Reklama

Był taki czas, gdy ulice polskich miast się wyludniały, bo w telewizji puszczano kolejny odcinek serialu "MASH". To właśnie ta produkcja sprawiła, że Alan Alda jest dziś popularny niemal na całym świecie. Grał w niej przez 11 sezonów oddanego pacjentom i zabawnego chirurga, czyli Benjamina "Sokole Oko" Pierce'a. Serial opowiadał o codziennym życiu lekarzy, pielęgniarek i wojskowych szpitala polowego Mobil Army Surgical Hospital (stąd tytuł "MASH") podczas wojny w Korei w latach 50. XX wieku.

Czytaj także: Od aktora do prezydenta. Tak przeciętny chłopak z Hollywood stał się legendą Ameryki. Niewiarygodna historia Reagana

Bohater, którego tam zagrał, ma wiele cech Aldy. On też jest dowcipny, pogodny i nawet w najtrudniejszych momentach stara się podtrzymywać innych na duchu. Nie zgadza się tylko jedno. Serialowy "Sokole Oko" jest niepoprawnym kobieciarzem. A Alda od 69 lat żyje z tą samą kobietą, co jak na standardy hollywoodzkie jest raczej wyjątkowe. I podkreśla, że Arlene jest miłością jego życia. Szczęśliwy człowiek? Owszem. Ale nie zawsze tak było. Aktor, który kończy właśnie 90 lat, ma w życiorysie wiele mrocznych momentów.

Jako chłopiec czuł, że nie ma "prawdziwej matki". Po latach zrozumiał, jak go kochała

Alan Alda urodził się jako Alphons Joseph D’Abruzzo 28 stycznia 1936 roku, na Manhattanie. Jego ojciec, włoski aktor i piosenkarz Alfonso Giuseppe Giovanni Roberto D'Abruzzo, zmienił imię i nazwisko na Robert Alda. Mama, królowa piękności Joan Browne, miała irlandzkie korzenie. Kiedy Alan był dzieckiem, rodzina dużo podróżowała po kraju - mieszkali tam, gdzie ojciec chłopca miał akurat pracę. To odbiło się na stanie zdrowia przyszłego aktora, który często chorował. Gorsza była jednak choroba jego mamy. Dopiero po latach Alda wyznał, że zdiagnozowano u niej schizofrenię. "Studiowałem w Paryżu, tata kręcił serial w Amsterdamie, a mama biegała nago po korytarzu w hotelu i waliła do drzwi", wspominał. Napady choroby miały czasem dramatyczne skutki. "Mama pierwszy raz spróbowała dźgnąć tatę, dopiero kiedy miałem sześć lat, ale musiała przejawiać jakieś objawy dziwności już wcześniej", pisał Alda w swoich wspomnieniach "Never Have Your Dog Stuffed".

W 2022 roku w jednym z wywiadów wspominał: „Była chora od kiedy się urodziłem. Długo byłem wściekły, bo nie wiedziałem, dlaczego tak się zachowywała i czułem, że nie mam prawdziwej matki. Kiedy patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że nawet tak chora, bardzo mnie kochała i wyrażała to w jedyny sposób, jaki mogła. Pomimo faktu, że często mówiła mi, że próbuję ją zabić. Dostawałem dużo mieszanych sygnałów, ale zanim zmarła, rozumiałem wszystko dużo lepiej. Zadałem sobie dużo trudu, by jej ostatnie dni, były możliwie jak najbardziej komfortowe”.

Straszliwa diagnoza i walka o sprawność

Ponieważ Alda we wszystkim próbuje widzieć dobre strony, często podkreślał, że choroba mamy rozwinęła w nim zmysł obserwacji – musiał odróżniać fikcję od rzeczywistości. Nauczył się wtedy także improwizowania, szybkiej reakcji na zaskakujące zdarzenia. "Byłem świadomy, że muszę ją ciągle obserwować. Kiedy coś mi mówiła, musiałem ustalić, czy to było rzeczywiste, czy dotyczyło tylko jej świata. Wskazywała na przykład na pęknięcie w ścianie i mówiła, że są tam aparaty, którymi robią nam zdjęcia", wspominał.

