Śpiewał na barykadach i wielkich scenach. Prawnuk legendy polskiej estrady odsłania tajemnice pieśniarza Warszawy. Taki był prywatnie
Mieczysław Fogg, legenda polskiej estrady i uczestnik powstania warszawskiego, przez ponad 60 lat swojej kariery wzruszał pokolenia. W poruszającym wywiadzie dla magazynu VIVA! jego prawnuk, Michał Fogg, wspomina artystę nie tylko jako wielką postać sceny, ale przede wszystkim jako ukochanego pradziadka i nestora rodu.

- Katarzyna Piątkowska
Jego kariera trwała ponad 60 lat. Brał udział w powstaniu warszawskim, zagrzewając powstańców do walki swoimi piosenkami. Śpiewał w kanałach, na barykadach i… na największych scenach świata. O Mieczysławie Foggu, pieśniarzu Warszawy, wielkiej gwieździe polskiej
estrady, ukochanym pradziadku, opowiedział jego prawnuk Michał Fogg.
Prawnuk wspomina na łamach VIVY legendarnego Mieczysława Fogga. Poruszające wyznanie
– Jesteśmy na placu Defilad, w dawnym i obecnym sercu Warszawy. Mniej więcej w tym miejscu znajdowała się kamienica z adresem Marszałkowska 119, w której przez rok po II wojnie światowej Twój pradziadek Mieczysław Fogg prowadził słynną Café Fogg. Opowiadał Ci o tym miejscu?
Wszystko, co o tym miejscu wiem, kto tam bywał, kto występował, skąd pradziadek zdobył meble, naczynia, pianino, wiem nie od niego. Podobnie zresztą jest z wiedzą, jaką mam o Mieczysławie Foggu.
– Byłeś za mały, żeby słuchać jego wspomnień?
Gdy zmarł, miałem 15 lat. Mogłem więc już coś niecoś od niego się dowiedzieć. Ale… ja miałem w domu pradziadka, a nie słynnego Mieczysława Fogga. W domu on był po prostu Mieciem. A Miecio stanowczo stawiał granicę pomiędzy domem a pracą, którą było śpiewanie.
– Historię życia Mieczysława Fogga znasz więc z opowieści rodzinnych, dokumentów, zdjęć?
Mam tendencję do grzebania w historii rodzin Foggów – od strony taty i Witzów – od strony mamy. Sporo wiadomości zdobyłem sam, ale bardzo dużo opowiedział mi dziadek Andrzej, który był naocznym świadkiem wielu wydarzeń. Był kopalnią wiedzy na temat swojego ojca, bo razem pracowali, i na temat Warszawy, która dla nas, Foggów, była i jest dodatkowym członkiem rodziny, o którym trzeba wiedzieć tyle samo, co o babci i dziadku. [...]
TYLKO W VIVIE!: Góry ich zmęczyły, Hiszpania zachwyciła. Co takiego znaleźli pod palmami? Prawda jest zaskakująca
– Jaki był Mieczysław Fogg w codziennym życiu?
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to to, że był elegancki. Nawet o ósmej rano otwierał drzwi w wykrochmalonej koszuli, zarzuconej na nią bonżurce i nienagannie wyprasowanych spodniach od garnituru. Zawsze był też ogolony i uczesany. Jakby zaraz miał wyjść na scenę. Miał też charakterystyczny zapach. Używał perfum Brut. Kiedyś podarował mi buteleczkę, bo wiedział, że bardzo mi się podobają. Mam ją do dzisiaj i te perfumy wciąż pachną. A przecież pradziadek nie żyje już 35 lat.
– Podobno nie było sprawy, której by nie załatwił.
Było nawet powiedzenie: „Jak trwoga, to do Fogga”. Pomagał każdemu, kto go o to poprosił, bo bardziej dbał o innych niż o siebie. Z jednym wyjątkiem. Mój ojciec zapragnął zostać aktorem. Postanowił, że będzie zdawał do szkoły teatralnej. I wtedy Miecio, kochający dziadek, zadzwonił do swojego kolegi, rektora uczelni, i powiedział: „Ten pan się nie dostanie”. I tata się nie dostał. [...]

