Prawie dwie dekady tkwił w sidłach uzależnienia, stracił prawdziwą fortunę. Miłość ocaliła Norbiego przed upadkiem. Tak mówi o demonach przeszłości
Choć Norbi od lat kojarzony jest z przebojami i sceniczną energią, jego życie prywatne nie zawsze było tak beztroskie, jak mogłoby się wydawać. Przez 17 lat zmagał się z uzależnieniem od hazardu, które stopniowo wymykało się spod kontroli. Dziś, z perspektywy czasu i doświadczenia, dzieli się swoją historią.

Blask reflektorów, wielkie hity i uśmiech, który zna cała Polska – a jednak za sceniczną fasadą Norbiego przez lata krył się dramat. 17 lat życia zżerał go cichy wróg – uzależnienie od hazardu, które pochłonęło nie tylko ogromne pieniądze, ale i jego wewnętrzny spokój. Ratunkiem okazała się miłość – żona, która postawiła ultimatum, oraz terapia, która przywróciła mu równowagę. Dziś Norbi nie milczy. Opowiada swoją historię bez cenzury, dając świadectwo upadku i odrodzenia.
Norbi o przeszłości: przez 17 lat trwał w sidłach uzależnienia
Zawsze uśmiechnięty, pełen energii i gotowy rozkręcić każdą imprezę – Norbi, czyli Norbert Dudziuk, przez lata był symbolem dobrej zabawy i tanecznych hitów, które rozgrzewały parkiety od Bałtyku po Tatry. „Kobiety są gorące” śpiewała cała Polska, a on z charakterystycznym luzem zdobywał kolejne radiowe listy przebojów. Jednak za scenicznym blaskiem i przebojowym wizerunkiem krył się dramat, o którym przez długi czas nie mówił nikt. Wiedzieli tylko najbliżsi. Uzależnienie z czasem przejęło kontrolę nad życiem Norbiego. Dziś, w jednym z najnowszych wywiadów artysta wraca pamięcią do wydarzeń z przeszłości.
Przez 17 lat żył w cieniu niebezpiecznego nałogu. Hazard wciągnął go bez reszty i zaczął rządzić codziennością. Norbi przyznaje, że dawał mu adrenalinę, zabawę, poczucie kontroli. Przegrane, choć bolesne, były przez niego bagatelizowane i szybko racjonalizowane: przecież „zarobi na koncertach” i zaraz się dobije.
„Uzależniłem się od niego na siedemnaście lat. I przez ten czas świetnie się w nim bawiłem. Trochę gorzej było, jak przegrywałem. Ale zaraz dochodziłem do wniosku: "I co z tego? Zarobię na koncertach, odbiję się i znów kasyno”, relacjonował w najnowszym wywiadzie dla Wysokich Obcasów w rozmowie z Łukaszem Pilipem.

Norbi stracił prawdziwą fortunę
Najtrudniejsze w tej walce było to, że pieniądze nigdy nie stanowiły przeszkody. Stały dopływ gotówki sprawiał, że pokusa wracała ze zdwojoną siłą. Nawet jeśli przez kilka tygodni Norbiemu udawało się trzymać z dala od kasyna, koncerty znów przynosiły zastrzyk środków i wszystko zaczynało się od nowa. Spłacał długi, odzyskiwał równowagę, by chwilę później znów wrócić na znajomy szlak. Każdy powrót do kasyna zaczynał się od tej samej obietnicy: że tym razem będzie inaczej, że zachowa umiar. Ale umiar w świecie hazardu szybko staje się iluzją.
„150 tysięcy złotych. Tyle potrafiłem stracić jednego dnia. Powiedzmy, przegrywałem na początku 5 tysięcy złotych. "Wciąż możesz tyle samo wygrać" — powtarzałem sobie i nie przestawałem obstawiać pól w ruletce. Kolejna próba i bogaciłem się o 8 tysięcy”, opowiadał w Wysokich Obcasach.
Na scenie był wciąż obecny – śpiewał, koncertował, zapełniał sale i zarabiał niemałe pieniądze. Nikt nie przypuszczał, że za kulisami toczy się cicha wojna. Żył skromniej niż wielu kolegów z branży – podczas gdy inni chwalili się okazałymi rezydencjami i luksusowymi samochodami, on mieszkał na niewielkiej przestrzeni i jeździł autem, które nie rzucało się w oczy. Mógł pozwolić sobie na więcej, ale pieniądze znikały, zanim zdążył je wydać na siebie.
„Więcej czasu spędzałem w Olsztynie, gdzie miałem 185 metrów. (...) Mimo to sprzedałem nieruchomość. 200 tys.zł oddałem, bo tyle wynosiła hipoteka. Resztę, czyli 600 tys. zł, przegrałem w ciągu kilku miesięcy”, opowiadał na łamach Wysokich Obcasów.

Żona postawiła ultimatum. Norbi rozpoczął terapię
Punktem zwrotnym okazała się jego żona. Postawiła ultimatum, którego nie dało się zignorować. Musiał wybrać: albo ona, albo nałóg. Wygrało uczucie, a wraz z nim pojawiła się decyzja o leczeniu. Dwuletnia terapia, regularne spotkania kilka razy w tygodniu – to właśnie wtedy zaczęła się jego droga do wolności.
„"Albo ja, albo hazard" — zagroziła. Wygrała miłość. Pomogła mi także dwuletnia terapia, na którą chodziłem kilka razy w tygodniu”, dodawał artysta we wspomnianym wywiadzie.
Norbi nie zamiata przeszłości pod dywan. Przeciwnie. Mówi o niej z otwartością, bo wie, że jego historia może być nie tylko ostrzeżeniem, ale też światłem dla tych, którzy wciąż błądzą w ciemności.
To nie była łatwa droga. Terapia, która krok po kroku przywracała mu wiarę w siebie. Miłość, która nie zgasła mimo burz. I wreszcie on sam – silniejszy, bardziej świadomy, wolny. Dziś Norbi wciąż jest obecny w mediach, wciąż śpiewa, rozbawia i prowadzi programy. Ale przede wszystkim, udowadnia, że zawsze warto walczyć o siebie. Do końca.

Źródło cytatów: Plejada, Onet, Pomponik