Reklama

Fragment książki „Miłość i telewizja”, Mariusz Walter, Zofia Turowska, wyd. Marginesy

__________________________________________________

W połowie lipca 2007 roku do Polski ze swoją żoną Grażyną przyjeżdża Marian Marzyński. Zapraszam na grilla do domu w Konstancinie ich oraz Genka Pacha i Kosę, jego żonę. Na niedzielę, ale w nocy z piątku na sobotę budzi mnie ból klatki piersiowej. Nie mogę złapać oddechu ani zrozumieć, co się dzieje. Zawał? Raczej nie, znałem opis zawału od znajomych lekarzy. Chwilowe zasłabnięcie? Pewnie tak. Otwieram okna, nie chcę nikogo budzić. Ból nie przechodzi. Intensywne oddychanie, które kiedyś pomogło mi w podobnej sytuacji, teraz nic nie daje. Rano Bożena wzywa karetkę. EKG pokazuje – na dziewięćdziesiąt pięć procent zawał tylnej ściany serca.Nie odmawiam pójścia do szpitala (jak robiłem wiele razy wcześniej).

W szpitalu lepsza aparatura pokazuje: to nie zawał, lecz ostry atak arytmii. Genek i Maniek się rozczarują, myślę sobie. W niedzielę, koło późnego popołudnia, aparatura pokazuje – serce pracuje normalnie. Pytam nieśmiało panią doktor, czy mógłbym zrobić sobie przerwę w szpitalnym umiarowieniu pracy serca do jakiejś jedenastej w nocy. O dziwo, lekarka na to przystaje. Niespodziewanie przy grillu zjawia się więc „zawałowiec”.

Wszyscy się bardzo cieszą. Gdy mamy już posprzątane po gościach, robi mi się smutno. Zaczynam sobie przypominać: kiedy ostatni raz cieszyłem się z bycia z przyjaciółmi? Z biznesu cieszę się często. Z przyjaźni – prawie w ogóle. Dlaczego ludzie nie wstydzą się agresji, języka między dzidą, żmiją a czworonożnym materiałem na schabowe? Uczuć zaś przyjaźni – tak. Co się stało? Czy nie nadeszła pora, by się pozamykać w przyjaznych gronach, żeby przeżywać prawdziwe radości? A może pora jasnym językiem zamknąć usta chamstwu, wulgarności, nienawiści? Gdyby ktoś naprawdę chciał zrobić mi krzywdę i złapać mnie w locie, najprostszy sposób to pozbawienie mnie mojej rodziny i moich przyjaciół. Zadaję sobie pytanie: co na styku pracy i życia prywatnego – jeśli w ogóle można te dwie sfery rozdzielić – pozostaje niezmienne od pięćdziesięciu lat mojej obecności w dwóch telewizjach? Od czego nigdy nie odstąpiłem? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie.

Zobacz też: Piotr Walter spełnił marzenia ojca o sukcesji. Mariusz Walter był dla niego autorytetem w każdej dziedzinie

Mariusz Walter
Mariusz Walter Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Bożeny Walter

Prościej chyba ustalić, z czyimi ocenami najbardziej się liczę i kto dla mnie znaczy najwięcej. Kto ma na mnie największy wpływ i przed kim staję ze świadomością ważności opinii, jaką usłyszę o tym, co zrobiłem – wszystko jedno, czy jest to nowy program telewizyjny, czy przedsięwzięcie biznesowe. Z kim tak naprawdę się liczę?

Odpowiedź dla mnie samego jest zaskakująco prosta. Nowe programy na ogół oglądam z żoną. Kiedyś oglądałem je z żoną i z dziećmi. Ich reakcja i ocena są dla mnie najważniejsze. Nie to, co napiszą krytycy w gazetach, ani to, co usłyszę od kolegów i przyjaciół. Bożena sprawiła, że dla naszych dzieci szczerość i prawdomówność stały się normal-nością, a nie obowiązkiem. To wielkie wsparcie, bo prawie wszystko, co zamienia się potem w program telewizyjny albo biznesowy, jest najpierw młócone w rozmowach w domu. Moja najbliższa rodzina wie, co stoi za każdym pomysłem biznesowym, założeniem programowym, ruchem inwestycyjnym. Swój sąd mam w domu. I jak na razie dobrze na tym wychodzę.

