Reklama

W życiu Wandy Rutkiewicz góry były przestrzenią wolności, ale też ciszy, w której wracały najtrudniejsze wspomnienia. Jednym z nich była śmierć ojca — wydarzenie, które na zawsze zmieniło jej sposób patrzenia na świat i ludzi.

Ojciec, który dawał siłę. Zbigniew Błaszkiewicz i jego wyjątkowa więź z córką

Zbigniew Błaszkiewicz był dla Wandy Rutkiewicz kimś znacznie więcej niż tylko ojcem. Inżynier, człowiek zasad, konsekwencji i wewnętrznej dyscypliny — uczył córkę samodzielności i odwagi w podejmowaniu decyzji. To on zaszczepił w niej potrzebę ruchu, przekraczania własnych ograniczeń i rywalizacji, ale nigdy za wszelką cenę.

Wrocław 05.1947. Dzieciństwo alpinistki i himalaistki Wandy Rutkiewicz z d. Błaszkiewicz. Na zdjęciu: przejażdżka rowerowa z ojcem Zbigniewem Błaszkiewiczem i starszym bratem Jurkiem.meg
Wrocław 05.1947. Dzieciństwo alpinistki i himalaistki Wandy Rutkiewicz z d. Błaszkiewicz. Na zdjęciu: przejażdżka rowerowa z ojcem Zbigniewem Błaszkiewiczem i starszym bratem Jurkiem.
meg

Ich relacja opierała się na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Wanda miała poczucie, że ojciec ją rozumie i wierzy w jej możliwości, nawet wtedy, gdy jej ambicje wykraczały poza społeczne schematy przypisane kobietom tamtych czasów. To z domu rodzinnego wyniosła przekonanie, że nie należy się bać wyzwań — trzeba je oswajać.

Ta więź była dla niej bezpiecznym punktem odniesienia. Do czasu.

Polska ok. 1951. Dzieciństwo alpinistki i himalaistki Wandy Rutkiewicz z d. Błaszkiewicz. Na zdjęciu: wycieczka samochodem z ojcem Zbigniewem Błaszkiewiczem; Wanda z lewej, ojciec trzyma na ramionach młodszego brata Michała.
Polska ok. 1951. Dzieciństwo alpinistki i himalaistki Wandy Rutkiewicz z d. Błaszkiewicz. Na zdjęciu: wycieczka samochodem z ojcem Zbigniewem Błaszkiewiczem; Wanda z lewej, ojciec trzyma na ramionach młodszego brata Michała. fot. PAP/Archiwum rodzinne Wandy Rutkiewicz

Grudniowy dzień, który wszystko zmienił

6 grudnia 1972 roku Wanda Rutkiewicz straciła ojca w sposób, którego nie da się racjonalnie wytłumaczyć ani emocjonalnie oswoić. Zbigniew Błaszkiewicz został zamordowany we własnym domu w Łańcucie. Sprawcy — lokatorzy, którym zaufał — najpierw go okradli, a potem brutalnie pozbawili życia.

Zbrodnia miała wyjątkowo drastyczny charakter i była szeroko opisywana w prasie. Dla Wandy Rutkiewicz oznaczała nagłe zderzenie z bezsensownym okrucieństwem i utratą poczucia bezpieczeństwa. Miała wówczas zaledwie 29 lat i była u progu swojej wielkiej kariery sportowej.

Śmierć ojca nie była wypadkiem ani konsekwencją ryzyka — była wynikiem przemocy i ludzkiej chciwości. Ten fakt dodatkowo potęgował traumę, z którą przyszło jej się zmierzyć.

Żałoba, która nie miała końca

Wanda Rutkiewicz nie potrafiła przejść nad tą stratą do porządku dziennego. Brała udział w procesie sądowym jako oskarżycielka posiłkowa, jakby próbowała odzyskać kontrolę nad rzeczywistością, która nagle wymknęła się jej z rąk. Sprawiedliwość była ważna — ale nie mogła przynieść ukojenia.

Wanda Rutkiewicz, Warszawa 01.1981.
Wanda Rutkiewicz, Warszawa 01.1981. fot. PAP/Grzegorz Rogiński

Bliscy wspominali, że od tamtej pory Wanda stała się bardziej zamknięta, bardziej zdystansowana wobec ludzi. Pojawiło się w niej przekonanie, że świat jest miejscem nieprzewidywalnym i okrutnym, a jedyną przestrzenią, w której czuła się naprawdę wolna, były góry.

Ryzyko przestało ją przerażać. Jakby po stracie ojca strach stracił swoje znaczenie.

Cień ojca obecny do końca

Choć Zbigniew Błaszkiewicz nie doczekał największych triumfów córki, jego obecność była w jej życiu stale odczuwalna. Wanda Rutkiewicz niosła pamięć o ojcu jak wewnętrzny kompas — czasem dodający siły, czasem przypominający o bólu, który nigdy nie zniknął.

Relacja Wandy Rutkiewicz z ojcem była jedną z najważniejszych historii jej życia. Historią miłości, zaufania i straty, z którą nigdy się nie pogodziła. I być może właśnie dlatego do dziś tak bardzo porusza.

Wanda Rutkiewicz.
Wanda Rutkiewicz. fot. PAP/CAF/Maciej Kłoś
Reklama
Reklama
Reklama