Pierwszy mąż zgotował jej piekło. TYLKO W VIVIE! Monika Olejnik ujawnia bolesne doświadczenia: „Okazał się przemocowcem"
Monika Olejnik po raz pierwszy tak otwarcie wraca do najciemniejszego rozdziału swojego życia. W poruszającej rozmowie z VIVĄ! opowiada o pierwszym małżeństwie, przemocy i chwili, w której – mając zaledwie 20 lat – zdecydowała się odejść. To opowieść o bólu, wsparciu rodziców i niezwykłej sile kobiety, która postanowiła zacząć od nowa.

Od lat jest symbolem siły, odwagi i bezkompromisowości. Ale zanim Monika Olejnik stała się „pierwszą damą polskiego dziennikarstwa”, jej życie naznaczył dramat, o którym długo mówiło się szeptem. W szczerym wyznaniu dla VIVY! wraca do pierwszego małżeństwa – związku, który zamiast miłości przyniósł przemoc i strach. Miała tylko 20 lat, gdy zrozumiała, że musi ratować siebie. „Otrzymałam rozwód z orzeczeniem jego winy. Ale nie byłam w tym sama. Miałam wsparcie rodziców, co jest szalenie ważne. Nikt mi nie mówił, że on się zmieni albo że to jest moja wina, bo go sprowokowałam. Oprócz księdza, który kazał mi wrócić do mojego oprawcy”, mówi wprost w rozmowie z Beatą Nowicką. To historia, która porusza do głębi i pokazuje, jak ogromnej siły potrzeba, by odejść… i zacząć od nowa.
TYLKO W VIVIE! Monika Olejnik wspomina pierwsze małżeństwo.
– Zawsze ważna była dla Ciebie moda na aktywność, na sztukę, na teatr, na muzykę, ale też moda tout court. Twoje kreacje olśniewają. Jestem fanką futra w kwiaty…
Wszyscy kochają to kolorowe futerko, szalony zakup (śmiech). Moda inspiruje, łamie zasady, czasami jest wyrazem buntu. A projektanci często czerpią pomysły z malarstwa, sztuki. Valentino zrobił kiedyś pokaz pięknych sukien z charakterystycznym czerwonym odcieniem na tle rzeźby Igora Mitoraja. Ubrania były i są dla mnie tylko dodatkiem. Lubię piękne, szalone ciuchy, ale powtarzam: kultura, sport, zdrowie, aktywność dają nam…
– …wolność! Też tak uważam.
No właśnie! Moja aktywność ostatniego miesiąca to: treningi w Akademii Tenisowej Nadala na Majorce, wystawa w muzeum rodziny Goulandris w Atenach „Od Moneta do Warhola”. Ulubione narty biegowe na weekend w Alpach. Tradycyjnie między świętami i Nowym Rokiem prowadziłam na żywo „Kropkę nad i”. Zawsze dobrze się bawię modą na planach filmowych, może dlatego, że otrzymuję role „wielce” dalekoplanowe (śmiech). Mój dialog z Jackiem Braciakiem w roli prezydenta w „Volcie” Juliusza Machulskiego po latach przestał być tylko filmem. W „Porze na czarownice” reżyser Piotr Łazarkiewicz powiedział mi, że ma dla mnie symboliczne honorarium, ale wystąpię w scenie z Bogusławem Lindą. Wystąpiłam też u Aleksandra Pietrzaka w filmie „Juliusz”. Niesamowitą przygodą była dla mnie rola w spektaklu teatralnym „Inni ludzie” w reżyserii Grzegorza Jarzyny. Z Tomkiem Lisem wystąpiliśmy w balecie „Śpiąca Królewna” na zaproszenie pani prezydentowej Marii Kaczyńskiej. Dochód ze spektaklu na deskach Opery Narodowej był przeznaczony na cele charytatywne.

– Rozmawiając z tyloma artystami, poczułaś z kimś siostrzaną więź?
