Nie płakał nawet na pogrzebie mamy. „Zabetonowałem się emocjonalnie”, wyznał Przemysław Bluszcz. Jedno miejsce nie pozwoliło mu się rozpaść
W najnowszej rozmowie z Łukaszem Pilipem dla „Wysokich Obcasów Extra” Przemysław Bluszcz ujawnia kulisy emocjonalnej blokady, która towarzyszyła mu przez lata. Odejście matki, nierozwiązane konflikty i tłumione emocje niemal go złamały. Przetrwał tylko dzięki jednej przestrzeni.

W najnowszej rozmowie z Łukaszem Pilipem dla „Wysokich Obcasów Extra” Przemysław Bluszcz otwiera się jak nigdy wcześniej. Znany aktor teatralny i filmowy opowiada o długoletnim emocjonalnym zamrożeniu, które uniemożliwiało mu przeżywanie uczuć – nawet w najtrudniejszych momentach, gdy zabrakło jego matki. „Zabetonowałem się emocjonalnie” – wyznaje szczerze. Choć nie płakał, choć nie potrafił się wzruszyć, jedno miejsce nie pozwoliło mu się całkowicie rozpaść – teatr. To właśnie scena stała się przestrzenią, w której mógł wyrazić to, czego nie był w stanie wypowiedzieć na głos.
Ultimatum, które zapoczątkowało przełom
W wywiadzie dla „Wysokich Obcasów Extra” aktor przyznał, że to jego była żona postawiła mu twardy warunek: albo zdecyduje się na terapię, albo ich małżeństwo się rozpadnie. Miał wtedy około trzydziestki i – jak sam mówi – wolał uciekać przed rzeczywistością. Jednak podjął decyzję, by zawalczyć.
To właśnie na terapii padło zdanie, które – jak mówi Bluszcz – „wywróciło jego życie do góry nogami”: „Pan czuje tak, a inni zupełnie odwrotnie”. Dla osoby żyjącej w przekonaniu, że emocje są oczywiste i wspólne, to było zderzenie z brutalną prawdą.
Przemysław Bluszcz: strach, teatr i emocjonalna pustka
Choć jako aktor wyrażał emocje na scenie, w życiu prywatnym długo nie potrafił ich przeżywać. W rozmowie z Łukaszem Pilipem przyznał, że jego gra aktorska przez lata była podszyta nieuświadomionym strachem. Uciekał w literaturę, tworząc w głowie alternatywne światy. To były jego mechanizmy obronne przed poczuciem odrzucenia, które – jak zaznacza – nie było spowodowane przez nikogo, ale tkwiło głęboko w nim.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Co zmieniła terapia? Zaskakujące odkrycie aktora
Kolejne terapie – krótkie i długoterminowe – dały Bluszczowi możliwość spojrzenia w głąb siebie. W najnowszym wywiadzie opowiedział, że dopiero wtedy zaczął dostrzegać swój brak zaangażowania w ojcostwo i próbował to naprawić poprzez rozmowę z synami. Jednocześnie uświadomił sobie, że relacja z rodziną zamarła, gdy jako nastolatek opuścił dom.
Jednym z najbardziej poruszających momentów w wywiadzie jest wyznanie, że nie zapłakał po śmierci mamy. Nie potrafił. Nie płakał, gdy się dowiedział, ani na jej pogrzebie. To był dla niego moment emocjonalnego „zabetonowania”.
Relacje rodzinne i bolesne wspomnienia
Bluszcz przez lata funkcjonował jak odcięty od własnych emocji. Dopiero teatr – jak sam przyznał w rozmowie – nie pozwolił mu się całkowicie rozpaść. Na scenie mógł odczuwać, cierpieć, doświadczać. To była jego bezpieczna przestrzeń, także w trudnych rolach, takich jak „Hamlet” czy „Osobisty Jezus”.
„Jestem” – moment wolności i samoakceptacji
Przemysław Bluszcz mówi o przełomowym momencie: po latach emocjonalnego zamrożenia – w trakcie czytania wspomnień młodej dziewczyny z powstania warszawskiego – popłynęła mu łza. To była pierwsza po latach. Poczuł się wolny.
Dziś aktor mówi wprost: „Wolność to najważniejsza z moich wartości, która buduje wszystkie inne”. Dzięki niej może wreszcie powiedzieć do siebie: „Przemek, kurde, jesteś”.
Czytaj również: To nie była bajka. Céline Dion i jej mąż skrywali mroczny sekret. Szokujące wyznania producenta ujawnione po latach
