Walczyła o dzieci, dziś walczy z ciężką chorobą. Henryka Krzywonos znów w szpitalu. „Ten sprzęt mnie ratuje”, wyznaje w poruszającym wpisie
Legenda "Solidarności" od lat walczy z nowotworem. Teraz Henryka Krzywonos-Strycharska znów trafiła do szpitala. W nowym poście podziękowała Jerzemu Owsiakowi za sprzęt, który uratował życie wielu ludzi. Teraz pomaga także jej.

Henryka Krzywonos-Strycharska znowu trafiła do szpitala. 72-letnia legenda "Solidarności" od 2022 roku walczy z rakiem płuc. O chorobie dowiedziała się przypadkowo, gdy po upadku w sejmie i zrobiła prześwietlenie złamanego żebra. Wtedy okazało się, że oprócz obrażeń po wypadku ma też nowotwór. Od razu zaczęła leczenie, przeszła chemioterapię. Teraz Henryka Krzywonos-Strycharska znów jest w szpitalu. W poruszających słowach podziękowała szefowi WOŚP Jurkowi Owsiakowi i jego żonie Lidii za sprzęt medyczny, który ratuje życie. Także jej.
„Witam was wszystkich. Wszystkich tych, którzy wiecie, co to znaczy ratować życie innych. Dlatego też chciałam powiedzieć, że leżę w szpitalu, ale będę korzystała z aparatury, na którą wszyscy żeśmy się składali”, napisała Krzywonos-Strycharska, pokazując sprzęt kupiony przez WOŚP. Podziękowała też wszystkim zaangażowanym w zbiórki dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Internauci od razu zareagowali, posypały się życzenia zdrowia i sił dla parlamentarzystki.
Czytaj też: Henryka Krzywonos-Strycharska walczy z nowotworem. Zamieściła poruszający wpis
Henryka Krzywonos - od tramwajarki do posłanki
Henryka Krzywonos-Strycharska to wyjątkowa postać w naszym życiu publicznym. I bardzo lubiana. Urodziła się w 1953 roku w Olsztynie, wychowywała w rodzinie alkoholików. W biedzie. Była młodą dziewczyną, kiedy zaczęła pracować jako motornicza tramwaju. Stała się jedną z bohaterek Sierpnia’80. 15 sierpnia 1980 roku, w pobliżu Opery Bałtyckiej w Gdańsku, na znak solidarności z robotnikami, zatrzymała swój tramwaj z hasłem „Ten tramwaj dalej nie pojedzie”. Tak zaczął się strajk gdańskiej komunikacji miejskiej, wspierający protest robotników w stoczni. Sama Krzywonos była później aktywną jedną z bardziej aktywnych uczestniczek strajków na Wybrzeżu i sygnatariuszką Porozumień Sierpniowych. W stanie wojennym pomagała internowanym, kolportowała podziemne wydawnictwa i była represjonowana przez służby PRL. Podczas jednej z rewizji w stanie wojennym została tak dotkliwie pobita, że straciła ciążę. Potem już nie mogła mieć dzieci.
Ona opozycjonistka, on z milicji. A miłość między nimi wielka
Nigdy nie bała się iść pod prąd, w sprawach politycznych i prywatnych. Czy - jak mówi jej mąż Krzysztof Strycharski - pod wiatr. Gdy w 1987 roku go poślubiła, dla wielu ludzi to było zaskoczenie. Bo ona była znaną opozycjonistką, a on kiedyś pracował w milicji, dopiero potem, razem z siostrą został właścicielem warzywniaka. Przez wiele lat Henryka Krzywonos była hejtowana, że wyszła za mąż za zomowca, który bił robotników. Ale ona znała męża, kochała go i stała przy nim murem.

Stoi do dziś, bo są ze sobą 39 lat, cały czas się kochają i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Krzysztof Strycharski pamięta każdy szczegół tego dnia, kiedy się poznali. W rozmowie z „Vivą” opowiadał, że Henryka była wtedy ubrana w sukienkę w kolorowe kwiatki. Henryka dopowiadała z kuchni: „A wiesz, że do dziś mam tę sukienkę? Gdybym się jej pozbyła, to poczułabym się tak, jakbym wyrzuciła kawałek naszego życia”. On wspominał: „Podeszła do mnie kobitka, mówiąc, że ma meble do przywiezienia na ulicę Gdańską. To było niedaleko. Po trzech miesiącach wzięliśmy ślub”. To Krzysztof Strycharski zaproponował, żeby się pobrali, Henryka trochę się tego bała, przypominała że jest o 11 lat starsza. Ona miała 33, on 22 lata. Dla Krzysztofa to nie miało znaczenia. Wiedział, że spotkał kobietę swojego życia. „Nigdy nie byliśmy idealni. Ale zawsze byliśmy razem”, mówiła Henryka. Kiedyś ta różnica lat , niby nie taka wielka, zwracała uwagę. „Niech pani poprosi synka, żeby zamknął drzwi", słyszała Henryka. Oboje mieli to gdzieś.