Mamy takie zdjęcie: mnie, sponad Bożeny, wystaje tylko głowa, poniżej stojącej Bożeny jedenastoletni Piotrek, a jeszcze niżej malutka Sandra. Fotograf nie znał nas, ale jakoś podświadomie uchwycił naszą relację rodzinną w tamtych latach.

Czytaj również: Kim są dzieci Mariusza i Bożeny Walterów? Czy Sandra i Piotr poszli w ślady swoich rodziców?

Bożena Walter i Mariusz Walter z dziećmi
Bożena Walter i Mariusz Walter z dziećmi Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Bożeny Walter

Bożena Walter: W relacjach zawodowych podkreślano, że Mariusz taki miły, spokojny, otwarty na rozmowy, przyjazny. Jednak miał momenty ostrej wymiany zdań, wręcz awantur, za niewykonanie pracy, nie używał nigdy brzydkich słów. Stanowczy, apodyktyczny, w domu i poza domem. Umiał to w miły sposób „sprzedawać”. W ocenie programu telewizyjnego bardzo sprawiedliwy: za bardzo dobrze zrobioną robotę zawsze pięknie dziękował, a równał z ziemią człowieka za nieprofesjonalne i szkodliwe wykonanie tematu, co mocno przeżywał i odbijało się to na jego zdrowiu. Trapiły go poważne i ciężkie choroby, przez wiele lat uciekał wyrokom ostatecznym. Twardy, ukrywał nawet przed najbliższymi poważne schorzenia, jakby nie wierzył w zagrożenie swojego życia. Waleczny.

Mariusz Walter: Przyznaję – nie żyję zdrowo, palę ponad miarę, a kiedy choruję, jestem trudny dla otoczenia. Mam temperament, jak to nazywam, zrównoważonego choleryka, żona w domu nieco mnie obłaskawia, poddaję się lekkiej samokontroli.

Bożena Walter: Kiedy przebywam w domu, pilnuję, żeby nie palił więcej niż jednego papierosa na godzinę, ale poza domem jestem bezsilna. Nie wypełnia zaleceń lekarza, połyka tabletki, ale o ćwiczeniach i codziennych spacerach zapomina.

Mariusz Walter: Nie mam na to czasu. Wstaję zwykle między szóstą a siódmą. W pracy spędzam minimum dwanaście godzin. Mam sobie za złe, że tyle pracuję. Odpoczywam przy muzyce, uwielbiam Glenna Millera, mogę przez czterysta kilometrów słuchać Księżycowej serenady albo Chattanooga Choo Choo. Jeśli malarstwo, to Grottger, Malczewski, Makowski. Jeśli literatura, to pamiętniki, literatura faktu, na pierwszym miejscu Kapuściński.

W ankiecie „Pulsu Biznesu” odpowiadam na takie pytania: Gdybym miał wystąpić w Sejmie, powiedziałbym… panie, panowie, więcej mądrej zgody. Moim największym sukcesem jest… czterdzieści lat pracy w tym, co lubię. Gdybym miał milion dolarów, tobym… kupił akcje ITI na warszawskiej giełdzie. Najbardziej lubię pracować z… mądrymi kobietami. Najbardziej cenię sobie u współpracowników… lojalność. Kiedy podejmuję bardzo trudną decyzję… zawsze mam przy sobie prawnika. W ogóle w życiu zawsze jest coś za coś. Są priorytety, niebezpieczne zakręty, ale trzeba z nich wyjść cało.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Piękna spikerka i nieatrakcyjny „Gruby". Historia miłości Bożeny Walter i Mariusza Waltera

Bożena Walter i Mariusz Walter
Bożena Walter i Mariusz Walter Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Bożeny Walter
thumbnail_walter_okladka_1400dpi
mat. prasowe
Reklama
Reklama
Reklama