Mówiono o nim: „najmilszy aktor w Polsce”. Do końca nie zwalniał tempa, pracował do 94. roku życia
13 stycznia 2025 roku zmarł Stanisław Brudny – legenda polskiego teatru i filmu. Mija rok od chwili, gdy po raz ostatni zagrał na scenie, a jego odejście pozostawiło ogromną pustkę w sercach widzów i twórców. Dziś wracamy do jego dorobku, wspominając artystę, który inspirował całe pokolenia.

Odszedł dokładnie rok temu, ale pamięć o nim wciąż jest żywa – zarówno w sercach widzów, jak i wśród ludzi teatru i filmu. Stanisław Brudny był kimś więcej niż tylko aktorem. Był mistrzem rzemiosła, człowiekiem pełnym pokory, który do ostatnich chwil życia nie rozstawał się ze sceną. 13 stycznia 2025 roku zgasło światło, które przez siedem dekad rozświetlało polską kulturę. Dziś, w pierwszą rocznicę jego śmierci, wracamy do tej wyjątkowej postaci, by raz jeszcze pochylić się nad jego dorobkiem i pożegnaniem, które przygotował z taką samą precyzją, jak swoje role.
Stanisław Brudny: artysta, który nie znał słowa „emerytura”
Miał 94 lata, ale sceny nie opuścił niemal do końca. Jeszcze tydzień przed śmiercią zagrał na deskach Teatru Studio w spektaklu „Berlin Alexanderplatz”. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej uratował premierę „Odysei” Krzysztofa Warlikowskiego, gdy niespodziewanie zmarł Zygmunt Malanowicz. Wszedł na scenę jako Odys. Z pokorą, precyzją, bez medialnego szumu.
Andrzej Chyra wspominał: „Był żywą legendą. Tworzył autonomiczną rolę. Z tym, co on sam ze sobą niesie…”.
Jego dorobek? Imponujący. Ponad 600 ról – teatralnych, filmowych, radiowych. Pokolenia Polaków pamiętają go jako kamerdynera Ludwika w „Znachorze” czy Starego Mateusza w „Akademii Pana Kleksa”.
Zobacz też: Był ikoną lat 80., kochała go cała Polska. Jego romans z Zuzanną Leśniak doprowadził do dramatu
Kim był Stanisław Brudny? Aktor z ponad 70-letnim dorobkiem
Urodził się 16 maja 1930 roku w Pilźnie. Tam też – jak sam pragnął – miał być pochowany. Ale zanim to się stało, przez siedem dekad budował swoją artystyczną legendę. Karierę rozpoczął w Katowicach, w Teatrze Śląskim. Później przyszedł czas na Warszawę i Teatr Studio – z którym był związany od 1972 roku – oraz współpracę z Nowym Teatrem.
Jego sceniczna droga wiodła również przez współpracę z wielkimi postaciami teatru, takimi jak Jerzy Kreczmar, Józef Szajna, Jerzy Grzegorzewski czy Krzysztof Warlikowski. Stanisław Brudny był postacią niezwykle cenioną za profesjonalizm, skromność i głębokie zaangażowanie artystyczne.

Teatr i film: Najważniejsze role Stanisława Brudnego
Widzowie pokochali go za role filmowe, które na zawsze zapisały się w historii polskiego kina. W „Znachorze” zagrał kamerdynera Ludwika, a w „Akademii Pana Kleksa” – Starego Mateusza. Wystąpił także w takich tytułach jak „Katyń”, „Pokłosie” czy „Listy do M. 4”, gdzie wcielił się w postać Antoniego.
Na scenie Teatru Studio stworzył wybitne kreacje w spektaklach Józefa Szajny, takich jak „Replika”, „Dante”, „Witkacy”, „Cervantes”. Później stał się jednym z ulubionych aktorów Jerzego Grzegorzewskiego, występując m.in. w „Pułapce”, „Operze za trzy grosze”, „Powolnym ciemnieniu malowideł”, „Dziadach” oraz w „Usta milczą, dusza śpiewa”.
W ostatnich latach współpracował również z Nowym Teatrem w Warszawie, gdzie wcielił się w rolę Odysa w spektaklu „Odyseja. Opowieść dla Hollywoodu” Krzysztofa Warlikowskiego, zastępując nagle zmarłego Zygmunta Malanowicza.
Ostatnie występy i pożegnanie ze sceną
Jego ostatnie dni w teatrze, zakończone niespodziewaną śmiercią 13 stycznia 2025 roku, zszokowały środowisko artystyczne. Wspomnienia kolegów i twórców pełne były wzruszenia i uznania. „Był żywą legendą” – mówił Andrzej Chyra, podkreślając jego rolę w ratowaniu premiery „Odysei”.
Do grona żegnających Brudnego dołączył również Cezary Pazura, który w poruszającym wpisie napisał: „Zmarł najmilszy i najwspanialszy aktor, jakiego poznałem”.
Według życzenia aktora, pochowano go w rodzinnym grobie w Pilznie. Spoczął obok żony. Jak sam przyznał, „to bardzo ładny cmentarz”.
Trumna z jesionów – świadome pożegnanie z życiem
Szczególne poruszenie wywołały informacje o trumnie, którą Brudny przygotował dla siebie wiele lat wcześniej. Została wykonana z desek pochodzących z czterech jesionów, które zasadził jego stryj w dniu narodzin aktora. Po ich ścięciu drewno zostało przetworzone – część na elementy domu, a cztery deski zarezerwowane na trumnę.
Trumna została ozdobiona rytymi liśćmi palmowymi, zrobiona przez lokalnych rzemieślników z Pilzna, z uchwytami wykonanymi przez kowala. „Zamówiłeś sobie trumnę? Piękna jest. Tylko stolarz mówił: 'Panie, ale to ciężkie, kto to będzie niósł?'. Ale to już nie jest mój problem” – cytował Brudnego autor książki „To, co najważniejsze”, Remigiusz Grzela.
Źródła: rp.pl, onet.pl