Czytaj też: Choroba odebrała mu pasję i normalne życie, rodzina jest jego największym wsparciem. Tak wygląda dziś życie Bruce'a Willisa

Jego samego też nie ominęła ciężka choroba. Kiedy miał siedem lat, zdiagnozowano u niego polio. Lekarze wyciągnęli go z tego. W ramach rehabilitacji zalecono mu m.in. drakońskie treningi pływackie. Pływał po siedem godzin dziennie i odzyskał pełną sprawność. Dziś się śmieje, że choć nie stał się dzięki temu olimpijczykiem czy świetnym pływakiem, to wyrobił w sobie dużą wytrwałość i dyscyplinę.

W dzieciństwie przydarzało mu się sporo niezwyczajnych historii. W swoich pamiętnikach wspominał, jak rozpaczał po odejściu ukochanego psa. Ojciec, widząc to kazał wypchać zwierzaka, co małego Alana wprawiło w przerażenie. Nauczył się wówczas, że lepiej godzić się na rzeczy takimi jakie są, niż za wszelką cenę próbować zmieniać bieg życia. Alan Alda skończył szkoły katolickie, od lat przedstawia się jednak, jako człowiek niewierzący. Studiował anglistykę, uzyskał licencjat ze sztuk pięknych. Dobrze znał zawód aktora, bo występował z ojcem. Własną karierę zaczął w występów w rewiach, w latach 50. Potem były role teatralne, między innymi na Broadway' u, za które dostawał nagrody.

Chciał odrzucić rolę, która uczyniła go sławnym i bogatym

Sława przyszła w 1972 roku wraz z rolą kapitana Benjamina „Hawkeye’a” Pierce’a w serialu "MASH". Na początku Alda chciał odrzucić tę propozycję. Wiedział, że będzie musiał spędzić dużo czasu bez rodziny. A w 1972 roku miał już żonę i był ojcem trójki dzieci. "Powiedziałem do swojej żony, Arlene: Nie mogę w tym zagrać, bo będą kręcić w Kalifornii, a my żyjemy w New Jersey. Kto wie, to może potrwać cały rok". Jednak ostatecznie rolę przyjął i zagrał w prawie każdym odcinku od 1972 roku do 1983 roku. Szybko zdobył popularność i już na początku lat 80. był najlepiej opłacanym aktorem w amerykańskiej telewizji, brał ponad 5 milionów dolarów za sezon.

Zobacz także: Był o krok od śmierci. Al Pacino wyznał, że "umarł" na moment i ujawnił, co zobaczył po drugiej stronie

Serial, osadzony w realiach wojny koreańskiej, był czymś więcej niż komedią – łączył humor z dramatem, pokazując absurd i okrucieństwo wojny. „Hawkeye” był błyskotliwy, ironiczny, pełen zasad i współczucia. Ale granie mu nie wystarczało. Pisał też scenariusze i reżyserował. W 1981 roku zagrał główną rolę w głośnym filmie "Cztery pory roku", o trzech nierozłącznych parach, które spędzają razem każde wakacje, aż do momentu, gdy jedna z nich pojawia się w nowym układzie. To było jego dzieło - napisał do tego filmu scenariusz i go wyreżyserował.

Mimo ogromnej popularności serialu "MASH" Alda nie dał się zaszufladkować jako specjalista od jednej roli. Grał w filmach Woody’ego Allena („Tajemnica morderstwa na Manhattanie” i „Wszyscy mówią: kocham Cię”) oraz takich hitach, jak „Most szpiegów” Stevena Spielberga czy „Aviator” Martina Scorsese. W wywiadzie dla "Guardiana" szczególnie dobrze wspominał tego drugiego reżysera. Podkreślał jego pozytywne nastawienie: „Wszystko, co miał do powiedzenia, było pełne pochwał. »To było świetne, co zrobiłeś! Może następnym razem spróbuj czegoś więcej, ale po prostu świetne!«. Później okazuje się, że wcale mu się nie podobało to, co zrobiłeś! To bardzo miły facet”.

