Marzenia przekuła w sukces i stworzyła globalne imperium. Kim jest Klaudia Duszyńska? TYLKO VIVIE! królowa beauty zdradza swój sekret
Klaudia Duszyńska, znana w sieci jako Klaoo, w rozmowie z magazynem VIVA! odsłania kulisy powstania swojego imperium beauty. Zaczynając od skromnego salonu, stworzyła markę obecnie działającą w kilku krajach, jednocześnie walcząc o zdrowie syna i zachowując równowagę między rodziną a biznesem.

Na Instagramie znana jako Klaoo, w realu buduje imperium beauty, które w ekspresowym tempie zdobyło Polskę, Hiszpanię, Wielką Brytanię oraz serca setek tysięcy kobiet. Udowadnia, że da się jednocześnie rozwijać globalną markę i trzymać rodzinę w ryzach, nawet gdy życie rzuca pod nogi kłody w postaci ciężkiej choroby syna. Jak naprawdę wygląda jej przepis na sukces i czy bywa okupiony łzami, Klaudia Duszyńska zdradza Wiktorowi Słojkowskiemu.
Klaudia Duszyńska w rozmowie z VIVĄ! o biznesie i marzeniach. Tak stworzyła globalne imperium
– Kiedy wpisuję do wyszukiwarki Twoje imię i nazwisko, czytam o kwintesencji sukcesu. Sieć salonów przedłużania włosów w kilku krajach, własna linia kosmetyków, setki pracowników, rozwijająca się marka, a do tego życie prywatne, które z zewnątrz wygląda jak harmonijna przeciwwaga dla tej całej biznesowej galopady. Trudno więc nie pomyśleć, że jesteś kimś w rodzaju współczesnego archetypu sukcesu. Zawsze czułaś, że los rzeczywiście Ci sprzyja bardziej niż innym, czy raczej miałaś świadomość ceny, jaką płaci się za to, co inni nazywają „udanym życiem”?
Nigdy nie pomyślałam o sobie w takich kategoriach. Określenie „pisany sukces” brzmi dla mnie jak skrót, który pasuje do filmowej narracji, ale nie do prawdziwego życia. Kojarzy mi się z historią dziewczyny, która wrzuca pierwsze zdjęcie na Instagram, a potem, jak w bajce, wszystko samo zaczyna się układać. U mnie nic nie układało się samo. Jeśli już coś było mi „pisane”, to chyba konieczność bardzo szybkiego dorastania. Nie wychowałam się w bogatej rodzinie. Gdy miałam 18 lat, wyprowadziłam się z domu rodzinnego i zamieszkałam z koleżankami w wynajmowanym mieszkaniu. Nie miałam wiele. Czasem brakowało na jedzenie, ale nie poddawałam się. Nie bałam się pracy. Miałam liczne dorywcze zajęcia. [...]
– Gdzie w tym wszystkim był biznes? Bo równolegle budowałaś markę odzieżową, a potem Hollywood Hair.
Biznes na początku był dla mnie ucieczką i terapią w jednym. Najpierw marka odzieżowa Impress Me. Zaczęło się bardzo niewinnie: kurs szycia, pierwsze ubrania, pierwszy Instagram, dziewczyny, które same pisały, że chcą kupić moją sukienkę. Zero planu biznesowego, zero inwestora i młoda dziewczyna z dzieckiem, które miało za sobą więcej pobytów w szpitalu niż niejeden dorosły człowiek. Impress Me nauczyło mnie podstaw, jak ogarniać pieniądze, jak się nie zadłużyć, jak pracować z klientkami, jak używać social mediów tak, żeby nie były tylko ładnym obrazkiem, ale realnym kanałem sprzedaży. To doświadczenie stało się fundamentem, na którym później postawiłam Hollywood Hair.
– Co było tym punktem „klik”, który spowodował, że z mody przeskoczyłaś na temat włosów?
Mój największy problem okazał się moją największą szansą. Całe życie marzyłam o długich, gęstych włosach, takich, które
w naturalny sposób dodają kobiecie pewności siebie. Jednak kiedy kilka lat temu próbowałam je przedłużać, wiecznie czułam rozczarowanie. Albo efekt był sztuczny, albo włosy zniszczone, albo obsługa tak nieuważna, że miałam ochotę wyjść w połowie wizyty. W pewnym momencie pomyślałam, że jeśli jako klientka czuję się tak źle, to pewnie nie tylko ja, że za tym musi kryć się nisza, która aż prosi się o to, żeby ktoś potraktował temat poważnie. Zaczęłam robić research za granicą, najpierw z ciekawości, potem już z obsesyjną konsekwencją kogoś, kto wie, że właśnie odkrył swoją ścieżkę. Szkoliłam się na Białorusi i w Ukrainie, w miejscach, gdzie kult włosów jest ogromny, a rzemiosło stoi na poziomie, którego nikt się nie spodziewa po krajach spoza głównych światowych trendów. Wzięłam różne metody, rozłożyłam je na czynniki pierwsze, przerobiłam po swojemu i stworzyłam technikę, która dziś jest podstawą naszej sieci salonów.