Zobacz również: „Wylali na moją Henię masę hejtu”. Dlaczego mąż napisał książkę o Henryce Krzywonos?
Mąż jest opoką dla pani Henryki. Z miłości do niej napisał książkę „Moja żona, tramwajarka. Opowieść o Henryce Krzywonos" (wyd. Agora, 2019). Choroba żony na początku przytłoczyła go, czemu trudno się dziwić. W jednej z rozmów, w 2022 roku zwierzał się: „Nagle wyobraziłem sobie, że przy mnie może nie być Henryki. Jesteśmy 35 lat ze sobą właściwie non stop. Razem pracujemy, mieszkamy, wychowaliśmy 12 dzieci. Mamy 18 wnuków. Dzisiaj dla mnie życie bez Heni to koniec świata. (...) Nagle się dowiaduję, że jest nowotwór płuc i strach”. Wierzył jednak, że będzie dobrze.
Ich dom rodzinny i 12 dzieci. Czasem, zamiast pomocy słyszeli: Nie macie pieniędzy? To oddajcie dzieci
Nie planowali zakładania wielkiej rodziny. Życie samo tak się ułożyło. Najpierw jedno dziecko - córka Agnieszka, przyklejona do Henryki i Krzysztof uczący się jak być tatą. Potem kolejne - dzieci z domów dziecka, z pieczy zastępczej, porzucone, skrzywdzone. W 1994 roku założyli z mężem w Gdańsku rodzinny dom dziecka. Zdecydowali się na taką formę rodziny adopcyjnej, żeby przyjąć także te dzieciaki, które były rodzeństwem, żeby potem nie musiały się szukać, rozdzielone. Wychowali dwanaścioro dzieci, które dzisiaj są dojrzałymi ludźmi, mają swoje domy, swoje potomstwo. Nie zawsze było łatwo. Od miasta dostali mieszkanie, w którym nawet nie było podłóg. Brali dodatkowe prace, żeby utrzymać gromadkę dzieciaków. Zdarzało się, że ośrodkach pomocy społecznej słyszeli: „Nie macie pieniędzy, to oddajcie dzieci”. Ten dom nie był bajką. Był zmęczeniem, nieprzespanymi nocami, problemami w szkole, traumami, które wracały po latach. Ale było w nim ciepło i miłość. Wzruszenie, gdy dzieci mówiły mamo, babciu.
Na pytanie "Plejady", czy miała poczucie misji, najpierw adoptując dzieci, potem wchodząc do polityki, pani Henryka powiedziała: "Do polityki weszłam dlatego, że musiałam. Dzieci były już dorosłe, więc nie miały w tym żadnej szkody. Natomiast jeśli chodzi o to "poczucie misji", to jest tak, że jeśli człowiek w swoim życiu dostanie dużo po plecach, szanuje wtedy bliźniego, szanuje to, co ma i każdego, jednego człowieka, który jest dla niego dobry. Ja byłam osobą, która dostała naprawdę bardzo mocno po plecach i dlatego rozumiałam swoje dzieci.
Henryka Krzywonos- Strycharska znów w szpitalu. I znów pamięta o innych
Dziś role się odwróciły. To ona potrzebuje opieki. Leży w szpitalu, podpięta do urządzeń zakupionych dzięki zbiórkom WOŚP. „Wiem, że są ludzie, którzy hejtują Orkiestrę. Ja leżę i patrzę na sprzęt. I wiem jedno: to działa. To ratuje życie. Moje też", tłumaczy. I dodaje: Jeśli ktoś jeszcze się zastanawia, czy wrzucić do puszki – niech sobie przypomni, że jutro to on może leżeć w tym łóżku.
Henryka Krzywonos-Strycharska całe życie pomagała, myślała o innych, walczyła o wolność, o rodzinę. Weszła do polityki z najszlachetniejszych intencji. Dziś zatrzymało ją zdrowie. Ale jej głos – wciąż mocny, szczery i prawdziwy – nadal przypomina, że solidarność to nie hasło. To wybór. A my życzymy powrotu do zdrowia! I dużo siły.