Reklama

Wizerunek atrakcyjnej kobiety w mediach bywa błogosławieństwem, ale też ogromnym obciążeniem. Anita Werner, dziś uznana dziennikarka i jedna z najważniejszych twarzy TVN, przez lata zmagała się z etykietą byłej modelki. W szczerej rozmowie z Magdą Mołek opowiedziała o trudnościach, jakie towarzyszyły jej na początku kariery, presji udowadniania swojej wartości oraz o walce ze stereotypem „ładnej twarzy”. Jej historia to nie tylko opowieść o zawodowym rozwoju, ale i o potrzebie szacunku, autentyczności oraz kobiecej sile.

Anita Werner: od modelki do cenionej dziennikarki

Choć dziś Anita Werner jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i szanowanych twarzy polskiego dziennikarstwa, początki jej kariery nie były łatwe. W rozmowie z Magdą Mołek w programie „W moim stylu” opowiedziała o tym, jak długo musiała walczyć z łatką byłej modelki, która ciążyła jej przez lata.

„Na samym początku żyłam w takiej aurze jeszcze łatki bycia byłą modelką. (...) Jako nastolatka byłam modelką, pracowałam jako modelka” – mówiła otwarcie dziennikarka.

Mimo że jej droga do dziennikarstwa była świadoma i konsekwentna, przeszłość w modelingu wywoływała u niej potrzebę nieustannego udowadniania, że jest kimś więcej niż tylko ładną twarzą. „Kiedyś w życiu bym sobie nie pozwoliła na sesję modową, taką odważną, fajną, stylizacyjną. Bo tak bardzo na samym początku przecież dbałam, żeby być wiarygodną dziennikarką”, skomentowała Anita Werner, nawiązując do okładkowej sesji magazynu Elle, której była bohaterką.

Czytaj też: Od 25 lat przekazuje newsy, ale o życiu prywatnym mówi rzadko. Teraz Anita Werner opowiedziała o swoim związku i wewnętrznej sile

„Luksusowa lodówka” i „narzeczona Klosa” – tak ją postrzegano

Stereotypy dotyczące kobiet w mediach – zwłaszcza tych atrakcyjnych – nie ominęły również Anity Werner. Magda Mołek wspomniała o krzywdzącej etykiecie, jaka przylgnęła do jej rozmówczyni: „Mam nadzieję, że ty masz do tego dystans, się nie obrazisz, bo ja byłam królową śniegu, ale ty byłaś luksusową lodówką – w odbiorze zewnętrznym.”

Werner z dystansem i humorem przyjęła ten komentarz, dodając: „Ja byłam jeszcze narzeczoną Klosa. Tak mówili o tym właśnie wizerunku, że jestem jak luksusowa lodówka. Jak narzeczona Klosa.”

Werner wspomniała też o konkretnym zdarzeniu: „Pamiętam, to byli koledzy z redakcji magazynu Maxim. Zrobili taki ranking właśnie dziennikarek i opatrzyli to takimi epitetami. I wiesz, ja mam dystans do tego, mam poczucie humoru. Ja się z tego śmiałam.”

Mołek dodała refleksyjnie: „Tylko ja nie pamiętam, żeby panowie z Maxima robili takie rankingi swoich kolegów dziennikarzy – że na przykład ten jest zielonym taboretem, a tamten jakiś tam, nie?”. Wspólnie doszły do wniosku, że kobiety w mediach były nieustannie oceniane – często przez pryzmat wyglądu. „Same sobie narzucałyśmy ocenę i twierdziłyśmy, że musimy się wyzwolić ze stereotypu” – podsumowała Mołek.

Utrata wiarygodności i walka o szacunek w zawodzie

Werner przez lata robiła wszystko, by jej praca była oceniana przez pryzmat merytoryki, nie wyglądu. „Ten stereotyp, straszny stereotyp modelki naprawdę jest ciężarem i był ciężarem dla mnie też przez lata. [...] Tak bardzo chciałam udowodnić, że coś wiem, że coś więcej umiem.”

Dbała o każdy szczegół – od stylizacji, po wypowiedzi – by zbudować profesjonalny i wiarygodny wizerunek. „Wszystkie garnitury, takie oficjalne mundurki, w które się ubierałam, były po to, żeby powiedzieć: hej, ja tutaj jestem profesjonalna, jestem skupiona na tym, co robię. Chcę być wiarygodna, et caetera, et caetera.”

Podkreśliła też, jak bardzo zależało jej na tym, by iść drogą pełną pracy i samodoskonalenia, a nie skrótów. „Zależało mi na tym, żeby rzetelnie przejść tę drogę – uczyć się od najlepszych i iść powoli, powoli, powoli, wspinać się tak szczebelek po szczebelku po tej drabinie.”

Czytaj również: Początkowo go zignorowała. Dziś Anita Werner i Michał Kołodziejczyk tworzą jedną z najbardziej zgranych par w mediach

Moment przełomu: trzecia nagroda Wiktora i symboliczna ulga

Dopiero po wielu latach intensywnej pracy Anita Werner poczuła, że nie musi już niczego udowadniać. Przełom przyszedł podczas gali, gdy odbierała swoją trzecią statuetkę Wiktora.

„Pamiętam, że był taki moment, kiedy odbierałam trzeciego Wiktora i stałam na tej scenie. I pamiętam, że przeszła mi przez głowę ta myśl, że już chyba teraz nie muszę już nikomu niczego udowadniać. I poczułam, jak fizycznie, naprawdę, ciężar mi spada z barków. Ja to czułam fizycznie – tak, jakbym na tej scenie zostawiła głaz.”

Dziś Anita Werner nie musi już niczego udowadniać

Dziś, po 25 latach pracy, Anita Werner z dumą patrzy na drogę, jaką przeszła. Nie obawia się już sesji zdjęciowych, eksperymentów z modą czy luzu w stylizacjach – bo wie, że nikt nie odbierze jej tego, kim jest jako dziennikarka.

„Dzisiaj już nie muszę nikomu udowadniać, że jestem profesjonalną dziennikarką” – powtórzyła z mocą.

Jej historia pokazuje, że za sukcesem często kryje się ciężka, wieloletnia walka z uprzedzeniami, ocenami i presją społeczną. Anita Werner wygrała tę walkę – dzięki pracy, determinacji i niezłomnej wierze w swoje kompetencje.

Anita Werner, Viva! 22/2020
Anita Werner, Viva! 22/2020 Fot. BARTEK WIECZOREK/LAF AM
Michał Kołodziejczyk, Anita Werner, VIVA! 22/2020, Anita Werner, VIVA! listopad 2020
Michał Kołodziejczyk, Anita Werner, VIVA! 22/2020. Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM
Reklama
Reklama
Reklama