– Był stanowczy?
Przede wszystkim był głową rodziny. Nie musiał podnosić głosu, żeby egzekwować swoją wolę. Moja mama mówi, że nigdy nie słyszała, żeby się unosił. To taka nasza rodzinna cecha, że raczej robimy, niż mówimy. Poza tym dziadek miał świadomość, że na jego barkach spoczywa los całej rodziny, i godnie odgrywał rolę nestora rodu. Ze śmiesznych rzeczy z nim związanych pamiętam, że najwulgarniejszym słowem, jakie padało z jego ust, było „granda”. Jak Miecio mówił „granda”, to oznaczało upadek gatunku ludzkiego (śmiech). [...]
– Jakie słowo najbardziej pasuje do Twojego pradziadka?
Ciepło. On z każdym rozmawiał tak samo. Nie miało znaczenia, czy ktoś jest stróżem domu, czy ministrem. A do czynienia miał i ze zwykłymi ludźmi, i z elitami. W komunizmie władza, jaka była, taka była, ale szacunek dla niektórych rzeczy i osób miała. Od najwyższych notabli otrzymywał życzenia urodzinowe. Zadziwiający jest fakt, że z jednej strony władza, która nie tolerowała części repertuaru Mieczysława Fogga, odnosiła się do niego z szacunkiem. A pradziadek nawet sekundę się nie zastanawiał, czy będą wyciągane jakieś konsekwencje. Był ponad to. Dzięki temu dostał od Feliksa Konarskiego, który był autorem tego utworu, piosenkę „Starszy pan”, która do niego przylgnęła. [...]
TYLKO DO PRZECZYTANIA W VIVIE!: Są na świeczniku, ale dzieci trzymają z dala od mediów. Mało kto wie, jak wychowali córki. Piękne słowa

– Czego Cię nauczył?
Czego może pradziadek nauczyć prawnuka? Pośrednio przez dziadka i ojca wielu rzeczy, ale bezpośrednio to jedynie jazdy samochodem. Miałem trzy lata, gdy sadzał mnie sobie na kolanach i pozwalał prowadzić auto. A trzeba powiedzieć, że drugą wielką pasją Mieczysława Fogga były samochody. Przed wojną brał nawet udział w rajdach w Warszawie. Nie kolekcjonował ich i nie miał złotego mercedesa, o którym krążą legendy. Miał za to dwie ulubione marki – Opel i Ford. Więc najpierw sadzał mnie sobie na kolanach, a potem, jak już dosięgałem sam do pedałów, pozwalał mi zmieniać biegi. Z relacji babci znam historię, że gdy miałem sześć lat, pojechaliśmy z tatą samochodem Miecia do lasu. To był opel record. Ojciec też mnie na kolana posadził. Jechaliśmy leśną drogą wijącą się między drzewami. Ojciec się zagapił, coś nami majtnęło, ja szarpnąłem kierownicą i wylądowaliśmy na drzewie. Wracamy. Tata uszy po sobie, a pradziadek… aż podskoczył z radości, jak mu tata powiedział, co się wydarzyło. To była dla niego najlepsza nowina, bo dała mu pretekst do zmiany samochodu na nowy. Kupił potem forda taurusa, amerykańską wersję. Przestał nim jeździć, dopiero jak przeszedł operację na kataraktę. Nauczył mnie jeździć samochodem, a wszystko inne to są po prostu sprawy genetyczne i wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie. Może dlatego taki retro już jestem, bo ja tym nasiąkałem od najmłodszych lat. [...]
– Ty też się obracasz w świecie muzycznym.
A mam inne wyjście (śmiech)? Jestem dziennikarzem muzycznym, didżejem, organizuję festiwale. Od wielu lat zajmuję się sprawami związanymi ze spuścizną po pradziadku. Gdy umarł, obiecałem jemu i sobie, że zrobię dla niego parę rzeczy. Odhaczam je powoli. Za to słownie obiecałem ojcu, że postawię Mieciowi pomnik. Wiem, że Miecio pewnie by nie chciał… może dlatego tak to ciężko idzie. Prowadzę zbiórkę, bo jeśli miałby zaakceptować jakiś pomnik, to taki postawiony przez ludzi, jego fanów. Na razie mamy projekt.
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVA! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 28 sierpnia 2025 roku.
