Reklama

Dla Darii Ładochy macierzyństwo to wyjątkowa podróż pełna emocji, lekcji i bezwarunkowej miłości. Odeszła z programu Azja Express, by być bliżej swoich córek – Mani i Laury. Każda z nich inna, każda wyjątkowa, obie – najważniejsze. W intymnej rozmowie z VIVĄ! opowiada o codzienności utkanej z porannych pobudek, śmiechu, wzruszeń i trudnych rozmów. „Moje dzieci kolejny raz stały się moimi drogowskazami. Dzięki nim widzę, że każdy z nas jest inny, inaczej postrzega świat, organizuje dane w swojej głowie, realizuje marzenia” – mówi z czułością w rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY!

Wywiad VIVY!: Daria Ładocha o relacji z ukochanymi córkami

– Nie lubisz przewidywalności?

Moje życie nigdy nie było przewidywalne. Już tak mają kucharki (śmiech). Przez ostatnie lata długo siedziałam w pracy. I nagle, po rozstaniu, po prostu wróciłam do domu, żeby więcej czasu spędzać z Manią i Laurą. One tego potrzebowały. Mam w domu dwie nastolatki. Jedna ma 12 lat i dorasta hormonalnie, druga 17 lat i dorasta emocjonalnie, mentalnie wkracza w dorosłość. Trudy macierzyństwa, bo tak mogę powiedzieć o swojej sytuacji (śmiech), okazały się dla mnie niesamowitą lekcją i nieprzewidywalną przygodą.

– Czego się nauczyłaś?
Cierpliwości, pokory i słuchania. Nauczyłam się słuchać moich dziewczyn, a dzięki temu innych ludzi. Czegoś, o czym myślałam, że w sobie nigdy nie znajdę.

TYLKO U NAS: Rozstała się z długoletnim partnerem, ale jej serce wciąż bije nadzieją! Tylko VIVIE! Bogna Sworowska wyznaje: "Myślę, że nowa miłość przede mną"

– Trudy macierzyństwa… a mówiłaś, że nie lubisz tego słowa (śmiech).
Bo doświadczam i pięknych chwil, to oczywiste, ale też tych gorszych. Ale wiesz, moje dzieci kolejny raz stały się moimi drogowskazami. Dzięki nim widzę, że każdy z nas jest inny, inaczej postrzega świat, organizuje dane w swojej głowie, realizuje marzenia. Podążanie za nimi jest fascynujące, ale nie jest łatwe. Na przykład jako matka chciałabym, żeby moje córki przed szkołą zjadły śniadanie. A jedna z nich mówi, że nie chce. A ja też nie jem śniadań. Gdybym jej kazała to robić, byłabym hipokrytką. I teraz pytanie: być matką i hipokrytką czy nie być?

– Co wybrałaś?
Nie jestem hipokrytką, ale nadal jestem matką, która chciałaby, żeby córki przed wyjściem do szkoły jadły śniadanie (śmiech). Nauczyłam się akceptować ich sposób żywienia i w ogóle bycia. Jedna je mięso, druga nie je wcale. Jedna jeździ konno, druga sześć razy w tygodniu na szóstą rano biega na basen. Jedną wożę na jazdy, z drugą wstaję o piątej rano, żeby pomóc jej przygotować się do wyjścia. Kiedyś wydawało mi się, że codzienne wstawanie o piątej rano jest niemożliwe. A teraz wstaję bez pomocy budzika i się uśmiecham.

– Ile czasu przyzwyczajałaś się, żeby wstawać z uśmiechem o piątej rano?
Miesiąc. Ale na pewne rzeczy można się przygotować i ja się do tego zaczęłam przygotowywać od połowy sierpnia.

Daria Ładocha, Viva! 1/2026
Daria Ładocha, Viva! 1/2026 Zdjęcia Szymon Szcześniak/ Visual Crafters
Daria Ładocha, Daria Ładocha z córkami, Viva! czerwiec 2018
Olga Majrowska

Daria Ładocha z córkami, VIVA! 12/2018

– To z Twojej strony poświęcenie?
„Poświęcenie” to kolejne słowo, które wykreśliłam ze swojego słownika. Nie używam słów, które mogłyby nastroić mnie w negatywny sposób. To dlatego nie mam problemów, tylko szukam rozwiązań. Nie popełniam błędów, tylko odbieram lekcje od życia. Traktuję słowa jak zaklęcia i samospełniające się przepowiednie. Lubię tak zamieniać słowa. To jest programowanie umysłu, tego uczy neurolingwistyka. Programujemy się poprzez myśli, bo wypowiedziane słowa są zapamiętanymi myślami. Czyli już na poziomie myśli konstruujemy nasz świat. Czy to będzie świat jako miejsce przyjazne do życia, czy świat utkany z poświęceń i trudności? To dlatego słowo „poświęcenie” jest mi obce, bo oznacza, że zatracamy się w czymś wbrew sobie. A ja nie chcę mieć w swoim życiu sytuacji, które są wbrew mnie. Wolę mówić, że to, co się dzieje, niezależnie od tego, czy jest po mojej myśli, sprzyja mi.

– I wstawanie o piątej rano Ci sprzyja?
Pewnie! Odzyskuję w ten sposób lepszą część dnia. Oczywiste jest, że jak moja córka wstaje o piątej, to idzie spać około 21.30. I ja nauczyłam się robić to samo. Nie przeglądam social mediów, nie oglądam Netflixa, nie krzątam się, po prostu kładę się spać. Z każdej rzeczy można wyciągnąć dla siebie korzyści. Kwestia tego, czy widzimy szklankę do połowy pustą, czy pełną.

TYLKO W VIVIE!: Tomasz Jakubiak był dla niej jak brat. Daria Ładocha w poruszających słowach mówi o stracie przyjaciela: "Ciągle nie mogę uwierzyć, że go nie ma"

– To jak określiłabyś te rzeczy, które Ci się przytrafiły w ciągu tego ostatniego półtora roku?
To były moje lekcje. Czasami, żeby pójść dalej, trzeba mieć przystanek w pit stopie na mapie życia i usłyszeć „sprawdzam”. [...]

– Teraz jest już tylko ciekawość, co czeka Cię za zakrętem?
Jest entuzjazm i ciekawość. Teraz w social mediach jest taki trend, żeby podsumowywać miniony rok. Też to zrobiłam, ale tylko w swojej głowie. Cały rok to były dla mnie różne wyzwania – w macierzyństwie, relacjach, pracy. Nawet posiadanie kotów okazało się wyzwaniem, bo nagle się okazało, że gdy wyjeżdżam, nie mam z kim ich zostawiać. Odbudowałam relacje z rodziną, z mamą i siostrą. Zostałam ciocią. I żadna z tych rzeczy nie pozostawiła po sobie negatywnej pustki.

– Czy już nauczyłaś się stawiać na siebie?
Pamiętaj o tym, że jestem matką (śmiech). Najpierw córki, potem ja. Kiedyś mnie irytowało, gdy ktoś mówił mi, że mam pomyśleć o sobie. Nigdy nie myślałam o sobie i nie rozumiałam, co ci ludzie każą mi zrobić.

Cała rozmowa z Darią Ładochą do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 15 stycznia.

Rozmawiała KATARZYNA PIĄTKOWSKA

Daria Ładocha, Viva! 1/2026
Daria Ładocha, Viva! 1/2026 Zdjęcia Szymon Szcześniak/ Visual Crafters
Bogna Sworowska, Viva! 1/2026 okładka
Bogna Sworowska, Viva! 1/2026 okładka Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab
Reklama
Reklama
Reklama