Ten hit napisała na serwetce w barze. Trzy dni po jego nagraniu zmarła. Aż trudno uwierzyć, jak wyglądały jej ostatnie chwile
Tuż po tym, jak w barze zapisała na serwetce słowa, które przeszły do legendy rocka, weszła do studia i nagrała je za pierwszym razem. Nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że trzy dni później nie będzie jej już wśród żywych. Historia Janis Joplin i jej ostatniej piosenki „Mercedes Benz” to opowieść o geniuszu twórczym, niespełnionych marzeniach i cieniu, który rzucały na nią własne demony.

Niewiele artystek miało tak wielki wpływ na świat muzyki, jak Janis Joplin. Jej mocny głos i bezkompromisowy styl stały się znakiem rozpoznawczym epoki. Choć jej kariera trwała zaledwie kilka lat, pozostawiła po sobie utwory, które do dziś poruszają kolejne pokolenia. Jednym z nich jest „Mercedes Benz”, czyli piosenka, która powstała spontanicznie, z potrzeby chwili.
Ostatnią piosenkę napisała na serwetce. Janis Joplin nie wiedziała, że nagrywa po raz ostatni
To miał być zwykły wieczór. Kilka drinków, trochę śmiechu i spontaniczna wymiana myśli z bliskimi znajomymi. W barze nieopodal teatru Capitol, w którym regularnie występowała, Joplin usłyszała wers z wiersza Michaela McClure’a i… zaiskrzyło. Z pomocą Boba Neuwirtha stworzyła piosenkę, która dziś uchodzi za jedną z najbardziej symbolicznych w jej dorobku. Trzy dni po jej nagraniu – Janis Joplin już nie żyła.
Wszystko zaczęło się 8 sierpnia 1970 roku. W barze w Port Chester, gdzie Janis spędzała wieczór z Bobem Neuwirthem, Geraldine Page i Ripem Tornem, padły słowa, które poruszyły jej wyobraźnię: „Come on, God, and buy me a Mercedes Benz”. Krótki, ale wymowny cytat z wiersza McClure’a stał się punktem wyjścia do stworzenia nowego utworu. Bez długich analiz, bez planu – wszystko działo się tu i teraz.
Joplin i Neuwirth improwizowali. Słowa płynęły spontanicznie, a ich wizje zderzały się i łączyły. Serwetka stała się kartką papieru, a bar – nieformalnym studiem nagrań. W ten sposób powstała piosenka, która – jak się później okazało – była ostatnią w karierze legendarnej artystki.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

„Mercedes Benz" powstał w ekspresowym tempie. To było jej pożegnanie ze sceną
Długo zwlekała z jej nagraniem. Mimo że miała już status gwiazdy, wewnętrzna presja i oczekiwania otoczenia ciążyły jej coraz bardziej. Dopiero pod koniec września Janis zdecydowała się wejść do studia. Do współpracy zaprosiła Paula Rothchilda, producenta znanego z pracy z The Doors. „Mercedes Benz” został nagrany przy jednym podejściu – surowo, bez muzyki, tylko głos.
Tego samego dnia zarejestrowała też piosenkę urodzinową dla Johna Lennona oraz rozpoczęła pracę nad „Burried Alive in the Blues”. Tę ostatnią miała dokończyć w kolejnych dniach. Nie zdążyła.
Nie pojawiła się w studiu. Zaniepokojony producent wysłał kogoś do motelu
4 października 1970 roku Janis nie pojawiła się w studiu nagraniowym. To było nietypowe – zazwyczaj była punktualna i odpowiedzialna. Paul Rothchild, przeczuwając, że coś jest nie tak, poprosił Johna Cooke’a, menedżera zespołu, o sprawdzenie, co się stało. Drzwi jej pokoju w motelu Landmark Motor Hotel w Los Angeles były zamknięte. Po ich otwarciu Cooke zastał artystkę martwą.
Śmierć Joplin w wieku zaledwie 27 lat wstrząsnęła światem muzyki. Sekcja zwłok wykazała, że zmarła z powodu przedawkowania heroiny. Tak dołączyła do „Klubu 27” – grupy artystów, którzy odeszli w tym samym wieku, zostawiając po sobie nieśmiertelną spuściznę.
Źródło: kultura.gazeta.pl.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Hania Rani zdobyła Europejską Nagrodę Filmową. Kim jest dziewczyna z Gdańska, o której mówi cała Europa?
