Reklama

Vanessa Aleksander nie boi się mówić o uczuciach. W świecie, w którym ironia bywa tarczą, ona wybiera szczerość. „Wierzę w miłość, bo ją znam”, mówi w rozmowie ze „Zwierciadłem”. Tym jednym zdaniem zdradza, jak wiele znaczą dla niej relacje budowane na bliskości i uważności.

Vanessa Aleksander o miłości wyniesionej z domu

Dla Vanessy Aleksander miłość nie jest abstrakcją ani romantycznym sloganem. Jest doświadczeniem, które wyniosła z domu. „Wierzę w miłość, bo ją znam. Bo blisko mnie są osoby, które szczerze się kochają, i to trwa latami. Wypełniają mnie w ten sposób nadzieją, że miłość może być dobra i budująca. W kontrze do większości jestem też fanką walentynek, tym bardziej że wtedy są urodziny mojego taty. I choć zdaję sobie sprawę, że są wykorzystywane komercyjnie, to dla mnie walentynki są kolejnym dniem, w którym mogę się cieszyć, że mam wokół siebie osoby, które kocham”, mówi w najnowszym wywiadzie dla magazynu „Zwierciadło".

Dziadkowie Vanessy Aleksander i historia uczucia na całe życie

Gdy myśli o miłości, najpierw przychodzi jej do głowy ta romantyczna. „Przypominają mi się dziadkowie”, mówi. Ich historia do dziś wzrusza ją do łez. „Spędzili ze sobą prawie 65 lat i do ostatnich dni, kiedy jeszcze żył dziadek, byli nierozłączni. Nie robili tego na pokaz, świadkami ich uczucia nie byliśmy tylko my – wnuczkowie, dzieci, rodzina – to widzieli też choćby sąsiedzi, bo dziadkowie zawsze szli, trzymając się za ręce”, dodaje artystka. Nie potrzebowali wielkich deklaracji ani publicznych gestów. „Zawsze kładli się spać przytuleni, uprzednio wyznając sobie miłość – mieli takie rytuały umacniające ich relację”, kontynuuje.

CZYTAJ TEŻ: 30 lat razem z dala od blasku fleszy. Ta kobieta skradła serce Hadziuka z „Rancza”. Historia Bogdana Kalusa i jego żony porusza

Vanessa Aleksander, Viva! 24/2024
Vanessa Aleksander, Viva! 24/2024 MATEUSZ STANKIEWICZ/FEED ME LAB

Te obrazy zapisały się w niej na zawsze. „Bardzo starałam się wyciągnąć od nich jakąś wskazówkę, zrozumieć, jak to się robi”, przyznaje. Odpowiedź była prosta i zarazem wymagająca. „Mówili, że nie ma recepty, ale na pewno ważne jest, żeby się nawzajem słuchać. Rytuały to nie tylko wyznania miłości, poranne i wieczorne, lecz także wspólny śpiew i taniec. Babcia przeczytała kiedyś w gazecie, że aby być długo zdrowym, trzeba codziennie śpiewać, więc codziennie wspólnie śpiewali. I dużo tańczyli”, ujawnia aktorka.

Rodzice Vanessy Aleksander jako wzór relacji

Chwilę później Vanessa Aleksander wyznała: „Oczywiście przykładów udanych związków mam wokół więcej, moi rodzice są długo razem, są szczęśliwi, ale taka miłość jak moich dziadków…”, dodaje. Jej rodzice również są ze sobą od lat i są szczęśliwi. Ale miłość dziadków pozostaje dla niej czymś wyjątkowym. „Nie wiem, czy to się dziś jeszcze zdarza. Cieszę się, że miałam okazję z bliska oglądać, jak się buduje taką relację”, zwierzyła się ulubienica publiczności.

Dziś sama często mówi „kocham”. „W moim domu „kocham” padało bardzo często, przy każdym śniadaniu, po każdym „dzień dobry” i przed każdym „dobranoc”. Ja sama bardzo często mówię, że kocham. Nie tylko partnerowi, ale też członkom mojej rodziny, przyjaciółkom”, podkreśla. I dodaje z ciepłem: „Uważam, że generalnie mam wielkie szczęście do ludzi. Zarówno prywatnie, jak i zawodowo otrzymuję od innych wiele serdeczności i bardzo lubię ją zwracać. Moim zdaniem serdeczność, życzliwość stoją bardzo blisko miłości”, podsumowuje.

Vanessa Aleksander jest mistrzynią metamorfoz, ale jej największą siłą pozostaje autentyczność. Nie udaje, nie gra, nie ucieka. Jej słowa brzmią jak cichy manifest w świecie pełnym pośpiechu. Trzeba tylko, jak mówiła jej babcia i dziadek, być blisko. I słuchać.

Źródło: Zwierciadło.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Odnalazła swój azyl u boku partnera, dziś mieszka w lesie. Aż trudno uwierzyć, czym zajmuje się córka Maryli Rodowicz

Vanessa Aleksander, Viva! 24/2024
Vanessa Aleksander, Viva! 24/2024 MATEUSZ STANKIEWICZ/FEED ME LAB

Authors

Reklama
Reklama
Reklama