Reklama

Gdybyśmy dziś poprosili kogoś w najdalszym zakątku świata o podanie nazwiska jakiegoś znanego polskiego sportowca, z pewnością w odpowiedzi padłoby Lewandowski albo Świątek. W latach 70. i 80. na całym świecie z polskim sportem kojarzono tylko jego. Wojciecha Fibaka. Niepozorny, szczupły chłopak z Poznania szturmem wdarł się na największe tenisowe turnieje i przez lata rywalizował tam z legendami tego sportu.

Chłopak z Poznania idolem amerykańskich gwiazd kina

Choć karierę zakończył dawno temu, to wciąż jest znany. Tyle że teraz już jako kolekcjoner dzieł sztuki. Choć jego przyjaciele kojarzą go też z wystawnych przyjęć, na których regularnie bywają jego sławni znajomi – Robert De Niro, Richard Gere, Hugh Grant, Danny De Vito, Sting czy Sean Penn. Ten ostatni dziś jest kolegą Fibaka, ale za młodu był jego fanem. „W akademickim pokoju Seana przez cztery lata studiów wisiał plakat obrazujący moją tenisową sylwetkę” – wspomina polski tenisista w biografii „Gem, set, życie”, którą napisał razem z Wojciechem Kukułą.

Czytaj także: 25 lat różnicy, wielka miłość i nagły koniec. Co rozdzieliło legendę tenisa i młodą prawniczkę?

Lista sławnych ludzi, których Fibak poznał najpierw dzięki sukcesom na korcie, jest znacznie dłuższa. „Dobry kolega z nowojorskich czasów, Donald Trump” – pisze Fibak w swojej książce. I nie jest to jedyny przywódca, z którym łączą go bliskie relacje. Jego bliskim przyjacielem jest książę Monako, dobrym znajomym były prezydent Francji Nicolas Sarkozy i byli prezydenci USA – Richard Nixon, Gerald Ford, Jimmi Carter i Bill Clinton.

Robert De Niro i Wojciech Fibak na spotkaniu ze studentami w Warszawie w 1989 roku.
Robert De Niro i Wojciech Fibak na spotkaniu ze studentami w Warszawie w 1989 roku. Fot. PAP/Cezary Słomiński

„Mam nadzieję, że nasza msza święta pomoże”

Wśród ważnych ludzi, których miał okazję poznać osobiście, Fibak wymienia też w swojej książce Jana Pawła II. To właśnie spotkanie z papieżem nazywa „jednym z tych, których nigdy nie zapomni”. Było to na samym początku pontyfikatu. Okazją do spotkanie okazał się turniej Foro Italico w Rzymie. Przed ważnym dla Fibaka meczem z francuskim tenisistą Henrim Lecontem papież zaprosił go do Watykanu na prywatną mszę i śniadanie. „W czasie mojej wizyty byłem świadkiem, jak w kapliczce tuż obok apartamentów papieskich, Jan Paweł II długo myślał, pogrążony w modlitwie. Rozważania tyczyły jego ewentualnej podróży do Wielkiej Brytanii, która wtedy prowadziła wojnę z Argentyną o Falklandy” – ujawnia w swojej książce Fibak.

Zobacz także: Tenisista, kolekcjoner, światowiec. Wszystkie twarze Wojciecha Fibaka

Samą mszę, która zaczęła się o 6 rano, też pamięta ze szczegółami. Także dlatego, że uczestniczył w niej sam, a papież się nie spieszył. „Msza trwała prawie półtorej godziny, a mnie się wydawało, że co najmniej sześć...” – czytamy w książce „Gem, set, życie”. Potem, już podczas wspólnego śniadania, papież zaskoczył Fibaka swoją wiedzą na temat tenisa. Zapytał go bowiem, kto będzie jego kolejnym rywalem podczas rzymskiego turnieju. „Dowiedziawszy się, że to Henri Leconte, stwierdził, że oczywiście zna Francuza, dużo o nim słyszał i jest to bardzo wymagający rywal. Z całym swoim urokiem zaczął mnie namawiać do szybszego udania się na korty, żebym spokojnie przygotował się do meczu. Przy pożegnaniu posłał mi niezapomniany uśmiech, dodając: „Mam nadzieję, że nasza msza święta pomoże” – wspomina legenda tenisa.

Fibak kontra Jan Paweł II - ten mecz miał być wydarzeniem w Watykanie

Choć Fibak przed spotkaniem z papieżem nie spał całą noc, to mecz z wyżej wtedy notowanym Francuzem wygrał bez problemu. A przy okazji zyskał nowy przydomek. „Wieść o moim spotkaniu z papieżem rozeszła się po całym Foro Italico i dlatego w następnych latach Ion Țiriac zwracał się do mnie per „Pope” – opowiada w swojej książce Fibak. Nie był to jego jedyny „papieski” przydomek. W środowisku tenisowym nazywano go też trenerem papieża, a wszystko przez plotkę, że uczy Jana Pawła II gry w tenisa. Takich prywatnych lekcji jednak nie było. Ojciec Święty pokazał swojemu rodakowi korty w Watykanie, nie dało się jednak na nich grać, bo były mocno zaniedbane. Papież obiecał jednak Fibakowi, że kiedy po raz kolejny przyjmie go na audiencji, boisko będzie przygotowane na ich mecz.

Czytaj również: Wojciech Fibak: kiedy zaczynał, nie było go stać na grę w tenisa, ale odbił się od dna. Jak dzisiaj wygląda jego życie?

Fibak nie miał okazji się przekonać, czy Jan Paweł II jest nie tylko dobrym narciarzem, ale też zdolnym tenisistą. Po raz kolejny odwiedził go w bardzo dramatycznych okolicznościach – tuż po zamachu, którego dokonał Ali Agca. Nie miał wtedy okazji, by z nim porozmawiać. „Ze względu na jego ciężki stan, nie mogliśmy dostać się bezpośrednio do sali, w której leżał w klinice Gemelli. Głównemu profesorowi, opiekującemu się nim, zostawiłem rakietę tenisową dla Jana Pawła, która miała być symbolem szybkiego powrotu do zdrowia i nadziei, że spotkamy się z Ojcem Świętym na trawiastym korcie w Watykanie” – wspomina w książce „Gem, set, życie” Wojciech Fibak. Do tej rozgrywki dwóch sławnych Polaków nigdy jednak nie doszło.

Reklama
Reklama
Reklama