Ojciec planował mu karierę na lodzie, ale po tym doświadczeniu kibicował już tylko siostrze z trybun. Dziś to znany reżyser
Urodził się w Leningradzie, dziś jest reżyserem teatralnym i filmowym, współzałożycielem oraz dyrektorem artystycznym Teatru 6. piętro w Warszawie. Jednak jego dzieciństwo mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Ojciec, inżynier wojskowy i sędzia łyżwiarstwa figurowego, widział syna na lodowisku. Wszystko zmieniło się przez kilka niefortunnych wydarzeń.

Eugeniusz Korin urodził się 9 października 1954 w Leningradzie i dziś znany jest jako reżyser oraz współzałożyciel Teatru 6. piętro w Warszawie. Jednak jego dzieciństwo nie zapowiadało kariery scenicznej. W domu księgowej z Centralnych Kas Kolejowych i inżyniera wojskowego, który został działaczem i sędzią łyżwiarstwa figurowego, plan na przyszłość był inny – lodowisko. Jednak kilka wydarzeń sprawiło, że ta droga została zamknięta.
Dzieciństwo w Leningradzie i pierwszy krok na lodowisko
Eugeniusz Korin urodził się 9 października 1954 w Leningradzie. To tam uczęszczał do szkoły podstawowej i średniej, tam też rozegrały się jego pierwsze doświadczenia, które mogły zadecydować o zupełnie innej przyszłości. W dzieciństwie jego droga miała prowadzić nie do teatru, lecz na lodowisko.
Ojciec najpierw zaprowadził do szkółki łyżwiarskiej jego starszą o cztery lata siostrę Irinę. Okazało się, że była wybitnie uzdolniona. Następny w kolejce był Eugeniusz. „Zaprowadzili mnie na lodowisko na próbę błędnika, posadzili na takim metalowym siedzisku, przywiązali rzemieniami i zakręcili. A potem zatrzymali, odwiązali i kazali iść. Łatwo powiedzieć, a ja jeszcze przez kolejne dwa dni nie wiedziałem, gdzie jest ziemia, a gdzie niebo” – wyznał Katarzynie Zwolińskiej w 2018 roku dla magazynu VIVA!. Rodzicom młodego Korina powiedziano, że zwymiotuje „raz, dwa, a nawet dwadzieścia razy”, a potem się przyzwyczai.
Rodzice Eugeniusza Korina. Księgowa i inżynier wojskowy
Eugeniusz Korin podkreśla, że w jego rodzinie nie było żadnych artystycznych tradycji. Jego mama była księgową w Centralnych Kasach Kolejowych, a ojciec pracował jako inżynier wojskowy. Jak wspominał w rozmowie z Katarzyną Piątkowską na łamach magazynu VIVA!, „jakimś trafem” ojciec został działaczem i sędzią łyżwiarstwa figurowego.
Korin przyznał, że podejrzewa, iż dużą rolę odegrała w tym możliwość podziwiania łyżwiarek, ponieważ ojciec był „czuły na kobiece wdzięki”. Dodał również, że lubił zarządzać i wszystkimi dyrygować. Łyżwiarstwo figurowe stało się więc przestrzenią, w której mógł realizować swoje ambicje organizacyjne.
Z rodzinnej przeszłości po stronie ojca pozostał tylko jeden przedmiot – męski pierścionek z brylantem „gdzieś z połowy XIX wieku”. W rodzinie był jubiler, który dostarczał biżuterię na dwór carski i mógł używać stempla „dostawca Jego Cesarskiej Mości”. Ten pierścionek Korin otrzymał od ojca i deklaruje, że przekaże go swojemu synowi Konradowi.
Czytaj też: Eugeniusz Korin, dyrektor Teatru 6. piętro po raz pierwszy zdradził swoje tajemnice
Ćwiczenia w zimnej sali i trzy tygodnie zapalenia płuc
Po próbie błędnika zawieziono go na ćwiczenia choreograficzne do olbrzymiej sali gimnastycznej. Wspomina „drżące z zimna dzieciaki”, które karnie zginały się na polecenie trenera. "Na szczęście po tych zajęciach przez trzy tygodnie chorowałem na zapalenie płuc i w końcu dano mi spokój", wspominał reżyser.
To doświadczenie definitywnie oddzieliło go od sportowej ścieżki, którą wyobrażał sobie dla niego ojciec.

Irina na lodzie: nagrody, tytuły i „spirala śmierci”
Podczas gdy Eugeniusz Korin wycofał się z treningów, jego siostra Irina kontynuowała karierę. Zdobywała różne nagrody i tytuły mistrzowskie. Korin chodził jej kibicować i obserwował z bliska realia łyżwiarstwa figurowego.
"Patrzyłem, jak upadała podczas podwójnych i potrójnych skoków, jak obijała swoje ciało podczas źle wykonanych podnoszeń w parach sportowych, jak krwawiła, kiedy leciała twarzą na taflę lodu podczas efektownej nomen omen „spirali śmierci”, opowiadał na łamach VIVY!.
Mówi, że do partnerów w łyżwiarstwie miała pecha. W końcu wyszła za mąż za Victora Yelchina, z którym jeździła do końca swojej kariery i który „nie upuścił jej ani razu”.
Od lodowiska do teatru
Choć dzieciństwo Eugeniusza Korina mogło być związane ze sportem, ostatecznie jego droga potoczyła się inaczej. W Związku Radzieckim został dyplomowanym aktorem i miał za sobą trzy lata niedokończonej reżyserii. Dyplom z reżyserii zrobił już w Warszawie.
Do Polski przyjechał, jak sam mówi, bo się zakochał. Po dwóch latach zdecydował się na ślub i przyjazd do Polski. Wiedział, że granie w obcym języku jest prawie niemożliwe, a poza tym – jak przyznaje – granie nudziło go „jak diabli”. Został więc reżyserem.
Dziś jest współzałożycielem i dyrektorem artystycznym Teatru 6. piętro w Warszawie. Jednak historia jego dzieciństwa pokazuje, że wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Jedna próba błędnika, trzy tygodnie zapalenia płuc i decyzja rodziców sprawiły, że zamiast lodowiska wybrał scenę.
Czytaj też: Ich duet był legendą. Łyżwiarze z ZSRR wychowali gwiazdę Hollywood. Ta historia ma tragiczny finał