Pracę z Martinem Scorsese aktor wspomina dobrze z jeszcze jednego powodu. Za drugoplanową rolę w jego "Aviatorze" dostał jedyną w swoim życiu nominację do Oscara. Tej nagrody nie zdobył, ale innych cennych statuetek ma mnóstwo, w tym tak prestiżowe, jak Emmy, Złote Globy i BAFTA.

Kadr z serialu "MASH"
Kadr z serialu "MASH" Fot. 20th Century Fox Television/Courtesy Everett Collection/East News

Aktor, który pokochał naukę i... Marię Skłodowską-Curie

Aktorstwo nie jest jego jedyną pasją. Alda od młodości interesował się nauką. A gdy już zgromadził pokaźny majątek, założył „Alan Alda Center for Communicating Science”, by pomagać naukowcom mówić o swojej pracy w sposób zrozumiały i jasny. Od 2018 roku prowadził także podcast "Clear +Vivid". Nagrał 350 odcinków, w których rozmawiał z wieloma fascynującymi rozmówcami, w tym guru AI Jaronem Lanierem, Paulem McCartneyem, członkami obsady serialu "MASH", astrofizykiem Mario Livio i Michaelem J. Foxem. Ten ostatni opowiadał o tym, jak wygląda jego codzienne życie z chorobą Parkinsona.

Pod koniec każdego odcinka "Clear +Vivid" aktor zadawał swoim gościom siedem pytań. Jedno dotyczyło zawsze tego, czy jest ktoś, kogo nie mogą zrozumieć, z kim nie są w stanie się porozumieć? Komunikacja i dążenie do empatii zawsze były w centrum jego pracy. Dla Alana Aldy to nie tylko temat rozmów, ale życiowa zasada. Jego filmy i role często opowiadają o relacjach, o ludziach, którzy próbują się nawzajem zrozumieć – nawet wtedy, gdy się kłócą.

Zobacz także: Robert Redford kilka lat temu przeżył rodzinny dramat. Nigdy nie chciał o tym mówić. Teraz prawda ujrzała światło dzienne

Zainteresowanie nauką sprawiło, że Alan Alda w 2011 roku napisał sztukę "Radiance: The Passion of Marie Curie" ("Promieniowanie: Pasja Marii Curie-Skłodowskiej"). "Zaintrygowało mnie, że jej życie ma w sobie tyle z dramatu. Ale tym, co sprawiło, że ciągle jestem jej ciekaw i pracowałem nad sztuką przez cztery lata, było to, że nie pozwalała, by cokolwiek ją powstrzymało. Im więcej się o niej uczę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, z czym musiała się zmagać. Stała się moją bohaterką", tłumaczył w rozmowie ze "Smithsonian Magazin”. I dodawał: "Nie tylko nie chcieli jej dać pierwszego Nobla. Kiedy już zmienili zdanie i ją nagrodzili razem z Pierrem Curie i Henrim Becquerlem, nie pozwolili jej wejść na scenę, by mogła odebrać nagrodę. Musiała siedzieć na widowni, kiedy Pierre przyjmował odznaczenie w imieniu ich obojga. Trudno w to uwierzyć", podkreślał. Sztuka została wystawiona w 2011 roku w Nowym Jorku, a główną bohaterkę zagrała znana aktorka Maggie Gyllenhaal. Alda był chwalony za to, że tym tekstem przybliżył nie tylko postać polskiej badaczki, ale też pokazał, jak ciężka była walka o prawa kobiet. Czym też zyskał ich sympatię.

