Wygrywała walki, które oglądał cały świat, ale tą najcięższą toczyła po cichu. Mówi wprost o ukrytym rozdziale swojego życia
Była pięciokrotną mistrzynią świata w boksie, ale jej najtrudniejszy przeciwnik nie pojawił się w ringu. Iwona Guzowska wraca do bolesnych wspomnień, opowiadając o dorastaniu w rodzinie zastępczej, walce o siebie i samotności, która nie znikała nawet po największych sukcesach.

Wygrywała walki, które oglądał cały świat, a przegrywała te, których nikt nie widział. Dorastanie w rodzinie zastępczej, de***sja, ucieczki w sport i samotność, która nie znikała nawet po największych zwycięstwach. Dziś Iwona Guzowska wraca do tamtych chwil
i w rozmowie z Wiktorem Słojkowskim wyjawia, jak naprawdę wyglądała jej najcięższa walka. Która? Ta o siebie.
Iwona Guzowska w rozmowie z VIVĄ!: o walkach toczonych po cichu. Mistrzyni świata odkrywa nieznaną historię swojego życia
–Kim Ty – Iwona – tak naprawdę jesteś?
Nikim. I to jest właśnie najpiękniejsze. Że mogę dziś śmiało powiedzieć, że jestem nikim. I odpuścić te wszystkie metki, funkcje, stanowiska, odznaczenia.
– Teraz lekko kokietujesz. Cała Polska wie, że jesteś pięciokrotną mistrzynią świata w boksie. Ale to już było. To przeszłość. I nie uciekniesz od niej. A co jest teraz?
Wchodziłam na podium, słyszałam brawa, a wewnątrz wciąż miałam poczucie, że jestem nic niewarta. Wszystko wyglądało pięknie na zewnątrz, ale w środku trwała nieustanna walka. I nie było w niej przeciwnika, którego można pokonać nokautem. Największym problemem było to, że ja nie kochałam siebie. Oczywiście każda kariera sportowca się kiedyś kończy. Moja też. I wtedy nagle znalazłam się w nowej rzeczywistości, w której nie było już treningów, walk, startów i mediów. To był dla mnie najtrudniejszy moment. Bo dotarło do mnie, że tak naprawdę przez te wszystkie lata skupiałam się na rywalizacji i udowadnianiu światu, że jestem silna, a zupełnie nie umiałam okazać tej siły samej sobie. Obwinianie okoliczności i ludzi nie ma sensu. Czasem trzeba przejść przez piekło, żeby znaleźć światło. Ja przez to piekło przeszłam i wiesz, co znalazłam na końcu? Światło odnalazłam. Nie miałam w sobie miłości, ale odnalazłam ją dzięki takim ludziom, jak ja dzisiaj. Jestem coachem, motywatorem oraz…
TYLKO W VIVIE!: Są ze sobą 22 lata, tylko nam ujawnili swoje sekrety. Mało kto wiedział, jaka gwiazdorska para jest prywatnie
– Iwona, żadne „oraz”. Ty nie jesteś coachem. Ty jesteś jak szamanka. Byłem na warsztatach u Ciebie i to, co tam się zadziało, dla mnie, jako osoby bardzo twardo stąpającej po ziemi, jest nie do zrozumienia oraz opisania. Tsunami emocji. Piękne i straszne jednocześnie.
Więc nie opisujmy. Jak ktoś chce do mnie przyjść na sesje, zapraszam. Jeśli mogę dziś komukolwiek pomóc, to czuję, że to jest moja prawdziwa wygrana. Uczę oddechu, uczę dotyku. Tak, ja dziś uczę innych ludzi miłości. [...]
– W opowieści o swoim życiu unikasz epatowania bólem. Dlaczego?
