Wnętrza, których nie pokazuje nikomu. Ulubieniec widzów zrobił wyjątek tylko dla nas. Zobacz, co zrobił z 40 metrami
Między 40-metrową kawalerką a domem w Połomce Krzysztof Miruć tworzy przestrzenie pełne sztuki, emocji i osobistych wspomnień.

- Katarzyna Piątkowska
Choć zawodowo kreuje spektakularne wnętrza, prywatnie stawia na prostotę i znaczenie przedmiotów. Jego dom to opowieść – o korzeniach, pasjach i świadomych wyborach. Krzysztof Miruć zaprosił Katarzynę Piątkowską do swojego prywatnego świata.
[...]
– Mówiłeś mi, że kryształy po babci masz w Połomce, Twoim domu pod Warszawą, bo tu Ci się nie mieszczą.
To prawda, tutaj mam kieliszki i kryształową bombonierkę. Lubię otaczać się przedmiotami, które wywołują we mnie emocje. Dlatego i tu, i w Połomce są obrazy Dawida Smacznego, Maćka Szupicy. Mam ikonę napisaną jeszcze dla moich dziadków przez mojego dobrego kolegę Marka Bonifatiuka. Gdy kupiłem to mieszkanie, był tu jeden pokój, łazienka i kuchnia. Musiałem tak zaaranżować przestrzeń, żeby mieć ściany, na których powieszę obrazy, miejsce na rzeźby i dużo czarnego. Poza tym nie wyobrażam sobie, że mógłbym spać w przestrzeni dziennej, więc wygospodarowałem miejsce na maleńką sypialnię. Podejmowałem bardzo świadome decyzje, dlatego mam mikrokuchnię, bo nie gotuję, i dużą szafę, gdzie mogę pochować wszystko, co nie powinno być na wierzchu. Dzielę swoje życie pomiędzy 40-metrową kawalerkę a Połomkę, która jak na dom jest również nieduża. Dzisiaj mogę z ręką na sercu powiedzieć, że to mi absolutnie wystarcza.

– Co jest fajnego w projektowaniu wnętrz? W budowaniu?
Nic nie zastąpi uczucia, gdy wchodzi się do budynku, który się zaprojektowało. Poza tym kocham moją pracę za to, że dzięki niej poznaję niesamowitych ludzi. To nie jest tak, że robię komuś projekt i do widzenia. Czasami jesteśmy ze sobą kilka miesięcy, a jeśli budujemy dom od zera, to nawet dwa lata. Przez ten czas można się dobrze poznać, polubić, poznać historię życia. Czasem się śmieję, że więcej wiem o ich domach niż oni sami. Robiłem kiedyś apartament dla klienta, który mieszkał w Hiszpanii i chciał do Polski przyjechać na gotowe. Wszystko konsultowaliśmy zdalnie. Przez długi czas dzwonił do mnie, bo to ja wiedziałem, gdzie co jest (śmiech). Poza tym robię coś, co będzie dopiero w przyszłości. Tworzę.
– A jednak można poczuć się zawodowo wypalonym.
I mi się to zdarzyło. Człowiek musi mieć odskocznię od pracy. Rodzinę, jakieś hobby. A mi się życie tak ułożyło, że tej rodziny nie mam. Poświęciłem się pracy i nie mam od niej odskoczni. Gdybym miał ci powiedzieć w procentach, ile mojego życia zajmuje praca, a ile życie prywatne, to jest to 80 do 20. Na szczęście w tym momencie, kiedy mógłbym zastanawiać się, co dalej, przyszła propozycja z telewizji. Byłem uratowany. Zawsze to powtarzam, że w życiu trzeba mieć szczęście. To podstawa. Ale to nie wyklucza ciężkiej pracy.

– Trafiłeś na dobry moment, bo projektanci wnętrz są coraz bardziej potrzebni.
Gdy zaczynałem pracę i jechałem do rodzinnego Giżycka, koleżanki mamy mówiły: „Powariowali w tej Warszawie, to już nie wiedzą, jak chcą mieszkać?”. A oni w tej Warszawie wiedzieli, jak chcą mieszkać – pięknie, wygodnie, ergonomicznie. Dzisiaj w Giżycku też są biura projektowe, jak zapewne w każdej miejscowości. Świat się zmienia, idzie do przodu i pralka może wyjść z łazienki (śmiech).
– Nie żałujesz, że Twoje życie potoczyło się tak, że 80 procent to praca?
Jeżeliby mi taki styl życia przeszkadzał, tobym go zmienił. Jak ktoś mieszka w złym wnętrzu, to przychodzi do mnie. Jak ktoś ma fryzurę, która mu się nie podoba, to idzie do fryzjera. W zupełności wystarcza mi to, co mam. A mam grono przyjaciół, rodzinę, jeżdżę na motocyklu, lato i zimę spędzam w lesie, w Połomce, mam pracę, którą lubię. Nie mógłbym chcieć więcej.
[...]
- SPRAWDŹ TEŻ: Tylko nam pokazał swoją kawalerkę, wnętrza robią ogromne wrażenie. Sprawdź jak mieszka gwiazda TVN-u
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVA! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 28 sierpnia 2025 roku.