Ostatnio z Wojtkiem Smarzowskim, który zrobił „Dom dobry” z genialną Agatą Turkot i Tomkiem Schuchardtem. Film, który nie pozwala o sobie zapomnieć. Przemoc, którą pokazuje, nie jest ani przesadzona, ani odrealniona, jest znana, słyszana, powtarzana w tysiącach domów. Jest bolesną prawdą. Na festiwalu w Gdyni film nie dostał żadnej nagrody. Nagrodą dla Smarzowskiego była wspaniała frekwencja. Po wyjściu z kina wiele kobiet poczuło, że mogą zmienić swoje życie. W kinie poczułam się tak, jakbym dostała pięścią prosto w brzuch. Nagle przypomniała mi się moja historia. Byłam bardzo młoda, kiedy pierwszy raz wyszłam za mąż. Mąż okazał się przemocowcem, znęcał się nade mną. Kiedy uderzył mnie drugi raz, nie czekałam. Stwierdziłam, że muszę od niego odejść i się rozwieść. Zabrałam mojego misia, zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że wracam.
– Miałaś tylko 20 lat…
Myślałam o tym teraz, z perspektywy czasu, że byłam w zasadzie 20-letnim dzieckiem, a mimo wszystko znalazłam w sobie siłę. Kiedy pracowałam w Trójce, miałam zaprzyjaźnioną grupę dziewczyn, z którymi chodziłyśmy do Sejmu. Iwona Maruszak przypomniała mi teraz, że ja im wtedy opowiedziałam tę historię, kończąc tak: „Odeszłam od niego, bo bałam się, że mnie zabije”. Otrzymałam rozwód z orzeczeniem jego winy. Ale nie byłam w tym sama. Miałam wsparcie rodziców, co jest szalenie ważne. Nikt mi nie mówił, że on się zmieni albo że to jest moja wina, bo go sprowokowałam. Oprócz księdza, który kazał mi wrócić do mojego oprawcy. Dramaty kobiet często rozgrywają się w ciszy, za zamkniętymi drzwiami. Smarzowski z hukiem otworzył te drzwi. Mam wrażenie, że przemocy wobec kobiet dopuszczają się faceci, którzy mają kompleksy. Młodzi mężczyźni, którzy nie są tak ambitni jak kobiety, nie mają takich motywacji jak one. Poszukują środowisk i liderów, którzy dadzą im tę siłę. Świat męski w zbyt wielu miejscach karleje. Pamiętam, jak na początku lat 90. dostałam Tęczowy Laur za to, że walczyłam o tolerancję, czyli między innymi o prawa gejów oraz przeciwko przemocy. A potem usłyszałam od jednego z dyrektorów telewizji publicznej, że zabiera mi program, bo za bardzo lubię gejów. À propos hejtu. Po latach część pseudodziennikarzy prawicowych nazwała moją walkę o rozwód donosem na byłego męża. Następnie w jednej z gazet ukazało się zdjęcie zaniedbanego grobu mojego pierwszego męża, przemocowca, z którym po rozwodzie nie miałam żadnego kontaktu. Nigdy go już więcej nie zobaczyłam. Oczywiście do mnie nie zadzwonił, o nic nie zapytał, tylko wykreował sensację. I pomyślmy, że tacy ludzie często zasłaniają się krzyżem w kościele! Co oni mają w głowie?
– Bez komentarza…
Coraz częściej zadaję sobie pytanie, kto stoi za zorganizowanym hejtem? Sama coraz częściej doświadczam zastraszania. Czy to przypadek, że ktoś kradnie mój wizerunek do reklamy różnych produktów finansowych i medycznych? Zawiadomiłam prokuraturę. Czy to przypadek, że pseudodziennikarz dostaje zlecenie i przeszukuje cmentarze w poszukiwaniu grobu mojego byłego męża przemocowca? Czy to przypadek, że po każdej nagrodzie lub przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi jestem celem zorganizowanego ataku trolli? Dlatego pytam: kto za tym stoi? Nie poddam się! Nikt mnie nie zastraszy! Ostatnio podałam do sądu posła Konrada Berkowicza, który oskarżył mnie o bycie kimś, kim nie jestem i nie byłam. Rola posła to odpowiedzialność. Nie można nadużywać władzy w celu zwiększenia klikalności. Już i tak jest popularny dzięki patelni i talerzom.
Cały wywiad w nowym wywiadzie VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 29 stycznia.
Sprawdź też: Tylko w VIVA!. Monika Olejnik powstrzymała rodziców przed rozwodem. Tak udowodniła swoją sprawczość