Bo ból to niecała prawda o człowieku. Kiedyś mój syn zażartował: „Mamo, twoja autobiografia mogłaby mieć trzy tomy i to byłoby za mało”. Zrozumiałam, że gdybym poszła drogą totalnej wiwisekcji, powstałaby opowieść ciężka jak ołów. A przecież jestem tu, żywa, pracująca, kochająca, więc ból nie ma monopolu na narrację. Wiem też, że opisywanie traumy niesie odpowiedzialność dla czytelnika i dla mnie. Chciałam zostawić ślady, nie rozrywać rany. Zaznaczyć akcenty, pokazać mechanizmy, ale nie zanurzać nikogo w beznadziei. Stąd decyzja o „higienie powieści”.

– Ale Ty, Iwona, miałaś hardcore, a nie życie! Rodzisz się w szpitalu. Twoja biologiczna matka postanawia, że zostawi Cię wśród lekarzy i pielęgniarek. Masz osiem miesięcy, jesteś adoptowana, a dom, do którego trafiasz, jest dysfunkcyjny, bo ojciec zmaga się z chorobą alk***lową. Czy to naznaczyło Cię „pechem”?
Rzeczywiście tak było, ale nie myślę o tym w kategoriach pecha. Bardzo kochałam rodziców i kocham nadal. Widzę ich wysiłek, ciepło, to, co potrafili mi dać. Ojciec był dobrym człowiekiem, tylko nie umiał kochać siebie, więc poszedł w stronę choroby alk***lowej. Od początku jako malutkie dziecko musiałam trzymać pion, kiedy świat się kiwał, dźwigać więcej, niż powinnam. Bardzo cenna lekcja, którą odbyłam. Tylko wiesz, jaka była prawda? Ja na zewnątrz byłam nie do zdarcia, odnosiłam sukcesy na ringu, a gdy przekraczałam próg swojego domu, rozpadałam się na milion kawałków. Miałam dep***ję, z którą poradziłam sobie sama.
– Bez pomocy psychologów?
Tak, bo tak się da. Dziś potrafię oddzielić człowieka od jego choroby, miłość od iluzji, lojalność od milczenia. To nie był pech, tylko początek drogi. Oddycham całą sobą i właśnie to oddech ocala mnie od zatracenia. To dzięki niemu mogę elastycznie dostosować się do zmieniających się warunków, przyjąć nowe wyzwania, odczytywać znaki życia i nie zatracać się w bezruchu. Kiedyś wierzyłam, że przetrwanie wymaga bycia metalem: twardym, nieugiętym. Teraz wiem, że prawdziwa siła tkwi w sprężystości, w zdolności do powracania do formy, nawet po silnym naciągnięciu. Ta świadomość daje mi wolność. [...]
– Dużo mówisz o tym, że musiałaś nauczyć się kochać siebie. Co masz na myśli?
Miłość do siebie to nie laurka, tylko praktyka regulacji: umiejętność zanurzenia się w sobie i wynurzenia bez utraty sensu. To zestaw nawyków, które trzymają mnie w całości: oddech, granice, higiena uwagi, sposób, w jaki do siebie mówię, gdy nikt nie słyszy. Ring nauczył mnie ekonomii ruchu i oszczędności słów – tam gest ma znaczyć więcej niż deklaracja. Może dlatego z daleka mogłam brzmieć jak ktoś „zrobiony z ciszy”. Ale wewnątrz zawsze był ruch, mięsień, który pamięta, i serce, które nie wstydzi się miękkości. Dziś rozróżniam dyscyplinę od chłodu. Jeśli pilnuję rytmu snu, pracy, odpoczynku, to nie po to, by się ukarać, tylko żeby o siebie zadbać. Jeśli stawiam granice, to nie z lęku, tylko z szacunku. Siła rzadko krzyczy. Siła oddycha, równo, bez popisu. I to jest dla mnie esencja kochania siebie: wybrać takie tempo i takie słowa, które mnie niosą, a nie zużywają; być dla siebie lojalną także wtedy, gdy nikt nie bije brawo. [...]
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVA! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 28 sierpnia 2025 roku.
Rozmawiał Wiktor Słojkowski
Zdjęcia Dawid Grzelak
Czytaj też: Są na świeczniku, ale dzieci trzymają z dala od mediów. Mało kto wie, jak wychowali córki. Piękne słowa