Małżeństwo jak z marzenia

Kobietom najbardziej jednak imponuje to, że Alda jest stały w uczuciach, co w przypadku hollywoodzkich aktorów jest niezwykle rzadkie. To główny powód, dla w przeprowadzonym w latach 90. sondażu amerykańskie kobiety uznały go za jednego z „trzech idealnych mężczyzn” – tuż za Jezusem i Mahatmą Gandhim. On swoją pierwszą i jedyną żonę poślubił w 1957 roku. Miał wtedy zaledwie 21 lat, ale wiedział, że Arlene Weiss, zawodowa klarnecistka, to ta jedyna. Zwrócił na nią uwagę na przyjęciu, śmiała się z jego żartów i zjedli razem ciasto rumowe, które wcześniej upadło na podłogę. Nikt z gości nie chciał go tknąć. Są razem od prawie siedmiu dekad, wychowali trzy córki: Eve, Elizabeth i Beatrice. Najstarsza z nich ma dzisiaj 67 lat i jest psycholożką. Pozostałe próbowały aktorstwa, ale nie zrobiły kariery.

Zapytany o sekret długiego małżeństwa, Alda odpowiada, że nie da się go zamknąć w jednym zdaniu. Ale trzeba kochać drugą osobę, nawet wtedy, gdy się kłócicie albo wydaje wam się, że wszystko idzie źle. A przecież w długim związku zdarzają się także awantury, trudne chwile. Jego żona Arlene miała krótszą odpowiedź: "Co pomaga? Krótka pamięć”. To zdanie, jak wiele w ich historii, łączy mądrość z humorem.

Alan Alda z żoną i wnukami na ceremonii rozdania Oscarów
Alan Alda z żoną i wnukami na ceremonii rozdania Oscarów Stewart Cook/REX FEATURES/East News

Alan Alda ma 90 lat i wciąż jest ciekawy świata

Dziś Alan Alda pojawia się na ekranie rzadko. Także z powodu choroby Parkinsona, której nie ukrywa, ale też nie pozwala, by go zdefiniowała. Jego charakterystyczny uśmiech wciąż sprawia, że na chwilę znów staje się tym chłopięcym Hawkeye’em sprzed lat. Chorobę zdiagnozowano u niego w 2015 roku. Trzy lata później powiedział o niej publicznie, a dziś nawet z niej żartuje. „Rzadko się na to denerwuję, bo wiem, że taka jest rzeczywistość. O wiele łatwiej jest przyjąć rzeczywistość niż życzyć sobie czegoś, czego nie masz. Jeśli jakaś czynność trwa zbyt długo, muszę znaleźć inne sposoby, aby się z nią uporać. I w końcu, jeśli guzik przejdzie przez dziurkę, jest to małe zwycięstwo, a ja czuję się jak milion dolców”, tłumaczył w rozmowie dla „The Guardian”. Aktor cierpi także na prozopagnozję. A to oznacza, że ma kłopoty z rozpoznawaniem twarzy. W wywiadzie dla "Vanity Fair" opowiadał, jak podczas pracy nad legendarnym filmem „Cztery pory roku” jego córka Elizabeth, która grała w tym filmie przyszła na plan ucharakteryzowana, z ufarbowanymi na blond włosami. „Kto tu wpuszcza obce osoby?”, obruszył się, a potem zrobiło mu się strasznie głupio.

Zobacz także: Richard Chamberlain oczarował Warszawę. Tłumy witały go jak gwiazdę rocka. Nie mógł uwierzyć w to, jak był traktowany

Mimo 90 lat życia pozostaje aktywny, zaangażowany i uważny na to, co dzieje się wokół. Martwi się o kondycję społeczeństwa, o podziały i brak dialogu – ale wciąż wierzy, że empatia i dobra wola mogą coś zmienić. W dniu 90. urodzin Alda pozostaje symbolem czegoś rzadkiego w świecie show-biznesu: autentyczności. Człowieka, który potrafi śmiać się z własnych ograniczeń, mówić otwarcie o chorobie, a jednocześnie nie przestaje być ciekawy ludzi i świata. I może właśnie dlatego, nawet dziś, tak łatwo mu uwierzyć, gdy mówi o empatii – bo sam próbuje ją praktykować.

Reklama
Reklama
Reklama