierzyliby, ile rzuciłeś, i byłoby wiadomo, czy jesteś najlepszy, czy nie”. W sztuce jednym się podoba, drugim nie. Ludzie z tego samego przedstawienia potrafią wyjść zachwyceni i rozczarowani. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Wojciech: Trzeba znaleźć to optimum, które sprawi, że większości będzie się podobać.

Marcin: I tak się staramy robić. Chętnie podglądamy reakcje publiczności, szczególnie na początku, kiedy po raz pierwszy konfrontujemy nasze przedstawienia z widzami, ale też nie ulegamy tym reakcjom ani w jedną, ani w drugą stronę. To znaczy, jeśli ktoś jest niezadowolony, nas to nie zbija z pantałyku i nie tracimy rezonu. A jeśli komuś bardzo się podoba, przyjmujemy to z radością, nie przywiązując jednak do tego przesadnej wagi, żeby nie obrosnąć w piórka.

Wojciech: Uczę się cały czas, tak samo jak moje studentki i studentów, że widownia nie może nam dyktować warunków. My jesteśmy od tego. Czyli, jeśli się nie podoba, to nie możemy tego zmieniać, żeby się podobało. A jeśli się podoba, to też nie możemy robić wszystkiego, żeby podobało się jeszcze bardziej. My mamy panować nad tym, co się dzieje na widowni. Widzowie nie przychodzą do teatru po to, żeby nas reżyserować. Dodam, że mamy frekwencję na poziomie 90 procent, co jest naprawdę imponujące.

Marcin: Cieszymy się, że widz, który do tego teatru chadzał, nadal do niego przychodzi, a ten, który nie chadzał, coraz częściej się pojawia.

Wojciech: Mamy plany i ambicje, żeby otworzyć teatr dla najmłodszego widza. I to też będzie historyczne wydarzenie w Teatrze Współczesnym, bo tu nie było przedstawień familijnych, czyli dla dzieci i dla rodziców z dziećmi.

Marcin: Chcielibyśmy przyzwyczajać do tego, że od małego można przychodzić do Teatru Współczesnego.

TYLKO U NAS: Rozstała się z długoletnim partnerem, ale jej serce wciąż bije nadzieją! Tylko VIVIE! Bogna Sworowska wyznaje: "Myślę, że nowa miłość przede mną"

Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 15 stycznia.

Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar, Viva! 1/2026
Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar, Viva! 1/2026 Zdjęcia RAFAŁ MASŁOW
Reklama
Reklama
Reklama