– A potem otworzyłaś pierwszy salon, malutki, w starej kamienicy, z dwuosobowym zespołem i budżetem, który w Excelu wyglądał bardziej jak żart niż jak plan.
Bez inwestora, bez zewnętrznego finansowania, za to z bardzo dużą wiarą, że jeśli coś ma sens, to pieniądze są drugorzędne. Dla mnie ten „klik” nie był fajerwerkiem, tylko cichym zrozumieniem, że czasem trzeba zaufać własnej irytacji, własnemu brakowi zgody na bylejakość.
Z perspektywy czasu widzę, że każde wielkie przedsięwzięcie zaczyna się nie od wielkich marzeń, ale od małego „to da się zrobić lepiej”. W biznesie najważniejsze jest nie to, co masz na starcie, ale czy potrafisz zmienić swój brak w przewagę. I to właśnie był moment, w którym intuicja spotkała się z działaniem, a marzenie znalazło swój pierwszy, choć bardzo skromny, adres.

– W ciągu siedmiu lat z tego małego salonu zrobiłaś sieć. Dziś to kilkanaście lokalizacji, także w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, własne kosmetyki, suplementy, akcesoria. Brzmi jak „amerykański sen made in Poland”. Gdzie tu miejsce na przypadek, a gdzie na charakter?
Przypadek daje szansę, ale nie zrobi za ciebie roboty. To, że urodziłam się w czasach Instagrama, że potrafiłam intuicyjnie wykorzystać social media do budowania marki, że trafiłam na świetnych ludzi, którzy chcieli rosnąć razem ze mną, to wszystko były dzieła przypadku. Ale charakter zaczyna się tam, gdzie kończy się szczęście, co robisz z tym, co los ci podrzuca. Charakter to decyzja, żeby nie zostać przy jednym salonie, skoro widzisz w jego działaniu system, który można przeskalować. Charakter to odwaga, żeby nie iść w szybkie kredyty i inwestorów, tylko rozwijać firmę organicznie, reinwestując zyski i budując solidne fundamenty zamiast zamków na piasku. Charakter to wreszcie świadomość, że kiedy inni pytali: „Po co ci Hiszpania?”, ja widziałam rynek, na którym brakuje takiego miejsca jak nasze, i wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, będę tego żałować do końca życia. No i najważniejsze – charakter to umiejętność poukładania pragnień i obowiązków w sposób, który nie zabierze nikomu powietrza. Miałam dziecko z niepełnosprawnością, wiedziałam, że nie mogę prowadzić życia przedsiębiorczyni, która jest w firmie 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Zamiast rezygnować z marzeń, musiałam je dopasować do naszej rzeczywistości i nauczyć się jednego z najtrudniejszych biznesowych zdań: „Nie muszę być wszędzie”. Czasem największą siłą lidera jest stworzenie systemu, który działa bez jego ciągłej obecności. Wierzę, że w życiu i w biznesie spotykają się dwa żywioły: to, co przypadkowe, i to, co świadome. Przypadek otwiera drzwi, ale to charakter decyduje, czy masz odwagę przez nie przejść, czy tylko robisz im zdjęcie na Instagram. [...]
TYLKO W VIVIE!: Syn jest jej całym światem, dziś spełnia marzenia w USA. Tylko w VIVIE! Bogna Sworowska opowiada o wielkiej pasji Ivana. Taką drogę wybrał
– A kiedy myślisz „sukces”, to widzisz bardziej słowo „Hollywood” czy „dom”?
Dom. Zawsze dom. Jeśli miałabym dokonać brutalnego bilansu i ktoś powiedziałby mi: „Zabieram ci wszystkie salony, ale zostawiam chłopaków”, byłoby mi dziwnie, ale żyłabym dalej. Bo z jednym salonem można odbudować wszystko, ale rodziny nie da się skopiować ani wyprodukować na nowo. Jeśli ten ktoś odwróciłby tę propozycję i powiedział: „Zostawiam ci biznes, ale zabieram bliskich”, wtedy nie ma o czym rozmawiać, bo dla mnie życie kończy się tam, gdzie kończy się miłość. Dzisiaj sukces liczę w zupełnie innych kategoriach niż kiedyś.
– Czym jest więc sukces?
Sukces to fakt, że moje dziecko, które będąc w brzuchu, miało złamania, dziś chodzi po plaży. Sukcesem jest to, że Staś, nasz drugi synek, nie zna swojego brata Adasia tylko z perspektywy szpitalnego łóżka. Sukces to również to, że możemy pół roku mieszkać w Hiszpanii, pół roku w Polsce i w żadnym z tych miejsc nie czuję się gościem, tylko u siebie. A dopiero na końcu, naprawdę na końcu, jest to, że Hollywood Hair rośnie, rozwija się, wchodzi na nowe rynki i powoli staje się marką globalną. To jest piękne, ale nie stanowi podstawy mojego życia. Jego fundamentem jest dom, a firma to architektura, którą na nim buduję.
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 15 stycznia.

